18.03.2015 10:00

Autor: Maria

O kompulsywnym grzebaniu w schowku na płyty, czyli jak poznałam Archive

Kategorie: Czytelnia, Felietony

Wykonawcy:


O kompulsywnym grzebaniu w schowku na płyty, czyli jak poznałam Archive

Moja osobista historia.


Są w życiu człowieka takie piosenki, zespoły, fragmenty utworów, czy teksty, które kojarzą się z konkretnymi chwilami, wydarzeniami w życiu. W moim wypadku jest to Archive. A moment był kuriozalny. Płyta wygrzebana gdzieś z czeluści schowka samochodowego, “jakieśtam piosenki” i długa droga do… no nie ważne dokąd. Nie pamiętam. Ale biorąc pod uwagę, że droga jest zawsze najprzyjemniejszym etapem podróży (też macie to takie niemiłe ukłucie w sercu, gdy dojeżdżacie na miejsce i każą wam wysiadać?), a droga wtedy prowadziła też cholera wie gdzie… jakiś horyzont, jakiś bezkres, jakaś droga.. grunt, że była 5 rano. Piąta rano, czyli czas, kiedy latem na horyzoncie pojawiają się pierwsze promienie słoneczne, ale takie zimne, blade jeszcze. Kiedy człowiek już czuje, że zaraz przyjdzie ciepło, letni upał, ba! Skwar się z nieba będzie lał, ale póki co jest masakrycznie zimno. I to zimno doskwiera bardzo w porównaniu z oczekiwanym upałem.

I nad tym całym rozdygotaniem, nad tym horyzontem, nad tym bezkresem i bezcelem unosiła się piosenka Archive. Najdłuższa piosenka jaką znam, rozwijająca się jak droga – bez końca. Piosenka elektryzująca jak magnes, zimna jak stal, jak powietrze za oknem. I zgrywała się idealnie ze wszystkimi innymi czynnikami wokół. To prawie 19-minutowa wersja “Lights” z albumu o tym samym tytule. Pamiętam ten moment jak dziś i próbowałam go później powtórzyć. Niejednokrotnie. Na przykład wtedy, gdy jechałam na koncert zespołu do Krakowa. Klub studio. Duszno, kilka godzin na stojąco. Ale to, czego wysłuchałam wtedy w tłumie i co zobaczyłam na wizualizacjach zespołu, było jednym z piękniejszych przeżyć wtedy. Wtedy odkryłam, że koncert nie musi być radosnym pląsaniem. Że można odpłynąć na stojąco w dusznym klubie. I w drodze powrotnej zaczęło się kompulsywne grzebanie w samochodowym schowku z płytami z poszukiwaniem tej jednej, najważniejszej. Najdłuższej. Przy której słońce wschodzi nad horyzontem jakoś inaczej. Jakoś metaliczniej… I wyścig z czasem, bo przecież piosenka po wschodzie słońca nie będzie brzmiała już tak samo. I trzeba będzie czekać do kolejnego wschodu, kolejnej podróży, kolejnej dalekiej drogi. Czyli jakiś rok. Albo do marca. Do końca marca. Powrotu z koncertu w Krakowie, Warszawie, Gdańsku lub Poznaniu. Do zimnego marcowym porankiem wschodu słońca.

Archive – trasa koncertowa

26 marca – Kraków -  Teatr Łaźnia

27 marca - Warszawa – Torwar

28 marca - Gdańsk – B90

29 marca – Poznań – Hala nr 2 MTP

Maria Grudowska




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.