13.06.2015 13:48

Autor: Kuba

Orange Warsaw Festival 2015 – relacja z dnia pierwszego

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | | |


Orange Warsaw Festival 2015 – relacja z dnia pierwszego

Wolny start.

Warszawa czerwcową porą wita po raz kolejny z otwartymi ramionami. Kolejna edycja Orange Warsaw Festival właśnie się rozpoczęła i zaczyna powoli zbierać żniwa swoich decyzji. Dziwne zagrywki marketingowe i nie do końca wybitny line-up (ciężko nie porównywać go z zeszłorocznym) sprawiły, że pierwszy dzień był frekwencyjnie dość przeciętny, jak na tak wielką i szumnie zapowiadaną imprezę.

Są jednak plusy odnośnie lokalizacji. Stadion Narodowy kompletnie nie nadawał się jako miejsce na taki festiwal przede wszystkim ze względów akustycznych. Pójście po rozum do głowy i stworzenie kolejnej edycji na Służewcu to świetny pomysł, ponieważ węzeł komunikacyjny jest całkiem znośny. Dojazd jest prosty, przyjemny, okolica spokojna. Na powrót przygotowano także specjalne autobusy, które dowoziły koncertowiczów do stacji metra, skąd spokojnie można już wrócić do centrum. Trzy sceny znajdują się w miarę blisko siebie, więc nie ma biegania z językiem na wierzchu między koncertami. Poza tym, pierwszy dzień był tak luźny pod względem ilości osób, że wystarczyło się pojawić na parę minut przed koncertem, żeby stanąć pod samą sceną. Nie świadczy to dobrze o samym festiwalu, ale można było się tego spodziewać. Obawiam się, że dopiero w niedzielę festiwal będzie szczelnie wypełniony.

Żałuję, że nie załapałem się na Wolf Alice, bo słyszałem, że koncert był bardzo w porządku, ale frekwencja kompletnie nie dopisała. Twin Atlantic zaskoczył na plus swoim indierockowym, energetycznym uderzeniem. Jest to jeden z tych zespołów, którego nie da się słuchać na płytach, ale nadrabia to dobrymi koncertami. Na Rochstar Stage chłopaki z Terrific Sunday dwoili się i troili, żeby zabrzmieć z klasą i zebrali pewną grupę zainteresowanych, ale ciężko było wygrać w konkurencji z Crystal Fighters. Nadworni hipisi polskich festiwali po raz kolejny dali fenomenalne show. Kolorowe tańce, togi i inne przyrządy tylko uzupełniły imprezę.

Hey ma ponad dwadzieścia lat na karku i to słychać wyraźnie. Grupa Kasi Nosowskiej zabrzmiała bardzo dobrze mieszając klasyczne, rockistyczne utwory z pierwszych albumów z elektroniczną twarzą ostatnich albumów. Cieszy mnie to, że mimo wszystko (hehe) wciąż istnieją, bo do starej warty polskich zespołów dodają trochę świeżości i innowacji. W przeciwieństwie do tego, co działo się w namiocie. Trzy utwory Three Days Grace wystarczyły mi, żebym wrócił do moich czasów nastoletnich i bardzo szybko z nich uciec. Granie w takim stylu zostawmy sobie na Juwenalia, a nie na taką imprezę. “Pain” mogłem usłyszeć dekadę temu, teraz nie byłem w stanie przez to przebrnąć. Ale Papa Roach przebili wszystko. Wytrzymałem jakieś trzydzieści sekund w namiotowej scenie – właściwie tylko dlatego, że mocno padało i chciałem się schować gdzieś na chwilę. Nigdy więcej.

Pierwszy dzień to przede wszystkim dwóch headlinerów. Noel Gallagher’s High Flying Birds przynajmniej w pewnym stopniu przypomniało nam o tym, że kiedyś istniało Oasis – setlista składała się w 1/3 z macierzystej kapeli Gallaghera. “Champagne Supernova” czy “Don’t Look Back in Anger” sprawiły, że w ludziach obudziły się pierwotne instynkty i pomimo burzy przelatującej nad Warszawą, główna scena była szczelnie wypełniona ludźmi.

Jednak największe brawa należą się The Chemical Brothers (a właściwie The Chemical Dude – Ed Simons obecnie nie koncertuje, w zastępstwie zagrał Adam Smith). 90-minutowy set rozkręcił mokrą od deszczu publiczność. Lasery, roboty, wizualizacje, a przede wszystkim dobra muzyka sprawdziła, że błyskawicznie znaleźliśmy się w środku nocy. Materiał z nadchodzącego albumu, “Born in the Echoes” zapowiada się na kolejną elektroniczną ucztę, więc tym bardziej czekam teraz na lipiec.

Gooral miał wyjątkowo ciężkie zadanie, ale ściągnął trochę ludzi pod Rochstar Stage, jednak zdecydowana większość wybrała ewakuację z racji bycia mokrym i zmęczonym. Jednak dziś pogoda ma dopisywać, więc nie ma żadnych wymówek. Relacja z drugiego dnia już jutro! A poniżej festiwal w obiektywie Gosi Lewandowskiej.

Kuba Serafin
fot. Gosia Lewandowska




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.