09.10.2013 12:00

Autor: Kuba

Nieco więcej niż 65 minut rozkoszy

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


Nieco więcej niż 65 minut rozkoszy
5.10.2013/Wrocław

65daysofstatic i sleepmakeswaves zagrali we Wrocławiu.

65daysofstatic to bez wątpienia solidna marka na współczesnej scenie rocka instrumentalnego, a swoją wielkość dodatkowo potwierdzili świetnym albumem “Wild Light”, z którego promocją zawitali do Wrocławia. Poza tym koleżanka Gosia parę lat temu zrobiła mi ogromnego smaka opowieściami o stawianiu gitar na brodzie i muzycznej rozwałki, jaką rzadko można obecnie znaleźć, więc tym bardziej zajarałem się ogromnie perspektywą świetnego zespołu w Firleju – jednym z najciekawszych miejsc muzycznych Polski (serio!).

Ale po kolei. Na pierwszy ogień poszli australijczycy z grupy sleepmakeswaves. W 2011 roku, przy mojej gigantycznej fazie na post-rocka w formie wszelakiej, ich muzyka całkiem dobrze wbijała się w mój gust. Skrzyżowanie energii Russian Circles z melodyką Explosions in the Sky to ciekawa mieszanka, która na żywo okazała się także mocną petardą, choć po pewnym czasie odczuwałem spore zmęczenie z powodu, nie ukrywajmy tego, pewnej jednostajności materiału. Oprócz kilku kawałków z  debiutanckiej “… And So We Destroyed Everything” mieliśmy na szczęście okazję załapać także trochę nowych rzeczy z nadchodzącego albumu – cięższych, trochę bardziej pokręconych kompozycji, które zapowiadają zmianę w muzyce, choć nie taką znowu wielką. Koncertowo grupa wypada co najmniej poprawnie, ale wydaje mi się, że mój niepełny entuzjazm jest raczej związany z klątwą supportów, aniżeli brakami wykonawczymi sleepmakeswaves. Myślę, że doceniłbym o wiele bardziej przy regularnym koncercie, a nie przy czterdziestu minutach przed gwiazdą wieczoru, która świeciła we Wrocławiu wyjątkowo mocno.

65daysofstatic weszli od razu z grubej rury pierwszymi dźwiękami “Piano Fights” z przedostatniego albumu “We Were Exploding Anyway” budząc powszechną ekstazę, dorzucając jeszcze “Dance Dance Dance” i “Crash Tactics” do swoistego hat-tricka. Oczywiście, nie mogli zapomnieć o starszych fanach, dzięki czemu usłyszeliśmy także kilka utworów z debiutanckiego “The Fall of Math”, ale także takie smaczki jak “AOD” z pierwszej EP-ki zespołu czy ulubieniec publiki, “Radio Protector”, który nie mógł nie pojawić się w secie w bardziej ożywionej wersji niż albumowa wersji.

Nie zmienia to jednak faktu, że to kompozycje z “Wild Light” stanowiły koncertowy trzon tego październikowego wieczoru i to one były największą zagwozdką, gdyż nie byłem pewien tego, jak uda się utrzymać ten klimat nowego albumu, który jednak w dużej mierze polega na zabiegach producenckich. Na szczęście, 65dos to profesjonaliści, którzy poradzili sobie nawet z trudniejszymi utworami jak przepiękne “The Undertow” czy “Safe Passage”, a także pokazali trochę większego niż na płycie pazura przy “Prisms” i “Unmake the Wild Light”. Nie udałoby się to zapewne, gdyby nie większe skupienie się zespołu nad szeregiem instrumentów stojących przed nimi. Teraz dosłownie otaczały ich syntezatory, bitmaszyny i komputery, gitary momentami chowając na drugi plan, przez co co chwilę można było zobaczyć rotacje sprzętowe, często kilkakrotne w trakcie jednego numeru, także taki profesjonalizm i bezbłędność techniczną tylko chwalić. Szczególnie, jeśli koncert był tak miodny!

Nie żałuję ani chwili spędzonej w Firleju, bo pomimo braku dzikiego szału, można było doznać czegoś innego – piękna. 65daysofstatic to jeden z najlepszych zespołów post-rocka (o ile ten termin jeszcze cokolwiek znaczy) i nie muszą tego udowadniać za pomocą motania się po scenie (choć nie powiem, też się zdarzało), przede wszystkim chodzi o muzykę, a ona broni się sama.

Tekst: Kuba Serafin
Foto: Maria Grudowska






Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.