05.09.2013 09:00

Autor: Katarzyna Borowiec

Nóż w plecy fana?

Kategorie: Czytelnia, Felietony

Wykonawcy:


Nóż w plecy fana?

Co warto wiedzieć przed koncertem The Knife.

Szwedzki duet wystąpi po raz pierwszy w Polsce już niebawem – jutro, w piątek, szóstego września. Fani The Knife czekali na ten moment długo, niektórzy nawet się o niego modlili. Czy będą się z niego cieszyć? Trudno powiedzieć.

Właściwie ostrzeżenie, które chcę wystosować, nie powinno być skierowane do fanów Karin Dreijer Andersson i Olofa Dreijera. Koncerty w ramach trasy promującej album “Shaking the Habitual” to eksperyment zaprojektowany, aby nimi wstrząsnąć. Jedni starają się go zrozumieć, inni są oburzeni, jedni mają mnóstwo frajdy z tanecznych wygłupów, inni określają to doświadczenie jako najgorsze w ich życiu. Każdy przeżywa rzecz na swój sposób. Jeśli jesteś fanem, to po prostu zmierz się z tym, co przygotowali dla ciebie twoi ulubieńcy…

Chciałabym natomiast uprzedzić wszystkich słuchaczy The Knife nie znających na wyrywki ich dyskografii, nie zgłębiających namiętnie ideologii stojącej za ich dokonaniami, nie modlących się o ich przyjazd, wybierających się na koncert z sentymentu dla kilku utworów czy z czystej ciekawości. Żeby później nie mieć do czynienia z relacjami takimi jak te, których dostarczyli moi redakcyjni koledzy (nie, żeby to coś złego było*):

Najpierw czekaliśmy na Karin i Olafa dobry kwadrans, żeby następnie wyszedł na scenę w ich zastępstwie jakiś dziwny pan w szlafroku i turbanie. Pan miał niezaprzeczalnie zadanie rozgrzewające, tylko od kiedy na festiwalu wypuszcza się supporty? (…) Dla “niedoświadczonych” fanów The Knife, mogło wyglądać to na show z playbacku i mogło zrazić do siebie zespół, myślę jednak, że ci “wierni” fani byli wniebowzięci.

The Knife postanowili nieco zaskoczyć publiczność, wysyłając na scenę na ponad dwadzieścia minut wodzireja, który zaaplikował im mały aerobik. Trochę poirytowany całą sytuacją i jednocześnie świadom faktu, że The Knife wystąpią podczas tegorocznego Selectora obrałem kierunek na Stay Out West.

Na Selectorze wcale nie będzie inaczej

A wierni fani The Knife wcale (przynajmniej w części) nie są wniebowzięci. “Shaking the Habitual” to najbardziej antagonizujący album duetu. Boje o to, czy jest wspaniały czy okropny, kto jest plebsem a kto zna masę bardziej wysublimowanych i awangardowych muzyków, toczą się w sieci już od momentu, kiedy wyciekł.

Jeszcze bardziej zażarte bitwy na argumenty i sentymenty rozgrywają się od pierwszego koncertu promującego ten trudny, foucaultowsko-butlerowski materiał. Co ciekawe, dyskutanci często emocjonują się czymś, czego jeszcze nie widzieli. Oczywiście nie sposób o wszystkich kontekstach tego specyficznego koncertu wiedzieć za pierwszym razem, trzeba by się przedtem srogo obczytać, a komu by się chciało. Otóż służę.

Na “koncert” składają się:

- instruktaż w zakresie Absurdalnego Aerobiku (dokładniej DEEP, czyli Death Electro Emo Protest Aerobics, tak, to ten pan, który tak zdegustował moich redakcyjnych kolegów),

- dziwne, kolorowe instrumenty, na których The Knife w składzie rozszerzonym niekoniecznie gra (są czasem odwracane do góry nogami, w innych momentach widać grę na instrumencie, którego nie słychać w warstwie dźwiękowej, etc.),

- danceoke, czyli wszystkie obecne na scenie osoby tańczą do muzyki The Knife, przy czym złośliwcy piszą, że główną atrakcję stanowi odgadywanie, która z nich to Karin (nikt nie pełni tradycyjnej roli lidera),

- playback, półplayback, cholera wie co, czyli nie mamy pojęcia, co jest i czy w ogóle coś jest grane/śpiewane na żywo (ja im uwierzyłam).

