11.05.2011 13:27

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Nordischer Klang 2011 – część pierwsza

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | |


elinlarssongroup-3

Nordischer Klang 2011 – część pierwsza.

Od początku lat 90 XX wieku odbywa się, w Greifswaldzie, co roku festiwal kultury nordyckiej Nordischer Klang. Największe takie przedsięwzięcie w Niemczech, więc jednocześnie jedno z czołowych w całej Europie. W 2011 roku atrakcje (przede wszystkim muzyczne, ale także literaturowe i kulinarne) rozłożono na dziesięć dni. Jazz, rock, elektronika, muzyka eksperymentalna, metal i wiele innych pokrewnych gatunków.

Na otwarcie festiwalu (5.05) zagrał szwedzki kwintet pod przewodnictwem saksofonistki – Elin Larsson Group. Zespół stopniowo zdobywa popularność w ojczyźnie, czas na wojaże zagraniczne. Rozpoczęli od bardzo dynamicznych kompozycji i szybko zdobyli uwagę publiczności. Wiodące role pełniły osoby obsługujące instrumenty dęte, czyli liderka grupy i Kristian Persson grający na puzonie. Pięknie brzmiały partie grane unisono, ale dobre wrażenie sprawiały także solówki. Klub St. Spiritus wypełnił się i ponad 200 osób oklaskiwało popisy muzyków. Podziw budziły improwizacje gitarowe Henrika Hallberga, a szczególnie ich niesamowite tempo i umiejętność długiego podtrzymywania. Kilka ciekawych motywów zaprezentował kontrabasista Niklas Wennström. Od reszty odstawał niestety znacznie perkusista John Käck, który nie popełniał co prawda żadnych błędów, ale nie wyróżniał się też niczym – grał bardzo monotonnie. Po krótkiej przerwie kwintet wrócił na scenę. Druga część koncertu nie była już jednak tak dynamiczna, co zresztą zrozumiałe, wszak nie można wymagać długotrwałego szaleńczego tempa, partykularnie przy instrumentach dętych. Gitarzysta uciekł w cień, pozbawiona urozmaiceń gra perkusisty nużyła coraz bardziej, reszta muzyków dawała jednak radę. Wkrótce nadszedł koniec. Grupa pożegnała się w bardzo dobry sposób poprzez utwór “Before the Flood”, po spokojnym wprowadzeniu i mylącym wyciszeniu nastąpił rozkwit, pokaz płodności. Gitara podająca rytm i cudowne partie dęciaków stworzyły ciekawy klimat. Elin Larsson traktuje kompozycje jako opowieści. Słuchacze łatwo dostrzegą kolejne akapity lub rozdziały tych historii. Tytuły wspomagają wyobraźnię i tym samym zachęcają do aktywniejszego uczestnictwa, np. “Allt är bra nu” (Wszystko jest dobrze teraz).

Po krótkim odpoczynku przed maratonem wybrałem się na wydarzenie reklamowane pod hasłem Tubatitanen (7.05), czego nie trzeba raczej tłumaczyć. I tym razem trudno było znaleźć wolne miejsce w St. Spiritusie. Jako pierwszy na scenie pojawił się duet Daniel Herskedal / Marius Neset. Norweg uchodzi za jednego z największych wirtuozów…tuby. Duńczyk to natomiast solidny saksofonista. Panowie prezentowali głównie jazzowe kompozycje, zarówno własnego jak i cudzego autorstwa. Po kilkunastu minutach było wiadomo, dlaczego takie predykaty przypisywane są Herskedalowi. Potrafił bez przerwy dmuchać w tubę, zmieniając rytm i tempo. Po każdym utworze dosłownie lał się z niego pot, lecz najlepiej to oddaje zaangażowanie muzyka. Grali wspólnie, grali pojedynczo. Marius Neset starał się, ale solowa gra saksofonisty nie przykuwała na długo uwagi. Lepiej słuchało się tego pod koniec setu, kiedy muzycy zaczęli stosować efekty. Przeciągłe echo wprowadziło osobliwą atmosferę. A że panowie wiedzą kiedy ze sceny trzeba zejść…

W przerwie usunięto krzesełka z głównego parkietu, co było pewnym znakiem dla starszych konserwatywnych gości. Na scenie pojawiło się norweskie trio PELbO i szybko stało się jasne, iż będzie to intensywna noc. Ine Hoem zapętlała swój wokal, wplatając do tego elektroniczne sample, a Trond Bersu zapewniał dynamiczność techniką gry na perkusji. Egzotykę gwarantował Kristoffer Lo wraz ze swoją towarzyszką tubą. Eklektyzm budził nawet podziw osób starszych. Norwegowie zagrali materiał z debiutanckiego albumu i kilka kompozycji zapowiadających drugi krążek. Jak brzmi przesterowana tuba? Jak brzmi tuba poddana działaniu octavera? Nikt po tym wieczorze nie powinien się dziwić dlaczego tuba dominowała w zapowiedziach. Troje muzyków poderwało zgromadzonych do tańca i wyklaskiwania rytmu. Żywiołowość i umiejętność zarażania nią to mocny atut. Grupa niewątpliwie dobrze dogadywałaby się z polską egzaltowaną publiką.

Łukasz Stasiełowicz

Więcej filmów z koncertów tutaj.




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.