31.03.2012 15:02

Autor: Kasia Wojtasik

Of Montreal – “Paralytic Stalks”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Of Montreal – “Paralytic Stalks”
Polyvinyl/2012

Ogórki z czekoladą i czipsy z konfiturą.

To już 11 długogrająca płyta Of Montreal. Przy takiej ilości materiału można doszukać się pewnych prawidłowosci, wskazać “lepsze” i “gorsze” okresy tórczosci zespołu. Były fajne pop- świecidełka, melodie które uszlachetniały ten trzylitetorowy gatunek, zawadiackie pomysły wciśnięte w konwencjonalne rozwiązania. Ostatni album to fiksacja tych pomysłów, zawadiackości i rozwiązań.

Okładka “Paralytic Stalks” mówi tutaj sporo- mamy do czyniena z dziwadełkiem. Dość nieforemnym, nie pasującym do niczego moze nawet początkowo odstraszającym. Takie wysoce postmodernistyczne dzieło sztuki- nie wiadomo jak do tego podejsć, słabo komponuje się z meblami z Ikei a zrozumienie wymaga odpowiednich kompetencji.

“Dour Pecentage” wybrane na singiel to typowy wabik dla niezaawansowanych, wierzchołek góry lodowej, skrzętnie ukrywajacy “problem” tkwiący pod wodą. Podobnie “Spiteful Inervention”- chwytający prostotą, sylabizowanymi niekiedy frazami i radiową długością. Można tupnać nogą, można nawet czasem zaśpiewać z Barnesem. To jedne z niewielu przyjemnych, popowo-gitarowych utworów tego wydawnictwa. Reszta to jedno wielkie fusion. Połączenie wszystkiego ze wszystkim, osadzone w dziwnej stylistyce. Porozciągane do granic możlwiosci, momentami nudnawe i przydługie zbitki motywów mają dwie funkcje. Po pierwsze- zudzić, po drugie- rozdrażnić. Trzecia jest ukryta i ujawnia się gdzieś pomiędzy pierwszą a drugą- zaskoczyć. Istotnie zaskakuje- ekstremalnymi połączeniami.

Na przykład w “We will commit wolf murder” (i nie tylko) jest wszystko. Początkowo melodie z wesołego miasteczka, gdzies pomiędzy urokliwe smyczkowe partie i elektroniczna chmura ciężko strawnych dżwięków, zakończona uroczą rockową, urwaną zagrywką. Tak jest nieraz. W niebotycznie długich, posiekanych stylistycznie utworach z drugiej połowy płyty poutykane jest wszystko, co przewineło się w muzyce w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Słychać psychodelię, mozę nawet krautrock, sklejki nieokreslonych hałasów i improwizacje, czasem słychać echa Bowiego, teoretycznie może się tam znaleźc również Penderecki- Barnes w którymś z wywiadów przyznał się do inspiracji jego twórczością przy tworzeniu “Paralytic Stalks”. Przyjaznym mrugnieciem oka okazuje się “Malefic Dowery” – zatrzymująca egzotycznym rytmem, grzechotkami i retro-południowym klimatem.

Of Montreal od dawna raczej nie wpisuje się w nurt przeciętniaków. Na koncie ma jednak albumy bardziej “zwyczajne”, przystępne. Najnowszy to dziwna hybryda- ilość konwencji i pomysłów przytłacza, niekiedy wprawia w zakłopotanie. Jest w tym element gry, zabawy dla inteligentów, przekorne puszczanie oka i testowanie odbiorcy- czy smakuje mu połączenie ogórka z czekoladą, przegryzane czipsami z konfiturą.

Katarzyna Wojtasik


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (5 głosów, średnio: 6,20 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.