Wyżej suche fakty, ale jeszcze bardziej intrygujący jest efekt, jaki to radosne szaleństwo wywołuje. Mamy do czynienia z kilkoma bardzo ciekawymi reakcjami, pozwolę sobie przytoczyć kilka z nich.

Motyw numer 1: “Oszukali mnie!”

To ten moment, kiedy fan płaci ciężkie pieniądze, mając pewne wyobrażenie o tym, co zobaczy, a widzi zupełnie co innego. Wielu przytacza argument finansowy, czasem dokładając dojazd, najczęściej jednak wystarcza sama cena biletu, która nie tylko u nas jest w tym przypadku wysoka. Prowadzi to do grzebania w przedkoncertowych materiałach – czy aby zespół nie ostrzegł, jak dokładnie określił rodzaj usługi, czy towar był zgodny z umową… Uwidacznia się tu podejście konsumpcyjne – muzyka jako produkt, wykonawca jako sprzedawca, odbiorca jako klient.

Prowadzi to do rozważań na temat (między innymi…) tego, co właściwie oferuje się nam pod hasłem “koncert”, a dokładniej – co się rozumie przez dookreślenie “na żywo”. Jeśli bowiem The Knife nie zastrzegli, że ich występ będzie właśnie taki, to problem jest po stronie niedoinformowanych fanów. Jednak przez “live show” większość rozumie granie i śpiewanie. I tu od ofiar oszustwa przechodzimy do grupy obrońców.

Motyw numer 2: “Jak rozumiesz autentyczność?”

The Knife prowokuje do refleksji odnośnie wizji koncertu. Powszechne wyobrażenie jest chyba dosyć proste – oczekujemy, że nasi ulubieńcy wyjdą na scenę, wezmą w dłonie instrumenty i zaczną grać, lider stanie przed mikrofonem i w przerwach między śpiewanymi piosenkami będzie zabawiał tłum. Od tego scenariusza dozwolone są oczywiście odstępstwa, ale szwedzki duet według większości posunął się za daleko.

Obrońcy przywołują występy-performensy, grupy takie jak Daft Punk, Major Lazer, wspominają muzyków elektronicznych i ich niemrawe bujanie się nad wysyłanymi z laptopa e-mailami. Przypomina się, że sami The Knife zazwyczaj korzystali z wielu przygotowanych wcześniej ścieżek, “na żywo” wykonując tylko niewielką część kompozycji.

Kolejna podejmowana kwestia – przecież taniec był “na żywo”. Dlaczego miałby być mniej warty niż granie czy śpiewanie? Wykonawcy włożyli wysiłek w prezentowane treści, po prostu zgromadzona publiczność ma braki w wiedzy o tańcu (może u nas przyjdą ci, którzy jakiś czas temu zdawali to na maturze…) i nie jest w stanie tego docenić. No właśnie – ulubiony motyw w konfrontacjach skrajnych poglądów, czyli

Motyw numer 3: “Nie znasz się, nie rozumiesz”

Znane również jako “jeśli ci się to nie podoba, to chyba jesteś głupi”, co w odwecie prowokuje do zarzutów o wywyższanie się na siłę. To akurat mało interesujące, a jeśli ktoś jest pasjonatem, polecam fora w serwisie Filmweb.

