03.07.2011 16:08

Autor: Maria

Open’er. Z kaloszami pod pachą i mantrą na ustach: “Byle nie padało, byle nie padało…”

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | | |


Open’er 2011 vol.1
1.07.2011/Gdynia

Niestety tegoroczna edycja Heineken Open’er Festiwal vs pogoda: 0:1.

Jedni wieszczyli, że to kara za słaby line-up jubileuszowej edycji festiwalu, inni przyznawali się, że nie byli u spowiedzi i to pewnie przez to. Drugi dzień festiwalu upłynął  pod znakiem deszczu, wiatru i porwanych chińskich płaszczyków, a kto tego dnia występował na Tent Stage, miał bez wątpienia swój życiowy występ.

Pierwszy ogień

Wątpliwą przyjemność rozpoczynania drugiego dnia festiwalu miał zespół New New. W zacinającym deszczu zgromadzili garstkę publiczności, która szła w kierunku sceny pod wiatr, z nadzieją: “byle by coś zagrali. Jak już zagrają - bedzie fajnie”. I było. Co prawda przy małej ilości publiczności, ale nic dziwnego: gdyby nie fakt, że już widziałam ich jeden występ i wiem, że warto, z pewnością nie ruszyłabym się  w ten deszcz z namiotu. Wbrew pozorom ciekawy, silnie wibrujący głos wokalistki i energetyczne kawałki zebrały spore brawa, a nawet prośbę o bis.

Oaza

Uciekając przed deszczem, jeszcze trochę drogi pod wiatr i dotarłam do Tent Stage, gdzie trwał występ Twilite. To miejsce okazało się oazą spokoju: bez deszczu, bez wiatru, z miękkim światłem w ciepłych kolorach i przy delikatnej muzyce zespołu. Twilite idealnie wstrzeliło się miejscem i wykonaniem w potrzeby publiczności. Gitary akustyczne, perkusja i spokojny wokal działały jak balsam na mokre i przewiane uszy.

“a miało być pogodno”

Szybki przemarsz (znów pod wiatr), pod scenę główną na koncert Pogodno. Po drodze, na Young Talent Stage, chłopak z afro na głowie, wydawał dziwne dźwięki paszczą: coś między mlaskaniem a beknięciem. Kimkolwiek był i jakkolwiek nazywał się zespół – nie zrobił dobrego pierwszego wrażenia.

Koncert na dużej scenie i deszcz zdecydowanie służyły Pogodno. W przeciwieństwie do ich ostatniego widzianego przeze mnie koncertu w klubie Puzzle we Wrocławiu, ten był mniej ekshibicjonistyczno-masochistyczny: nie było rozbierania, nie było tarzania się po scenie, liczenia publiczności (umówmy się, że jest was milion!), był za to genialny kontakt z publicznością i bardzo dobry jak na zastane warunki atmosferyczne koncert. Swoją drogą, ciekawy sposób dobierania setlisty na podstawie głosów publiczności. Dodatkowy plus.

Zalało Hollywood

Gdy tres.b przygotowywało się do występu na Young Talent Stage, z Tent Stage dochodziły odgłosy hucznej zabawy D4D z publicznością. Przewrotna była decyzja organizatorów, którzy zdecydowali, że zespół grający od siedmiu lat, mający na swoim koncie dwie płyty grał na scenie obok debiutującego w pełni tego słowa zespołu New New, jednak takie są widać prawa rynku: dopiero gdy cię usłyszą, przychodzi twój oficjalny debiut.Misia Furtak rozgrzała publikę dźwięcznym głosem. Można było odnieść wrażenie, że sceny młodych talentów deszcz się nie ima  – tylko gitarzysta w wielkim swetrze psuł to wrażenie.

“Zaplątałam się we wstążki”

Neonowe kolory biły ze sceny z daleka. Brodka ani na chwilę nie pozbyła się przygotowanego do promocji “Grandy” image’u. Na scenie stanęły dwa zielone jelenie ze wstążkami wplecionymi w poroże, neonowe wstążki, pomponiki, paski i makijaż rozweseliły zalaną deszczem publiczność. Brodka swoją energią podzieliła się z publiką, szkoda tylko, że nie można było tak jak ona podczas “Grandy” poskakać na trampolinie. Nawet ballady z ostatniego albumu, podczas trasy klubowej grane w oryginalnym tempie, na scenie głównej otrzymały nowe, szybsze i bardziej taneczne aranżacje. A gdy zamoczyło już wszystkie instrumenty i rozmyło Brodce neonowy makijaż, zagrała piosenkę, która powinna rozwiać deszcz. Niestety “Twist in my sobriety” z repertuaru Tanity Tikaram, tylko pogorszyła sytuację.

