22.09.2011 07:57

Autor: Monika Pomijan

Pento Boys – “Sundance” EP

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Pento Boys – “Sundance” EP
Nitodrum Records/2011

Warszawiacy z elektroniką za pan brat.

Problemem dzisiejszego muzycznego świata jest przechodzenie obojętnie wobec młodych artystów, którzy też mają coś do powiedzenia, nawet bez słów. Trudno byłoby zliczyć, ile miesięcznie, a nawet rocznie powstaje nowych kapel czy swoich sił próbuje solowych wykonawców. A przecież wśród wielu przeciętniaków można znaleźć perełki, które potrzebują odrobiny uwagi, by w pełni rozkwitnąć. Niedawno nasze oczy skierowały się ku Poznaniowi i studiującemu tam socjologię artyście czerpiącego ze stylistyk hip hopu, rapu i muzyki elektronicznej – teraz wracamy do stolicy. Nakładem warszawskiej wytwórni niezależnej, Nitodrum Records, została w tym roku wydana EP-ka duetu Pento Boys, która zawiera mnóstwo bogactwa elektroniki zamkniętego w jedynie trzech utworach. Sam label powstał dzięki współpracy dwójki przyjaciół – założyciela agencji Horyzont, Edd’a oraz producenta z Kołobrzegu, MacAstera. Celem, jaki miał przyświecać temu przedsięwzięciu, było promowanie rodzimych produkcji na zachodnim runku muzycznym – producentów tworzących dźwięki tech-house, tribal, progresive, deep techno oraz elektro. Dlatego już nikogo nie powinno dziwić, czemu Nitodrum Record zainteresowało się warszawiakami.

“Sundance” to EP-ka niebanalna jak na debiut, w której bardzo silnie pobrzmiewają inspiracje takimi gatunkami jak choćby dubstep, minimal techno czy chillout. Na oficjalnym facebooku grupy w zakładce “gatunek” można znaleźć następujący napis – “couch music”. I mimo że pewnie pisane to było z przymrużeniem oka, określenie “kanapowa muzyka” idealnie odzwierciedla charakter tego, co grają Pento Boys. Pierwsza na liście piosenka “Dub’o'naut” to czyste minimal techno okraszone nieco bardziej taneczną elektroniką rodem z plażowych, słonecznych imprez, gdzie królują drinki z palemkami. I tym, którzy myśleli, że panowie utrzymają tę nieco downtempową konwencję, serwowane jest “Reggaeveller” z mroczniejszymi, basowymi przejściami jako pudełko z niespodzianką. Kojarzyć się może trochę z tą delikatniejszą stroną dorobku Aucan, ale przy progresywnych, elektronicznych zagraniach nadal idzie w kierunku muzyki dobrej na upalne lato. Jest niespełna dziewięciominutową przestrzenią pełną kolaży różnych dźwięków – od czerpiących z minimalu po idących nawet po delikatne electro. A przede wszystkim stanowi manifest możliwości, na jakie stać zespół, a stać ich na wiele.

I w końcu ostatnia piosenka na liście – tytułowa “Sundance”, czyli przykład wrażliwego dubstepu, który szybko miesza się z chilloutem. I wydawać by się mogło, że jest to EP-ka, której można słuchać w duszne, upalne popołudnie rozkoszując się cieniem na werandzie, że ta muzyka wchodzi, by zaraz o niej zapomnieć. Nic bardziej mylnego, tutaj każdy dźwięk jest przemyślany, a wszystko zamknięte w spójną całość. Mamy do czynienia z wyjątkowo dojrzałym debiutem i niech nikogo nie zwiedzie tak niewielka ilość piosenek. W końcu nie liczy się ilość, a jakość!

Monika Pomijan


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 7,75 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.