17.11.2011 09:10

Autor: Monika Pomijan

“Oto prawdziwa sztuka – wchodzić ludziom do głów” – rozmowa z Games People Play

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Wywiady

Wykonawcy:


“Oto prawdziwa sztuka – wchodzić ludziom do głów” – rozmowa z Games People Play

Talented Mr Peter i Ana from Sweden to dwoje warszawiaków, którzy wpadli na pomysł, by założyć razem elektroniczny duet i narobić szumu na polskim rynku muzycznym. Zdradzili trochę informacji o tym, jak to wszystko się zaczęło, o swoich pasjach i przygodach, poglądach na temat sztuki, kultury i muzyki.

Uwolnij Muzykę!: Jak to wszystko się zaczęło? Jak się poznaliście?

Peter: Dość niestandardowo.

Ana: Poznaliśmy się w Operze Narodowej, jakieś dwa lata temu. Miałam miejsce obok Petera, a że spóźniam się standardowo na każde wydarzenia, wpadłam do loży zdyszana, rujnując wszystko dookoła. Trochę mu się dostało.

Peter: Nie obyło się bez wymiany uprzejmości, a cała sytuacja była idealnym pretekstem do zawarcia bliższej znajomości. Od słowa do słowa okazywało się, że nasz podobny gust muzyczny oraz chęć osiągnięcia sukcesu zaowocują podjęciem decyzji o spróbowania swych sił w ramach electroduetu.

Ana: No, nie tak od razu! Najpierw było trochę niemiło. Ale na przerwie doszliśmy do porozumienia i postanowiliśmy umówić się na kawę, zwłaszcza, że odkryliśmy wspólnych znajomych, a to zawsze dobry pretekst.

Uwolnij Muzykę!: I o co chodzi z Waszymi enigmatycznymi pseudonimami? Ta Szwecja wprowadza wiele zamieszania! (śmiech)

Peter: Talented Mr Peter to proste odwołanie się do postaci filmowego Utalentowanego Pana Ripleya, z którego to, chcąc nie chcąc, w jakimś stopniu czerpię. Zdaję sobie sprawę, że dla osób nie znających dzieła mój sceniczny pseudonim może brzmieć nieco pretensjonalnie i bałwochwalczo.

Ana: Ja całą swoją osobą jestem dość silnie związana ze Szwecją. Najbardziej z powodu zainteresowań i nieprzytomnego uwielbienia do tamtejszej kultury. Ale posiadam też drobne, szwedzkie korzenie. Moja prababka Wiktoria w latach dwudziestych, niedługo po wojnie wyszła za mąż za szwedzkiego emigranta, przebywającego akurat w Warszawie. Przez tyle lat nie udało się zachować nazwiska w rodzinie, a szkoda, bo nosiłabym je z dumą.

Peter: Ja domieszkę krwi greckiej zawdzięczam dziadkowi, który po czynnym udziale w nieudanej komunistycznej rewolucji na półwyspie Peloponeskim został zmuszony do ucieczki ze swej ojczyzny, bratnią pomoc zaoferowały wszystkie demoludy – traf chciał, że wylądował w PRL.  Szybko przekonał się, że peany wygłaszane w Europie na cześć urody Polek nie wzięły się znikąd, ożenił się z moją babcią, niedługo potem zmarł. Z uwagi na solidarnościowe korzenie drugiej części rodziny wspomnienia o dziadku nie są immanentną częścią każdej wigilijnej kolacji, a szkoda, bo to dość barwna postać.

Uwolnij Muzykę!: Kto wpadł na pomysł zaczerpnięcia nazwy dla zespołu od tytułu książki kanadyjskiego psychiatry?

Ana: Parę lat temu byłam nią dosyć mocno zainspirowana, do tego stopnia, że filtrowałam wszystkie życiowe sytuacje poprzez jej treść. Trochę mi z tego zostało. Ale nasza nazwa odnosi się do znacznie szerszego spectrum zjawisk. Muzyka, którą tworzymy, przesiąknięta jest stosunkami międzyludzkimi, opowiada o nich każdą nutą. Raczej w tym negatywnym sensie. Ludzie potrafią robić sobie nawzajem okropne rzeczy.

Uwolnij Muzykę!: Dalej jest jeszcze ciekawiej. Najpierw Freud, potem Bunuel i Lynch. Kto kogo bardziej ceni? I jak to uwielbienie psychoanalityczno-filmowe przekłada się na Waszą muzykę?

Peter: Mimo ogromnego uznania dla nietuzinkowej i inspirującej twórczości Lyncha, dla mnie w tym zestawieniu bezapelacyjnie wygrywa Freud, choćby dlatego, że to właśnie  jego sposób pojmowania istoty człowieczeństwa stanowi praźródła naszej muzycznej narracji. Nie zmienia to jednak faktu, że idea gpp opiera się na łączeniu ze sobą  bardzo szerokiego spectrum pozornie sprzecznych koncepcji w jedną oryginalną całość.

