06.07.2015 00:18

Autor: Kuba

Open’er Festival 2015 – dzień 4, fotorelacja

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | |


Open’er Festival 2015 – dzień 4, fotorelacja

Jedyny dzień festiwalu.

Kiedy jesteś przemęczony po trzech dniach ostrego słońca i masy koncertów, nie masz siły ruszać się z namiotu, ale wiesz, że musisz to zrobić, bo jest za dużo do stracenia. Na przekór wszystkiemu, kiedy termometr spokojnie wznosił się ponad trzydzieści kresek, na ostatni dzień Open’era pojawiła się gigantyczna masa ludzi. Sprzedano najwięcej biletów jednodniowych, stąd niezliczone rzesze przebijały się przez bramki tworząc po raz pierwszy festiwalowy zator. Oczywiście, jest to dla mnie zrozumiałe, z czego się to wzięło. Czwarty dzień był najbardziej kojarzący się z klasyczną, open’erową modą – trochę mainstreamowego grania, modna elektronika, dawka alternatywy.

Na pierwszy strzał Elliphant - Szwedka tworzy niesamowicie energetyczną muzykę i wypełniła szczelnie Tent Stage, gdzie trzeba było z siebie wykrzesać resztki swojego potencjału. Bardzo miło, że wyskoczyła na ten festiwal trochę z doskoku i nie było wokół niej specjalnego hype’u. Po prostu weszła na scenę i zawładnęła sceną, tyle. Pozytywnie zaskoczył także Hozier. Strasznie męczyła otoczka “one hit wonder” i chciałem zobaczyć, ile z siebie będzie w stanie wykrzesać. Okazało się, że wraz ze swoją świtą stworzyli bardzo przyjemny klimat, do którego nie potrafię się nawet przyczepić. Poleciały właściwie wszystkie hiciory zostawiając sobie na sam koniec utwór, na który wielu pewnie przyszło (wszyscy wstali, serio), czyli “Take Me To Church”. Chociaż dla mnie highlightem był wykonywany chociażby w Live Lounge cover Ariany Grande – “Problem”.

Kasabian widziałem w końcu pierwszy raz od wielu lat, kiedy ich słucham. Choć wciąż uważam, że skończyli wydawać dobre albumy na “West Ryder Pauper Lunatic Asylum”, z ciekawości poszedłem zobaczyć, co będzie działo się na głównej scenie festiwalu. Koncert znanego brytyjskiego zespołu rockowego to chyba znak firmowy Open’era i w końcu poczułem się jak na ten festiwal przystało. Widowisko (choć trochę wystudiowane) wciągnęło mnie mocno, ale przy utworach z dwóch ostatnich albumów kompletnie nie mogłem się odnaleźć, bo są okropnie słabe. Niemniej jednak, Meighan i Pizzorno to banda szaleńców, która starała się zrobić ciekawe show i aktywizowała liczną publiczność zgromadzoną pod sceną. Szanuję za “Thick as Thieves” z wplecionym “People Are Strange” i “L.S.F. (Lost Souls Forever)” poprzedzony “Praise You” Fatboy Slim. Ostatecznie zrobili dobry koncert, ale niezbyt pamiętliwy. Nadzieja brytyjskiego rocka odhaczona.

Na Disclosure ciążyła okropna presja, bo w miarę szybko awansowali do pierwszej ligi elektroniki i występ zamykający główną scenę musiał być dobry, bo po ostatnich dwóch takich imprezach (Major Lazer i The Prodigy) musieli przebić wszystko. Zrobili to w wielkim stylu. Nie rozumiem, jak tak dwóch młodych dzieciaków zrobiła tak zawrotną karierę i przeniosła swoje house’owe szycie do muzycznego stardomu, ale ilość ludzi zmęczonych i wywracających kończynami ostatkiem sił dowodzi, że jest to klasa sama w sobie. Bracia Lawrence zaprezentowali nie tylko rzeczy z debiutu, zdecydowanie bardziej ciekawiły nowinki z nadchodzącego “Caracal”. Uczucia mam mieszane, bo utwory są wolniejsze, bardziej eklektyczne, a tym samym trudniejsze. Nie wciągają tak łatwo i poza “Holding On”, nie ma utworu na miarę “Latch”, ale wciąż liczę, że po przetestowaniu nowych kompozycji, będzie gdzieś można znów ich zobaczyć, bo show robią zapadające w pamięć. Światła i wizualizacje wyglądały świetnie, nagłośnienie zabrzmiało głośno i solidnie, z dobrym, niskim basem. Najlepszy koncert tego dnia, bez dwóch zdań. Chwilę później Flume w Tencie grał dla dogorywającej publiki i dawał z siebie wszystko, żeby jeszcze cokolwiek z ludzi wykrzesać i całkiem mu to jeszcze szło. Miło, że koledzy z Disclosure pojawili się na scenie, chociaż szkoda, że przyszli tylko się pouśmiechać. Całościowo był to świetny koncert, godny zamknięcia festiwalu.

Nie wiem, co mam myśleć o tegorocznej edycji, ponieważ była masa dobrych koncertów, sporo rzeczy, które umiliły czas, ale poza paroma wyjątkami nic godnego pamięci na dłużej. Mam sporą nadzieję, że następny Open’er będzie już w bardziej doborowym towarzystwie i wróci do łask tych, którzy ominęli Babie Doły tego roku. Liczę też na to, że organizacyjnie nauczą się na swoich błędach, bo stanie dwie godziny w okropnie długiej kolejce pod prysznic w wielkim upale nie jest marzeniem kogokolwiek. Poza nielicznymi mankamentami było świetnie (przygotowano nawet chodniki na wypadek deszczu) i jestem przekonany, że Alter Art wyciągnie z tej edycji lekcję. Open’er 2015 uważam za przyzwoity i chciałbym powtórki w jeszcze lepszym stylu. O ile można psioczyć na niektóre elementy, żaden festiwal w Polsce nie ściąga takiej ilości A-listów. W 2016 znów będą kolejne duże gwiazdy, dobre koncerty, świetni ludzie (choć fashionistkom podziękujemy) i miejmy nadzieję, że z Jarkiem wszystko w porządku. Widzimy się za rok!

Tekst: Jakub Serafin
Foto: Maria Grudowska




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.