01.10.2012 07:30

Autor: Maria

Out of Tune – “Bison Jupiter and Everything Else” EP

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Out of Tune – “Bison Jupiter and Everything Else” EP
EMI Music Poland/2012

Wiwat lata 80.!

Out of Tune po spektakularnym “Lights So Bright” wydanym według wszelkich standardów światowych przez wytwórnię, nagranym w studiu i pod okiem profesjonalistów, postanowili nagrać EP w stylu retro. Zarówno pod względem muzyki, jak i techniki. “Bison Jupiter and Everything Else” to EP-ka zarejestronwa i wyprodukowana w pełni przez sam zespół. Najpierw miała miejsce sesja nagraniowa, która odbyła się w podziemiach warszawskiego klubu 1500m2 do wynajęcia i w  klubie 55. Później członkowie grupy przy pomocy Krystiana Wołowskiego z D4D zabrali się za miks i mastering, a na koniec cały wycackany studyjny efekt został nagrany na… kasetę magnetofonową. I to wszystko słychać.

Oczywiście nie chodzi tu o to, ze słychać szumy, trzaski, przebicia ze strony B, a na koniec trzeba przewijać kasetę ołówkiem (Wam też w takich sytuacjach kasety odlatywały w kierunku szklanych szafek?), ale całość zyskuje nietypowy, niepowtarzalny klimat. Ciężko jest powiedzieć co dokładnie go tworzy. Może po prostu wystarczy powiedzieć, że album ma “to coś”.

To jeden z przykładów, kiedy przeszłość spotyka się z przyszłością i połączenie to nie daje w wyniku kiczu, ale interesująca nową jakość. Out Of Tune to nadal zespół korzystający głównie z syntezatorów i wszelkiej maści instrumentów elektrycznych lub elektronicznych. W tym przypadku brzmienie zostało oparte na syntezatorze Roland Juno 60 z 1982 roku (który zespół podobno dostał od Junior Boys już jakiś czas temu). W rozpoczynającym album “Ninteen Nights” do syntezatorów dołączają efekty echo w postaci chóralnego głosu wokalisty, dzięki czemu całość zyskuje charakter synthpopowej ballady. Najpiękniejsze jest tu jednak przejście, które prowadzi do tak typowego (czy tylko dla mnie?) brzmienia Out of Tune.

Kolejny, bardziej połamany i głośny “The Gift” z przyprawiającym o ciarki basem i wokalem może wystraszyć, ale na osłodę jest “Silver Lines” rozpoczynający się niczym soundtrack do filmów z Jamesem Bondem. Szalone lata 80. w pełni, zarówno w brzmieniu instrumentów, jak i wokalu. Jak to się stało, że ten zespół nie podbił jeszcze Wysp Brytyjskich jako support Jesse Ware? Nie rozumiem. Ale rozumiem doskonale ten album, Pomimo że brzmi jakby był starszy ode mnie.

Maria Grudowska


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (1 głosów, średnio: 8,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.