Ciekawiej robi się, jeśli pomyślimy o braku kontekstu, jakim mogą dysponować widzowie koncertu The Knife. Duet jest znany z kontrowersyjnych działań, ale jak sami zauważyli, maski, które miały być głosem na temat tożsamości, stały się elementem wizerunkowym, zabawką, gadżetem do sprzedaży. Nie każdy w “Pass This On” dostrzeże zagadnienia queerowe, nie każdy będzie wiedział o skandalach na rozdaniach nagród. Ba, mnóstwo osób nie zwraca w ogóle uwagi na teksty, nie mówiąc o ich głębszym zrozumieniu. A potem jest “Shaking the Habitual”, jest trasa, jest płacz i zgrzytanie zębów.

Szwedzki duet próbuje coś publiczności przekazać, ale czy skutecznie?…

Motyw numer 4: “Brak szacunku”

Jest to oczywiście związane z kwestią pieniędzy. The Knife w oczach rozczarowanych ich ostatnimi dokonaniami koncertowymi nie potrafią odwdzięczyć się za miłość wyrażoną w walucie. Robią, co uznają za stosowne, nie bacząc na miliony złamanych serc.

A miłośnicy chcą hitów! Jest to zmora każdego wykonawcy posiadającego chociaż jeden hit. Według rzesz fanów przebojów, powinni je bowiem grać już zawsze. Publiczność płaci, żeby usłyszeć swoje ulubione piosenki. Muzyk przecież wie o tym pragnieniu, dlaczego więc nie uszanuje woli odbiorcy? The Knife nie uszanuje i każdego, kto chciałby usłyszeć “Heartbeats” z góry uprzedzam, w Warszawie też nie będzie.

Szczególny smaczek: rozczarowani wręcz doszukują się przejawów czystej złośliwości u duetu – jeśli już uda im się, przeważnie z trudem, namierzyć wśród tancerzy Karin albo Olofa, skrupulatnie odnotowują później, jak to jedno patrzyło na bawiących się ludzi z przemożną pogardą w oczach podczas gdy drugie częstowało publiczność ironicznymi uśmiechami. W tej interpretacji The Knife robią z ciebie idiotę i cieszą się z tego niczym Iktorn na myśl o zwabionych w pułapkę Gumisiach.

Motyw numer 5: “Ale to już było”

W tym wariancie odbiorcy rozumieją doskonale, co rodzeństwo chciało osiągnąć, doceniają próbę, ale nie są przekonani co do efektu. Są lepsi performerzy, a już na pewno lepsi tancerze, skoro The Knife są za to lepsi od wielu w muzyce, to czemu nie robią tego, co im tak dobrze wychodzi?

Znów jest to kwestia zawiedzionych oczekiwań – nie to ma robić muzyk, a szwedzki duet fani pokochali jako muzyków właśnie. Jeśli myślą, że ze swoim danceoke są jakimś wielkim przełomem, to się mylą.

Można różnie

Moim zdaniem z The Knife fajnie się tańczy, a muzyka brzmi dobrze. Całość przekonuje mnie bardziej niż na przykład panowie z Moderata grający w Sapera na tle malowniczych wizualizacji. Ale znacznie ciekawsze od podzielonych zdań wydają mi się te wszystkie pytania.

Dlatego w świetle tylu fascynujących zagadnień, tylu wzburzonych prób odpowiedzi, trochę się smucę, gdy ktoś przechodzi obok The Knife mówiąc o boże, co się dzieje? Bez sensu, idę stąd. Pewnie, że już Steve Reich w latach 70. swoimi czterema organami doprowadzał kobiety do tłuczenia głową o scenę i krzyczenia Przestań, przestań, przyznaję się!, pewnie, że Szwedzi krytykują kapitalizm jednocześnie zarabiając na koncertach. Ale wygląda jakby coś ciekawego dobierało się do mainstreamu, więc chyba warto się temu przyjrzeć.

A teraz Polska, kraj słynący z narzekania, emocjonalnie reagującej publiczności, ludzie od lat marzący o “Pass This On” na żywo… Już się nie mogę doczekać szoku, niedowierzania, jęków pełnych oburzenia i wycia z rozczarowania. A Wy?

____________________________

* że nie będę złym ptakiem.

Katarzyna Borowiec




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.