12.12.2013 09:00

Autor: Mateusz

Pearl Jam – “Lightning Bolt”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Pearl Jam – “Lightning Bolt”
Monkeywrench Records/2013

Bastion prawdziwej muzyki.

Znacie sportowca, który przez dwadzieścia lat odnosił nieprzerwanie sukcesy? Aktora, który przez dwie dekady zdobywał najważniejsze filmowe nagrody? Pisarza, którego każda książka to bestseller? Owszem, zdarzają się wyjątki. Nie inaczej jest w branży muzycznej. Do takich wyjątków zaliczyć można grupę Pearl Jam, która istniejąc na rynku dwadzieścia trzy lata i wydając dziesięć studyjnych albumów, stała się jednym z najważniejszych zespołów powstałych w latach 90. Najnowszy album grunge’owego głosu – “Lightning Bolt” to ciągle granie na bardzo wysokim poziomie.

Płytę zawierającą dwanaście utworów należy pod względem jakości podzielić na połowy: bardzo dobrą i dobrą. Można przyczepić się mało spójnego materiału (dostajemy solidny rockowy łomot, by za chwilę zaczęła nas pieścić przyjemna ballada), jednak ten minus udało się grupie Pearl Jam przekuć w zaletę – zróżnicowany klimat kawałków nie pozwala się nudzić. Kombinowanie popłaca? “Getaway”, pierwszy numer na płycie, to spory zastrzyk energii zdominowany przez perfekcyjną linię basu i solidną perkusję, kawałek romansuje z latami 70. i twórczością The Who czy The Kinks. “Mind Your Manners” już wtedy, gdy ukazał się jako singiel, w punkowym stylu rozkładał na łopatki siłą wokalu Eddiego Veddera. Po chwili dostajemy pierwszą balladę i moim zdaniem najlepszy utwór z “Lightning Bolt” – “Sirens”. Mimo, iż takie zagrywki formacja z Seatlle stosowała także w przeszłości, drugi singiel świeżością, melodyjnością i lekkością zaskoczy nawet najwierniejszego fana. Za klimat numeru odpowiedzialna jest wstawka z pianinem, gitara akustyczna i potężne emocje płynące z wokalu.

Bardzo dobrą część płyty zamyka kawałek “Pendulum” z mrocznymi bębnami i liryką traktującą o przemijaniu i utracie. Numer został zainspirowany historią fana grupy, który będąc młodym sportowcem zachorował i od tej pory porusza się na wózku. Schodzimy jeden stopień niżej i dostajemy utwory, które nie zaskakują już tak, jak pierwsze propozycje z “Lightning Bolt”. Numer “Swallowed Whole”, choć przyjemny, nie przyciąga dłużej uwagi. Smyczki w “Future Days” są dobrym pomysłem, jednak wśród miliona takich samych ballad, kawałek zostanie zapomniany szybciej niż przedwyborcze obietnice polityków. “Sleeping By Myself” pierwotnie znalazł się na płycie Veddera “Ukelele Songs” i odnosi się wrażenie, że choć miło głaszcze ucho, to utwór robi na najnowszym albumie Pearl Jam za typowy zapychacz.

Pewnego razu do lekarza przyszedł pacjent z pytaniem, czy dożyje stu lat, skoro nie chodzi w niebezpieczne miejsca, nie pali papierosów, nie pije alkoholu, nie lata samolotem i zdrowo się odżywia. Doktor chwilę pomyślał i powiedział mu, że owszem – dożyje, tylko po co? Muzycy Pearl Jam nie marnują czasu i korzystając z życia nagrywają od ponad dwudziestu lat albumy, jeśli nie znakomite, to przynajmniej bardzo dobre. Nie inaczej jest z “Lightning Bolt”, płytą, która świetnie rozgrzeje w długie zimowe wieczory.

Mateusz Królik


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (10 głosów, średnio: 6,50 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.