Klezmersko z Nowego Jorku

A skoro już pogoda całkowicie się popsuła, bardziej pchana rozumem niż gustem ruszyłam do Tent Stage. Po drodze  niespodziewanie natrafiłam na dużą grupę ludzi tańcząca w totalnym deszczu. Jeśli Abraham Inc. nic nie mówiło na lineupie, to to, co działo się pod sceną wystarczyło za cały komentarz. Wirtuoz gry na klarnecie i mistrz muzyki klezmerskiej; legenda funku, kompozytor, aranżer i puzonista z nieszablonową postacią młodego pokolenia – Socalled połączyli na scenie korzenną muzykę żydowską, klasyczny funk i hiphop. Coś, czego do tej pory nie usłyszałam i jeszcze długo nie usłyszę.

Nie do końca Power.

W Tent Stage tym czasem trwał występ British Sea Power. Niestety drugie wrażenie zespołu również nie porwało. Tak jak po przesłuchaniu płyty zespół nie trafił do czołówki moich ulubionych, tak w tym przypadku również. Dużo energii, dużo gitar, to jednak nie to. Mimo wszystko Tent Stage był pełen po brzegi.

“We won’t get dry. Face it!”

Najpierw nad sceną zaświecił różowy neon, a potem pojawił się on – patyczak w garniturze potrafiący z nieludzką zdolnością i fantazją wyginać swoje kończyny. W deszczu, pod wiatr, Jarvis Cocker od razu przypuścił zmasowany atak żeby rozruszać publiczność. Zaczęło się od “Do you remember the 1st time?”, Słów “Ła-dejna-pogouda” i kilku innych zdań zapisanych w transkrypcji fonetycznej, które już na pewno wtedy rozmyło.

Jarvis w swoim nadpobudliwym ruchowo show, skakał po głośnikach, wybiegał do publiczności, w sobie znanym stylu wyginał wszystkie kończyny i skutecznie zachęcał publiczność, żeby robiła to samo: “Nie wyschniemy, pogódźmy się z tym! Ale żeby nam było ciepło, musimy się ruszać. Gdańsk, do you want to g-dance?”. Solidarność z mokrą i moknącą publicznością  i udawanie, że deszcz w niczym nie przeszkadza, okazał się strzałem w dziesiątkę pod względem kontaktu z publicznością. Jeśli nawet publika nie zapomniała na czas koncertu, że ciągle lało, z pewnością nie zapomni też tego koncertu.

Maria Grudowska

PS.

“This has been the best festival show this summer so far”

Na Cut Copy, z małą zadyszką od biegu z PULP, dotarłam w momencie kiedy grali “Take me over” i niestety załapałam się tylko na 5 piosenek. Ale i  tak wystarczyło to by panowie utwierdzili mnie w przekonaniu, że na scenie potrafią rozkręcić imprezę aż miło. Nawet grając lekko drętwy repertuar z ostatniego wydawnictwa. Dan jak zwykle wyśpiewywał teksty piosenek z rekoma uniesionymi ku górze lekko podrygując, a Tim w  szaleńczym tańcu co chwila zmieniał instrumenty i zachęcał do tańczenia z  nim. To właśnie ta dwójka robi show, reszta zespołu (na openerze panowie pojawili się w składzie 5-osobowym) pozostaje oczywiście ważnym ogniwem w idealnym brzmieniu muzyki Cut Copy na żywo. Te 5 piosenek, które usłyszałam w piątek sprawiło, że z nastawienia “No przecież ich już widziałam” przeszłam w stan “Ja chce ogladać ich codziennie”!

Taniec w deszczu

Deszcz, jak już zostało powiedziane, nam nie odpuszczał. Nie odpuszczali też muzycy, którzy bezlitośnie prowokowali do choćby najmniejszej aktywności ruchowej. Tak też było podczas koncertu Foals, koncertu na który bardzo się nastawiałam i ani trochę się nie zawiodłam. Można marudzić, że marny kontakt z publicznością, ale przy tym jak oni brzmią i jak rewelacyjnie słucha się ich w wykonaniu live nie można się na nich obrazić z powodu takiej błahostki. Patrzac na nich, w myślach powracał do mnie koncert Health z Offa, złaszcza w momencie gdy na scenie pojawił się dodatkowy bęben. A i z tym kontaktem to do końca też nie było tak. W  końcu Yannis dwukrotnie urządził sobie wycieczkę z gitarą do publiki, raz dotarł nawet do wieży nagłośnieniowej.

“Byliśmy już raz w Polsce, graliśmy w Katowicach. I było niesamowicie, ale teraz też jest cholernie niesamowicie!”

Ponownie z powodu 100 km, które dzieliły scenę główną i Tent, na koncert dotarłam z opóźnieniem. W pamięci miałam rewelacyjny koncert Crystal Fighters sprzed ponad miesiąca i wiedziałam, że i tym razem mogę na nich liczyć. Nie było inaczej. Świetna energia i rewelacyjny repertuar sprawiły, że Crystal Fighters genialnie dopełnili ten świetny koncertowy dzień!

Gosia Lewandowska

foto: A. Rawicz





Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.