21.03.2012 20:12

Autor: Tomek Milewski

Nie aż tak ponury

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


Nie aż tak ponury
Warszawa/19.03.2012

Czyli Mark Lanegan ze swoją najnowsza płytą “Blues Funeral” w warszawskiej Proximie.

To był jeden z tych koncertów, na które w tym roku bardzo czekałem i odliczałem kolejne dni do daty zero. Jakby nie było, dopiero co zagościła w Polsce wiosna, a za chwilę miała ją już odgonić ponura aura muzyki Marka Lanegana. O godzinie dziewiętnastej warszawska Proxima była już nieco zatłoczona – co można odczytać w taki sposób, że ludzi było tyle, co zwyczajowo na koncertach, a przecież dopiero co zostały otworzone bramy!

Już podczas supportu specjalnego miejsca na komfortową dla siebie przestrzeń znaleźć było bardzo ciężko. Chłopaki z Creature With The Atom Brain, a raczej starzy wyjadacze, doskonale wiedzieli jak pobudzić publikę. Zagrali intensywnie, rock’n'rollowo i z niesamowitym zaangażowaniem. Szkoda tylko tego, że zagrali tak krótko (choć większość z nich miała wakat w zespole Lanegana). Przerwa pomiędzy występami dla wielu okazała się dłużyzną nie do przyjęcia, przez co gdzieniegdzie słychać było odgłosy zniecierpliwienia.

Każdy, kto choć trochę zna twórczość Marka Lanegana i samą jego osobę, z łatwością mógł sobie wyobrazić jak będzie wyglądał koncert. Jednak postawa wokalisty mogła wywołać niemałe zaskoczenie! Na scenie Lanegan okazał się wręcz żywiołem – odnosząc się do zwyczajowego wizerunku. Na własne oczy dane było zobaczyć mi, jak się uśmiecha. Mało tego. On potrafi się ruszać i mówić (chociaż to drugie jest dosyć oczywiste zważywszy, że śpiewa) – nie za dużo, ale w porównaniu do opowieści, 19 marca był istną gadułą. Ale nie o tym przecież… Muzycznie, nie jestem w stanie stwierdzić, czy coś było nie tak. Czy nagłośnienie dało radę? Czy aranżacje wypadły znacznie inaczej niż na płytach? Od pierwszych sekund stałem jak zahipnotyzowany i słuchałem z zapartym tchem. Aura wraz z wizerunkiem scenicznym Lanegana jest wprost niesamowita. Ma się wrażenie, że muzyka jest dla niego wszystkim, a wszystko jest dla niego muzyką. Nic więcej się nie liczy i kropka. Tak jakby grał koncerty sam dla siebie, a publiczność i jej odczucia były jak swoisty dodatek. Do takiego spostrzeżenia popchnęło mnie wykonanie “St Louis Elegy”, gdzie występuje idealna wokaliza do podchwycenia przez tłum. Jednak w momencie, gdy ludzie zaczynali śpiewać, Mark zmieniał jej dźwięki czym skutecznie udaremniał rozprzestrzenienie się tej tendencji. Ze sceny popłynęły, w zdecydowanej większości, utwory z “Blues Funeral”, ale wśród aż dwudziestu piosenek(!) nie mogło zabraknąć największych hitów (jakoś dziwnie to brzmi w zestawieniu z Laneganem) z poprzedniej “Bubblegum”. Trzeba odnotować, że na żywo niesamowicie zabrzmiało “Ode To Sad Disco”, które swoim syntezatorem zjeżyło mi włosy na głowie.

Cały koncert trwał około półtorej godziny i zakończył się… podpisywaniem przez Lanegana płyt i zdjęciami z fanami! Aż wierzyć się nie chce, że to TEN Lanegan.

Tomek Milewski
fot. Fila Padlewska

PS Wiosna wcale nie uciekła, a ze świetną muzyką jej do twarzy.




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.