14.11.2012 10:16

Autor: Katarzyna Borowiec

Niemalże biesiada – relacja

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


Niemalże biesiada – relacja
Warszawa/9.11.2012

Relacja z koncertu Twin Shadow.

George Lewis Jr. przybył do polskiej stolicy z Katowic, gdzie podobno w ramach festiwalu Ars Cameralis dał sporo lepszy koncert. Ten w Warszawie popsuło trochę jego przejmowanie się stereotypami…

Jako Twin Shadow w tym roku występowali z Lewisem już inni muzycy niż podczas szóstej edycji OFF Festiwalu (2011), kiedy Dominikanin pojawił się w naszym kraju po raz pierwszy. W piątkowy wieczór miał na sobie kurtkę z jaguarami i daszek, stylistycznie nawiązując do motocyklowej estetyki swojego najnowszego albumu. To od piosenki z tego wydawnictwa koncert się rozpoczął, ale starszych utworów George z zespołem (perkusista, basista i pani klawiszowiec) zagrali mniej więcej tyle samo. Już w “Golden Light” wady nagłośnienia dały o sobie znać – podczas całego występu prawie nie było słychać chórków.

Piosenki z nowej płyty na żywo wciąż brzmią kiczowato (acz jest to kicz świadomy i mrugający okiem do słuchacza), ale nawet “Patient” nabiera nieco więcej uroku w wersji koncertowej. Co nie zmienia faktu, że o wiele lepiej sprawdzają się w takim wariancie utwory z debiutu – słychać, że wykonawca gra je nie po raz pierwszy, brzmią jak bardziej dopracowane i ciekawsze. W trakcie warszawskiego koncertu były często wieńczone pięknymi solówkami na gitarze. Największe wrażenie robiło “Forget” wykonane brawurowo, z większą zadziornością i energią niż na albumie. Publiczność najżywiej zareagowała za to na “Five Seconds” – śpiewając hit z “Confess” razem z Georgem – i ulubione “Castles in the Snow”, którego nie było na setliście, ale które zostało zagrane na wyraźną prośbę słuchaczy.

Koncert Twin Shadow odbył się w tonie zabawowym – wspólne śpiewanie i klaskanie do rytmu prowokowane przez wokalistę stanowiły jego nieodłączne elementy. Nieco biesiadnie zrobiło się w momencie, gdy Lewis poprosił publiczność, aby zaśpiewała jednemu z nagłośnieniowców, obchodzącemu urodziny, “Sto lat”, argumentując to tym, że pieśń owa, usłyszana przezeń w Katowicach, bardzo przypadła mu do gustu.

Mniej więcej w połowie występu lider postanowił porozmawiać z publicznością na temat poglądu, jakoby Polacy pili wódkę na co dzień. To mylne przekonanie, jakkolwiek żartobliwie traktowane, nie przyniosło dobrych skutków – wokalista dał się sprowokować publiczności i po spożyciu sporej ilości trunku stwierdził, że jest strasznie pijany. Już wcześniej występ nie był idealny – George niekiedy niepotrzebnie wznosił głos do krzyku, jak w refrenie “When We’re Dancing”. Później jego stan zaczął się bardziej dawać we znaki, a najsmutniejsze jest to, że zamiast zapisanego na setliście utworu “Tyrant Destroyer” na bis dostaliśmy radosną przemowę o tym, że Niemcy są strasznie sztywną publicznością i jak wspaniale, że wybory w Stanach wygrał Obama. Wyznanie miłości – jesteście tacy prawdziwi, jesteście najlepszą publicznością, dla jakiej graliśmy – było wprawdzie urokliwe, ale mimo wszystko wolałabym usłyszeć porządne wykonanie swojego ulubionego kawałka niż słuchać tego, że George mówi za dużo, bo jest pijany.

Na przyszłość Twin Shadow powinien jednak rozpoczynać imprezowanie po pracy, a nie w trakcie.

Katarzyna Borowiec




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.