Ana: Cała nasza muzyka polega na reinterpretowaniu kultury. Lynch robi z obrazem filmowym niesamowite rzeczy, które zrozumieją być może dopiero ludzie następnych pokoleń, wedle schematu znanego od wieków. Bunuel z kolei jest dla mnie niedoścignionym mistrzem groteski i ironii. Mówić rzeczy zrozumiałe – to obciąża umysł i deformuje pamięć, podczas gdy absurd ćwiczy mózg i pobudza grę pamięci. Zestawiamy ze sobą motywy, teksty, obrazy i maglujemy je w specyficzną całość, nadając im nowe znaczenie, znaczenie przefiltrowane w znacznej mierze przez nasze doświadczenia, zazwyczaj ponure, ale tym ciekawsze dla zewnętrznego odbioru. Nasza muzyka to rzecz nie tylko do słuchania, ale też do myślenia i łączenia faktów.

Uwolnij Muzykę!: Można powiedzieć, że lipiec był dla Was przełomowy, znaleźliście się na ósmej składance “We Are From Poland”. Jak to się stało?

Peter: WAFP od dawna trzymało rękę na pulsie, wyrażali się dość pochlebnie nawet o naszych wcześniejszych dokonaniach, nagrywanych jeszcze bardzo amatorsko, w lo-fi.

Ana: Kiedy nadeszła zapowiedź WAFP vol. 8, napisali do nas z propozycją umieszczenia nas na składance. Warunkiem była standardowa jakość mp3. Przyspieszyliśmy więc prace nad EP-ką i jak najszybciej nagraliśmy nasz sztandarowy kawałek “Charme Discret”.

Uwolnij Muzykę!: A potem wrzesień i debiutancka EP-ka. Planujecie może już kolejną?

Peter: Wydanie debiutanckiej EP-ki było kamieniem milowym w naszej twórczość, w zasadzie można powiedzieć, że dopiero od tego momentu zaczęliśmy działać na poważnie.

Ana: Wcześniej to były raczej zabawy w domowym zaciszu, granie dla znajomych, wyczekujących pod sceną. Trzeba było czegoś, żeby nadać sobie nowy rozpęd. Ale ten rozpęd sporo nas kosztował. Absurdalne nieszczęścia spadają na nas i tak wystarczająco często, to jednak dopełniło czarę goryczy.

Peter: Wystarczy wspomnieć o kompletnej ruinie finansowej, zszarganych nerwach i wakacjach wyrwanych z życiorysu. Było jednak warto, bo tylko profesjonalnie nagrany materiał może być gwarantem dalszego rozwoju i stopniowego pokonywania kolejnych szczebli na wyboistej drodze do sukcesu.

Ana: Pod koniec roku planujemy wydanie mniejszego wydawnictwa na 3 utwory. Może nieszczęść też będzie proporcjonalnie mniej. A może nie!

Uwolnij Muzykę!: Gdzie zagraliście swój pierwszy koncert i jak go wspominacie?

Ana: W Saturatorze, rok temu. Ja trochę go nie pamiętam. I to nie dlatego, że wyparłam go ze swojej świadomości.

Peter: Dla mnie ten koncert był traumatycznym przeżyciem. Rozstrojone gitary, zagłuszająca wszystko perkusja, mimowolna rock’n'rollowa stylistyka połączone z pijaną w sztok wokalistką, jej podartymi rajstopami i bluzgami rzucanymi na dźwiękowca. Widzowie zaczęli ostentacyjnie wychodzić już po dwóch utworach.

Ana: Też bym wyszła, gdybym mogła. Niestety, show must go on, o czym przekonaliśmy się już kilka razy, kiedy na dalszych koncertach wysiadały nam komputery i mikrofony. Ważne, że uczymy się coraz bardziej zachowywać zimną krew. Z koncertem jest bardzo podobnie jak ze spektaklem teatralnym – jego kondycja jest bardzo wątła, może wyjść wspaniale, może się całkowicie rozsypać. To też się potem zdarzało, nie zawsze z naszej winy. Trzeba umieć się ubezpieczać. Teraz, a propos teatru, chcemy wprowadzić w nasze występy nową formułę. Właśnie – w występy, niekoniecznie same koncerty. Dla mnie atrakcyjność widowiska zaczyna się tam, gdzie mamy do czynienia z wizualnym kolorytem. Chcę, żeby nasze występy uruchamiały wszystkie zmysły, omamiały. Więcej z performance’u, więcej ze sztuk wizualnych. Więcej z nas samych.

Uwolnij Muzykę!: I co z dalszymi planami koncertowymi?

Peter: Nasza dobra znajoma, studiująca aktualnie w Berlinie jest po słowie z menadżerem klubu Mein Haus am See. Nie chcę zapeszać, ale jest szansa, że zagościmy niebawem również za Odrą.

