11.11.2011 07:30

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Organizm – “Koniec, Początek, Powidok”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje, Rozkręcamy

Wykonawcy:


Organizm – “Koniec, Początek, Powidok”
Wytwórnia krajowa / 2011

Kolejna udana lekcja biologii.

Pierwsze spotkanie z Organizmem można streścić jako studium neurotyczności. Skupiono się więc głównie na psycho-biologicznych cechach. Druga lekcja to w zasadzie wykład z anatomii, podkreślenie skomplikowanej budowy i mnogości związków. Niby znalazło się tutaj tylko 10 kompozycji, ale najkrótsza trwa prawie 4 minuty, więc ewidentnie struktury poszczególnych kawałków są bardziej kompleksowe.

Na kilka miesięcy przed premierą całości materiału trio udostępniło dwa pierwsze kawałki z albumu. “Na razie, pa” oraz “Świeża zieleń”, bo o nich mowa, to zresztą utwory szybko wpadające w ucho. Ten pierwszy dobrze otwiera krążek, od stłumionego brzmienia gitary i slajdów basowych, tak jakby instrumenty wychodziły słuchaczowi na powitanie. W drugim utworze grupa podtrzymuje doskonałą formę; świetne motywy (+ niespodzianki w tle), prototypowy tekst i ta umiejętność wprowadzania w trans.

Debiutancki materiał był chłodny, surowy i pesymistyczny. Teraz panowie wpuścili odrobinkę światełka poprzez bardziej bogate aranżacje. W utworze “Maki” mamy nawet do czynienia z sielskim, spokojnym klimatem. Wrażenie to potęguje pojawiający się instrument smyczkowy. Śpiewający Jędrek Dąbrowski przyzwyczaił już jednak do podszytych bezwzględnością lub sarkazmem tekstów. I tak oto pomimo relaksującej melodii zostajemy skonfrontowani z lirykami o przemijaniu, których objawem jest kłucie w sercu, a więc coś absolutnie nie kojarzącego się z idyllą. Słowa Nic więcej nie pamiętam wzmagają jeszcze niepokój, obawę o zdrowie naszego podmiotu lirycznego.

Organizm jest już zespołem dojrzałym, który ma wyróżniający się styl, dlatego też porównania do innych formacji są zazwyczaj niepotrzebne, chyba że ktoś o tych trzech mężczyznach zupełnie nie słyszał. Łatwo zauważalne są nawiązania do zimnofalowego grania, a więc osoby oczarowane dokonaniami Echo & the Bunnymen, Editors, Interpol czy Joy Division powinny polubić podejście Organizmu. Jedną z najlepszych egzemplifikacji tego stylu jest piosenka “Kino Kopernik” wyróżniająca się pulsującym basem oraz pojedynczymi dźwiękami powolutku przemierzającymi powietrze. Do tego dochodzi ciekawy perkusyjny rytm, zwiększający prawdopodobieństwo wystąpienia transu.

Od strony produkcyjnej i wszelakich smaczków płyta prezentuje się lepiej od poprzedniej, wszak za zmiksowanie i zmasterowanie odpowiadają Grzegorz Kaźmierczak (Variete) i Marcin Bors, a więc persony należące w  swoim fachu do krajowej czołówki. Niewątpliwie to bardziej dopracowane brzmienie, dopieszczenie i wygładzenie nie spodoba się wszystkim starszym fanom, ale jednocześnie poszerzenie instrumentarium sprawia, iż kawałki nie brzmią powtarzalnie, co mogło być męczące pod koniec pierwszego albumu. Uwielbiający starsze piosenki nie powinni być jednak rozczarowani; “Koniec, Początek, Powidok” to wciąż niesamowicie wyrazisty bas, który doskonale współpracuje z perkusją (Kuba Affelski), a to wszystko okraszone jeszcze różnorodnymi technikami gry przez gitarzystę Tomka Gogolewskiego.

Wspomniane inkrustacje to nie tylko smyczki czy klawisze ale także np. prosty, prymitywny (ale nie w pejoratywnym sensie) elektroniczny rytm w “Mijamy się”, który z powodzeniem mógłby znaleźć się na solowym krążku Thoma Yorke’a “The Eraser”, tak kończy się drugi album zespołu. Wyczuwa się piętno Organizmu, chociaż jednocześnie trudno porównywać ten krążek z debiutem. Często pojawiają się tekstowe repetycje, aczkolwiek to raczej nie wyraz ubogiego słownika, a umiejętność tworzenia odpowiedniej atmosfery, napięcia, egzaltacji itp. Nie bez przyczyny tekstami zachwycała się Kasia Nosowska, ta bezczelność, brutalna szczerość, zdolność wyłapywania współczesnych problemów komunikacyjnych naprawdę porusza. Tak jak np. pierwsze wersy utworu “Ewa”: W drodze do pracy / Zakochuję się pięć razy / W drodze do ciebie / Zakochuję się nawet siedem / To zależy od pogody / To zależy od powietrza / (….) I jak długo jadę metrem. A na koniec panowie puentują to wszystko zaskakującym instrumentalnym przejściem, takich świetnych momentów jest zresztą więcej.

Nie ulega wątpliwości, iż trio zrobiło krok naprzód. Bogactwo aranżacyjne ułatwia poznanie tego kolejnego wcielenia organizmu. Szkoda jedynie, że prace nad omawianym albumem trwały dość długo, a datę premiery systematycznie przesuwano aż do końca roku. Dopóki będą jednak dostarczać materiał takiej jakości dopóty takie obsuwy będzie łatwo wybaczać. Furory tym na listach sprzedaży nie zrobią, ale dali na pewno mocny argument zwolennikom tezy, iż muzyka alternatywna w Polsce ma się dobrze.

Łukasz Stasiełowicz

Uwolnij Muzykę! jest patronem medialnym albumu


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (24 głosów, średnio: 8,83 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.