14.06.2015 13:31

Autor: Kuba

Orange Warsaw Festival – relacja z dnia drugiego

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | | | | |


Orange Warsaw Festival – relacja z dnia drugiego

Jaki tu spokój, nic się nie dzieje.

Drugi dzień Orange Warsaw Festival był tym najmniej interesującym. Z największą ilością zapychaczy i śmiesznym headlinerem. Najwyraźniej taka informacja nie dotarła do ludzi, skoro było ich jeszcze więcej niż pierwszego dnia. Organizatorzy na pewno są zadowoleni, bo ja nie znalazłem zbyt wielu zachwycających rzeczy.

Na pierwszy ogień poszedł polski Bibobit. Funkowo-jazzowa hybryda dobrze się sprawdziła jako rozgrzewka przed późniejszymi koncertami. Dobra konferansjerka i sprawność sceniczna połączyły się w sprawne show, które obudziło nawet ludzi siedzących z tyłu namiotów. Trochę inaczej było na Palma Violets, gdzie w pełnym słońcu ludzi zainteresowanych można było z łatwością zliczyć. Nie zraziło to Brytyjczyków, gdzie dali swój pokaz umiejętności. Było żywiej niż na albumach, ale ciągle kojarzą mi się z post-The Libertines i chyba tego nie ukrywają.

Łąki Łan od zawsze mnie zastanawiali, bo jako polski odpowiednik The Flaming Lips w wersji z swoimi pluszowymi gadżetami odrzucali trochę jarmarczną otoczką, ale mimo wszystko, było w tym coś hipnotyzującego. Dokładnie tak stało się na Orange Stage. Paprodziad przez cały koncert biegał z miejsca na miejsce, przytulał się, śpiewał wśród publiki, zespół nieustannie wtórował coraz to dziwniejszym wyczynom. Był to naprawdę dobry koncert, ale chyba ujął mnie przede wszystkim tym, że zaczęli od swojej smutniejszej, mollowej strony, a w takiej wersji ich jeszcze nie słyszałem.

Paloma Faith miała momenty. Jej muzyczna świta działała bardzo sprawnie, ona sama jako kobieta-retro też dawała mocno radę. Ale śliczne piosenki i układy taneczne nie przekonały mnie do tego, żebym został na całym koncercie, choć zagrała “Changing” Sigmy, w którym gościnnie śpiewała. Wolałem iść pod namiot, by tam z Organkiem doznać rockowego strzału. Wcześniej nie miałem okazji zobaczyć gościa na żywo, jedynie przesłuchałem parę razy jego album, ale tutaj to zupełnie inna bajka. Zeppelinowskie odjazdy, progowe zabawy dźwiękiem i przeszywający wszystko dźwięk gitary. Gratuluję Tomaszowi świetnej formy i życzę jeszcze większych sukcesów – zdecydowanie zasługuje.

Ogólnie scena namiotowa, tzw. Warsaw Stage (ewentualnie sauna) miała szereg dobrych koncertów. Oprócz Bibobita i Organka (Kamp! też zagrał dobrze wg relacji kol. Gosi), na plus zaprezentowała się Nosowska. W solowym projekcie wolę ją bardziej niż Hey, bo jest on muzycznie i lirycznie odważniejszy. Żywsze reakcje niż na wczorajszym koncercie tylko to potwierdzają.

Jednak przede wszystkim drugi dzień to FKA twigs. Mając w głowie albumy Brytyjki, bałem się wykonania na żywo. Jednak już pierwsze kilka sekund rozwiało moje wątpliwości. Panna Barnett w towarzystwie trzech mężczyzn zabudowanych szeregiem padów perkusyjnych zniszczyła mnie doszczętnie. Choć przeważał materiał z “LP1″, dało się też usłyszeć co nieco z fenomenalnej “EP2″. Cieszy mnie to, że taka, bądź co bądź, alternatywna nazwa zdołała przyciągnąć tak dużą ilość osób na koncert. Mam nadzieję, że dla wielu nie będzie to koniec przygody z ambitnym popem.

Główna scena to inna para kaloszy. Big Sean od początku wydawał mi się złym pomysłem, choć w ostatecznym rozrachunku taki koncert był w sumie potrzebny. Raper rządził sceną i wciągnął wszystkich do swojego szaleńczego tańca, a to chyba najlepsza reklama. O Marku Ronsonie wypowiadać się za bardzo nie chcę, bo puszczanie swojej playlisty w MacBooku nie powinno się traktować jako koncert, ale dużo ludzi się bawiło, więc może podświadomie pragnęli dyskoteki w Pcimiu Dolnym.

Nie był to najlepszy dzień, ale tym bardziej nastroił na to, co dziać się będzie w ostatni dzień festiwalu, ponieważ niedziela to zarazem największy egzamin. Największa ilość ludzi, wielki headliner – wszystko to sprawi, że poza muzycznym aspektem, festiwal czeka ten logistyczny. Trzeba jednak wierzyć, że ostatni dzień Orange Warsaw będzie wyglądał tak, jak organizatory chcieli, żeby wyglądały wszystkie dni. Już tak łatwo nie będzie dostać się do sceny. Zachęcam do obejrzenia poniższej galerii!

Kuba Serafin
fot. Gosia Lewandowska




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.