16.06.2014 09:00

Autor: Dorota Szubska

Phantogram – “Voices”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Phantogram  – “Voices”
Republic/2014

Muzyczna wieża Babel.

Po ponad czteroletniej przerwie Phantogram powraca z nowym albumem studyjnym. “Voices” – gdyż o nim mowa – to już drugie wydawnictwo w karierze nowojorskiego duetu. Debiutancka płyta zespołu “Eyelid Movies”  nie zajęła co prawda zaszczytnego miejsca na będącej wyznacznikiem muzycznej popularności liście Billboardu, zjednała sobie natomiast przychylność wielu krytyków. Skłoniła również do podjęcia dyskusji na temat tego, czy przy nagrywaniu kolejnego albumu zespół będzie wierny swojemu unikalnemu stylowi, czy też podda się presji mediów i wpadnie w sidła cieszącego się złą sławą syndromu drugiej płyty.

“Voices” stanowi niezbity dowód na to, że zespół ma się dobrze, zaciekle podąża wytyczoną przez siebie ścieżką i w nosie ma opinie recenzentów. Niewątpliwie jest to płyta dojrzalsza od swojego poprzednika – trudno się na niej co prawda doszukać chwytliwych przebojów na miarę “When I’m Small” i porywających do tańca numerów, jednakże brak ten jest w całości rekompensowany przez warstwę liryczną oraz różnorodność zastosowanych środków. “Voices” przypomina bowiem muzyczną wieżę Babel – dynamizm miesza się tu z subtelnością, melancholia z optymizmem, rock z popem i elektroniką. Pomimo pozornego chaosu płyta pozostaje jednak spójna, prowadząc słuchacza przez meandry dźwięków i historie skomplikowanych relacji.

Na szczególną uwagę zasługuje otwierający płytę utwór “Nothing But Trouble”, będący symbolicznym mostem między “Eyelid Movies” a kolejnym etapem w twórczości zespołu. Sarah Barthel w nowym wydaniu wspina się na drabinę swoich możliwości wokalnych, uwodząc i kokietując słuchacza głosem. Skutecznie. Listen to me, I’m nothing but trouble, I’m losing my mind śpiewa, a ja tracę głowę razem z nią.

Kolejne utwory, “Black Out Days”, “Fall In Love” i “The Day You Died” wnoszą do płyty już nieco więcej popowego smaczku. Wisienkę na torcie stanowią utwory “Never Going Home” oraz “I Don’t Blame You”, w których prym wokalny przekazany został panom: gitarzyście Joshowi Carterowi oraz Stevenowi Drozdowi z The Flaming Lips. Męski pierwiastek dodał utworom osobliwego uroku i niewątpliwie stanowił urozmaicenie dla materiału zamieszczonego na płycie.

Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Poza wspomnianym wcześniej utworem otwierającym wydawnictwo, znalazło się na nim kilka niezłych kompozycji wartych przesłuchania, między innymi “Bill Murray” oraz “My Only Friend”. Pierwszy z nich to niezwykle nostalgiczny utwór zawdzięczający swój przewrotny tytuł bujnej wyobraźni muzyków i wizerunkowi smutnej postaci aktora jawiącej się w ich głowach podczas tworzenia dzieła. Z kolei “My Only Friend”, utrzymana w równie melancholijnym klimacie kompozycja zamykająca płytę, pozostawia słuchacza w stanie ekstatycznego letargu.

“Voices” jest jak ostatni odcinek ulubionego serialu – towarzyszy mu radość z przeżytego doświadczenia, smutek, że już się ono zakończyło oraz podniecenie wywołane oczekiwaniem na to, co przyniesie nowy sezon.

Dorota Szubska


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (11 głosów, średnio: 8,09 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.