Ana: Zobaczymy! Było już kilka obietnic bez pokrycia. Ale pogramy trochę pod koniec listopada. 18 będziemy supportować zachwycające Last Blush i projekt Avtomat w Saturatorze. Zapraszamy, bo będzie gorąco. 24 gramy w Das Lokal we Wrocławiu, a 27 wracamy znów do stolicy z luźnym niedzielnym graniem ze znajomymi w Fonobarze. Nieoficjalnie powiemy też, że zaproszono nas ostatnio na Festival Emergenza, więc pojawimy się na którejś ze scen także w eliminacjach.

Uwolnij Muzykę!: Bycie duetem to trudna i wymagająca robota. Jak wygląda Wasza współpraca? I czy traktujecie muzykę tylko jako pracę, czy macie z tego przede wszystkim mnóstwo frajdy?

Peter: Formuła duetu jest bardzo wygodna – znika problem konieczności zgrywania terminarzy wielu osób przy umawianiu się na próby, co w wielu przypadkach okazuję się niemożliwością i znacznie ogranicza dynamikę pracy nad materiałem.

Ana: A nasza współpraca przebiega zadziwiająco gładko. Momenty, w których mamy ochotę wydrapać sobie oczy nie mają o dziwo wiele wspólnego z muzyką. Jeżeli uważam, że coś nie pasuje do naszej stylistyki, Peter nie forsuje tego w żaden sposób, jeżeli nie podobają mu się moje dźwięki, staramy się je zmienić.

Peter: Dla mnie tworzenie muzyki to czysta ambiwalencja, płynne przechodzenie od niewyobrażalnej frustracji przy twórczej impotencji, aż po ekstazę po stworzeniu satysfakcjonującej partii. Nie ukrywam jednak, że traktuję ją również jako rodzaj pracy, kto wie, czy nie bardziej perspektywicznej niż ukończenie studiów, w świecie ponowoczesności nic nie jest pewne.

Ana: Tutaj istnieją równolegle dwa aspekty. Wydaje mi się, że gdybyśmy nie robili tego, co teraz robimy, oszalelibyśmy w bardzo szybkim czasie. Kafka powiedział: “Moje życie składa się i właściwie składało zawsze z prób pisania i to z prób najczęściej nieudanych. Gdybym jednak nie pisał, to leżałbym już na ziemi, wart tego tylko, by zostać wymiecionym”. A że to wszystko może jednocześnie przyczynić się do osobistego rozwoju i sukcesu na różnych płaszczyznach – tym lepiej. Poza tym, to nadal są tylko “próby pisania”. Nie nazywamy naszej twórczości wspaniałą i inspirującą. Pomijając to, że zwyczajnie wystrzegamy się pychy, ona po prostu taka nie jest. Będzie taka, owszem, i to, że w to wierzymy, daje nam w życiu jakiś cel. Ale na razie czekamy dopiero na rozkwit tego, co już zasialiśmy.

Uwolnij Muzykę!: I co dalej? Kolejna samodzielna EP-ka czy już wydawnictwo dla jakiejś wytwórni?

Peter: “Gdzie się człowiek śpieszy, tam się diabeł cieszy” – spokojnie, na wytwórnię przyjdzie jeszcze czas. Burza, jaką własną promocyjną robotą chcemy rozpętać wokół gpp, będzie dobrą kartą przetargową w przyszłych negocjacjach z wydawcą.

Ana: Na wytwórnię zdecydowanie dla nas za wcześnie.

Peter: Póki co już w grudniu zaprezentujemy nową partię materiału, mniejszą objętościowo, ale za to dojrzalszą, równie eksperymentalną i chwytliwą co “All Is Temporary”. Bardziej świadome niż poprzednio wkomponowanie tam elementów witch house’owych będzie mieć niebagatelny wpływ na atrakcyjność kolejnej EP-ki.

Ana: Ale największy wpływ – zdobyte dotychczas doświadczenie, bo to najcenniejsza rzecz, jaką teraz posiadamy.

Uwolnij Muzykę!: Muzyka muzyką, co jednak robicie poza nią? Macie jeszcze jakieś pasje?

Peter: Nie wyobrażam sobie życia bez wędkowania! Widok dorodnego szczupaka, walczącego o przetrwanie na tafli jeziora może być porównywalny tylko z  spojrzeniem zza sceny na wielotysięczną publiczność Glastonbury. Oczywiście to na razie przypuszczenia, mam nadzieję, że szybko będzie nam dane to zweryfikować.

Ana: Ja gram we fresbee. Poza tym zajmuję się teatrem, filmem i literaturą. Zajmuję się tak naprawdę wszystkim po trochu, specjalizacje mnie przerażają. Mój ideał to człowiek orkiestra. Największą radość sprawia mi obserwacja, że, czegokolwiek bym nie robiła, do kogoś to ostatecznie trafia. Oto prawdziwa sztuka – wchodzić ludziom do głów.

rozmawiała Monika Pomijan




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.