03.07.2014 21:43

Autor: Kasia Wojtasik

Open’er 2014 – relacja z pierwszego dnia festiwalu

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | | | |


Open’er 2014 – relacja z pierwszego dnia festiwalu

Namiot wygrywa wszystko.

Środowe popołudnie – początek festiwalu i najtrudniejsze sceniczne zadanie dla artystów- wprowadzić publiczność w koncertowy stan i pokazać swój “świeży” materiał, jak zwykle przypada muzykom najmłodszym stażem. Na plenerowej scenie Here and Now jako pierwszy zagrał Hanimal, którego publiczność przywitała w skromnym gronie. Popłynęły dźwięki z debiutanckiej płyty i – jak to bywa z balladowym Hanimalem – była to raczej popołudniowa siesta niż energetyczna rozgrzewka.

Lubicie dub? – takim pytaniem zakończyli swój występ Eric Shoves Them In His Pockets, ale zanim padło to pytanie przestrzeń namiotu wypełniły przyjemne, gitarowe dźwięki z pierwszej płyty warszawskiego zespołu. “Walk It Off”, “Storms” i “Expensive Bullshit” brzmiały na żywo bardzo dobrze, a publiczność stopniowo to doceniała. Im później, tym więcej zaangażowanych koncertowiczów dołączało do zabawy. Na końcu panowie udowodnili, że są zespołem naprawdę rockowym. Mocne, wypełnione gęstymi zagrywkami  zwieńczenie tego koncertu postawiło kropkę nad i. Trzyosobowy zespół wygenerował dawkę rock’n'rolla jakiej nie powstydziłby się band uzbrojony w cały zastęp gitarzystów. Dobra passa sceny namiotowej, którą niewątpliwie rozpoczęli ESTIHP, trwała do końca festiwalowego dnia.

W przerwie między kocertami na Tent Stage na chwilę zajrzałam pod scenę Here and Now, gdzie akurat grał Pablopavo. Zrobiłam to w dobrym momencie – udało mi się usłyszeć utwór z “Poloru”, który – jak powiedział sam wokalista – nawiązuje do hipisowskiej stylistyki. “Patrz jak się stara wiatr” wyciszył na chwile publiczność, może nawet wydobył trochę romantycznego klimatu. Nie trwało to długo, bo zaraz potem zespół przypomniał materiał z  płyty “10 piosenek”, zaczynając od energetycznego “Oddajcie Kino Moskwa”.

Kilkaset metrów dalej na scenę wychodzili Fair Weather Friends. Jeśli nadchodząca płyta będzie brzmiała tak dobrze, jak środowy koncert, jestem absolutnie spokojna o jej przyjęcie. Początkowo zastanawiałam się, czy zgromadzona pod sceną publiczność to fani śląskiej grupy, czy raczej wielbiciele Metronomy, którzy wcześniej przyszli do namiotu. Po koncercie nie miałam wątpliwości – namiot pustoszał równie szybko jak się zapełniał, co oznacza, że FWF przyciągnęli tu swoich fanów. Co więcej, skutecznie nakłonili ich do zabawy – stanie w miejscu i melancholijne kiwanie głowami – to nie na tym koncercie! Dużo elektronicznej zabawy świetnie zaserwowanej na żywo – bez pół-playbacków i drogi na skróty. Zabrzmiały utwory z poprzednich EPek, materiał z  debiutu i dodatkowo pomysłowo wpleciony cover. Skakali wszyscy, łącznie z załogą FWF, a kończące show “Fake Love” wywołało prawdziwa euforię.

Była to idealna rozgrzewka przed Metronomy. Brytyjczycy nie zawiedli i tym razem, scena namiotowa okazała się idealną przestrzenią dla tej muzyki. Koncert otworzyło “Monstrous” i” dziki pisk publiczności. Spodziewałam się, że tegoroczne show będzie głównie poświęcone materiałowi z nowej płyty, ale tak się nie stało. Sporą część koncertu stanowiły- ku uciesze zgromadzonych – utwory z “The Bay”, najnowszy krążek objawił się m.in. w postaci “Love Letters”, “I’m Aquarius” czy “Reservoir”. Występ Metronomy to również świetna oprawa wizualna – bajeczne iluminacje przy “I’m Aquarius” czy niezwykle klimatyczne ciemności w przypadku “The Bay” dodały piosenkom kolejnego wymiaru. No i sam zespół – przez cały koncert można było obserwować czwórkę skupionych, ale za to czerpiących niezwykłą przyjemność z grania muzyków. Na scenie zamieniali się rolami, nawet klawiszowiec, którego nie podejrzewałam o wokalną aktywność, miał swoje pięć minut.

Namiot ponownie oszalał i zaraz potem gwałtownie opustoszał, bo już za chwilę na scenie głównej miało zacząć grać The Black Keys. Jako że to ich pierwszy koncert nad Wisłą, moje oczekiwania były spore. Podobnie jak rozczarowanie po koncercie. Zdawałoby się, że setlista była wręcz wymarzona – zafundowali recital w rodzaju “best of” , same przeboje. Byłoby pięknie, gdyby nie nagłośnienie, które ujęło koncertowi co najmniej połowę energii. Mało słyszalne gitary, perkusja nie mogąca przebić się przez wokal, do tego zawodząca wizja na telebimach- szkoda, bo jeden z najlepszych koncertów tegorocznej edycji mógł odbyć się już pierwszego dnia. Zawiodła technika, nie zawodzili fani i sam zespół. “Tighten Up”, “Lonely Boy”, “Gold on the Ceiling”, “Howlin’ For You” i wiele innych – zestaw utworów był naprawdę satysfakcjonujący. Na bis na Babich Dołach rozbrzmiało “Little Black Submarine”. W starciu oczekiwania vs. rzeczywistość wynik to niestety, 0:1.

Po scenie głównej przyszedł czas na namiot. Kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że najlepsze koncerty dzieją się w przestrzeni jakkolwiek ograniczonej, choćby tytułowym namiotem. Haim kipiały energią i co ciekawe- zaskoczyły cięższym niż na płycie brzmieniem. Naprawdę porwały namiotową publiczność, która nie mieściła się pod dachem. Spodziewałam się delikatnych wykonów i garstki fanów, a dostałam mocnego energetycznego kopa i kilka kuksańców od stłoczonej publiczności. Występ sióstr to kolejny powód, aby przyznać, że ten dzień wygrała zdecydowanie scena namiotowa.

Na koniec, na głównej grali Foster The People. Tłumy bawił się świetnie, głównie za sprawą utworów “Torches” przeplatanych oczywiście repertuarem z nowej płyty. Mnóstwo okazji do podskoków, chociaż ja takowych postanowiłam poszukać pod Beat Stage, gdzie grał Jamie xx. Połamane bity i długie intro sprawiły, że na miejscu zostali najwytrwalsi.

Katarzyna Wojtasik
foto: materiały prasowe




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.