27.05.2014 11:29

Autor: Jakub Buszek

Od elektronicznego coveru King Crimson po dźwiękową miazgę Semantik Punk

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | | | |


Od elektronicznego coveru King Crimson po dźwiękową miazgę Semantik Punk
Kraków/22-25.05.2014

Opowieść o czwartej edycji Green Zoo Festivalu.

Jakub Buszek: Czwarta edycja imprezy przeszła właśnie do historii. Pora więc na podsumowania. W tym roku nie było, moim zdaniem, “zagranicznych” występów na miarę charyzmatycznego Bena Caplana, świetnie bujającego DVA czy grającego na czym tylko da się bębnić SchnAAk. Było za to sporo koncertów po prostu fajnych i sprawiających radochę.

Impreza została otwarta koncertem Mikrokolektywu, który wypadł naprawdę dobrze, lepiej niż na jednym z koncertów, które widziałem dawno temu w trawie. Kuba Suchar udowodnił, że jest jednym z najlepszych perkusistów w Polsce, a Artur Majewski wcale nie zrobił słuchaczy w trąbę. Po prostu w nią dął, uwalniając duże ilości pozytywnych fluidów, które krążyły po koncertowej sali klubu Re.

Wild Books pokazali, że nasz rodzimy rock trzyma się całkiem nieźle. Oprócz dobrze znanych kompozycji duet wykonał dwie nowe, dobre piosenki, które powinny znaleźć się na drugiej płycie zespołu. Nieco inny charakter miał koncert grupy Pole. Dużo było eksperymentów, takich jak granie w jak najdziwniejszy sposób na klarnecie (między innymi samym ustnikiem, czy dmuchając w klapy) oraz już bardziej konwencjonalnie na saksofonie, choć najważniejsza i tak była bardzo ciekawa przecież muzyka. Gościem specjalnym był szwedzki saksofonista, Oscar Carls, na stałe występujący z Kurwsami, tu pojawiający się w zastępstwie Michała Górczyńskiego, wnoszący do scenicznej improwizacji nową jakość i świetnie odnajdujący się w dźwiękach grupy. Następne w kolejności było właśnie The Kurws, serwujące solidną pigułę utworów ze  świeżego, świetnego albumu “Wszystko co stałe rozpływa się w powietrzu”. Nowy materiał na żywo brzmi imponująco, to muzyka sprawdzająca się nawet lepiej w dusznym, zatłoczonym, małym klubie. Gelbart zdecydowanie zaskoczył. Muzyka jak z gier na Atari, dużo oldschoolowego elektronicznego sprzętu i parateatralne sztuczki sprawiły, że to nie był zwykły występ.

Semantik Punk zmiażdżyło generowanymi przez kwartet dźwiękami. Łaźnia (cholerny upał) i rzeźnia w jednym! Wokalista próbował zmusić do interakcji, kilkukrotnie skacząc ze sceny w publiczność. Samo brzmienie trochę różni się od Mojej Adrenaliny – dla mnie ta zmiana przyniosła nieoczekiwanie interesujące rezultaty. Niemcy z Zentralheizung of Death Des Todes wystraszyli samą nazwą (celowy łamacz języka i zmora recenzentów i krytyków?). Same piosenki były już całkiem przyjemne. Po sonicznym ataku podopiecznych Lado ABC, chłopcy z ZODDT przypominali licealistów (tak też zresztą wyglądali), którzy potrafią grać, mają własny repertuar, ale z jakiegoś powodu boją się hałasować. Noise rock w wersji light? Dla mnie było to zwykłe indie. Kontrast był dosyć duży, ludziom to jednak nie przeszkadzało i zabawa dookoła mnie, w pierwszych rzędach była przednia. Mathematique zagrała w bardzo sympatycznej Bombie na Placu, pełnej również przypadkowych osób, które jednak również po chwili z zainteresowaniem obserwowali, co wyczynia Kanadyjka. Fajne utwory i fajny koncert.

Pożegnanie z festiwalem stanowiły niedzielne wyczyny Inqbatora, wspomaganego przez Patricka The Pana. Betel, jak zwykle zresztą, sprawdził się jako miejsce koncertowe, na marginesie jedynie wspomnieć należy pewne problemy z dźwiękiem na Circuit des Yeux. Haley Fohr, występująca pod tym właśnie pseudonimem, była w dobrej formie wokalnej, czarując swoim niskim, głębokim głosem, przechodząc płynnie ze śpiewu do krzyku. Radykalną zmianę klimatu po przerwie zaprezentował Ken Park, który, jak uważa Katarzyna (od której kilka zdań przeczytacie poniżej), a ja nie podejmuję się tego oceniać, oprócz fałszowania i puszczania podkładu, również uroczo tańczył. Phedre z kolei to pan Ken plus dwoje wokalistów (tym razem na szczęście już nie śpiewał, ograniczył się do obsługi elektroniki). Grupa rozkręciła imprezę, a dwuosobowa reprezentacja Uwolnij Muzykę! zamieniła schodki i podest w Betelu w taneczny parkiet.

Katarzyna Borowiec: Jako ciekawostkę dodam, że Ken Park, czyli 1/3 Phedre, nie był osamotniony w swojej inspiracji filmem Larry’ego Clarka, co solidnie komplikuje wszelkie próby pozyskania informacji na jego temat. Sam jako postać przypomina jednak innego bohatera filmowego – jest bardziej w typie Forresta Gumpa. Projekt solowy uskutecznia – taka jest moja złośliwa hipoteza – ponieważ reszta zespołu nie pozwoliła mu śpiewać w kawałkach Phedre. Trio Kanadyjczyków ma z tym ogólnie lekki problem, bo i pani wokalistka odrobinę niedomaga, co sprawiło, że hit – “Aphrodite” – wybrzmiał zdecydowanie słabiej niż na płycie. Ale pan daje radę i ogólnie było w porządku, zagrali i “In Decay” i, na bis, urocze “Ancient Nouveau”. Należy jeszcze wspomnieć o ich stylówce – przepiękne fosforyzująco żółte koszulki z dzikimi zwierzętami i urocze różowe (także lśniące w ciemności) szale robiły wrażenie. Nie mniejsze zresztą niż wizualizacje, na których mogliśmy podziwiać między innymi gnijącą Janet Jackson i dziwne gry pełne usterek.

Jakub Buszek: To oczywiście nie wszystko, ponadto niewątpliwą atrakcją były targi płytowe, darmowe koncerty w ramach Open Zoo na Scenie przy Pompie oraz panel dyskusyjny. Podziękowania i gratulacje należą się niestrudzonej ekipie Front Row Heroes, na czele z Cyprianem. Kolejna edycja imprezy już za nami i nie ma co ukrywać – widzimy się za rok – naprawdę warto!




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.