22.10.2014 09:00

Autor: Jarosław Kowal

Nick Waterhouse – “Holly”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Nick Waterhouse – “Holly”
Innovative Leisure Records/2014

Rhythm and Blues wraca do łask.

Powrót muzyki z lat 60. i 70. zdążył spowszednieć. Nikogo już nie zaskakują psychodeliczne, wielominutowe kompozycje inspirowane Frankiem Zappą, freak-folkowe ballady w stylu Joni Mitchell czy garażowy chaos spod znaku The Seeds. Nick Waterhouse poszedł więc dalej, a właściwie zrobił kolejny krok wstecz i nagrał materiał, jakiego nie powstydziliby się Elvis Costello, Ray Charles, a nawet Johnny Rivers.

Pierwsze, co musiałem sprawdzić po włączeniu “Holly”, to wiek Waterhouse’a. Śmiało można podejrzewać, że jest starszym panem, któremu po latach wreszcie udało się wydać materiał nagrany dekady temu, ale nie… Okazało się, że jest młodszy ode mnie. Jego wyczucie konwencji jest tym bardziej imponujące, lecz z drugiej strony tak silna identyfikacja całkowicie ograniczyła muzyka w sztywnych ramach gatunkowych. Nick Waterhouse nie jest Jackiem White’em, który z kilku klasycznych patentów potrafi stworzyć coś kompletnie nowego. Jego muzyka to zdecydowanie bardziej hołdowanie przeszłości niż zabieranie jej w przyszłość.

Motor napędowy Waterhouse’a to R’n'B – dzisiaj gatunek kojarzony raczej z Beyoncé czy Mariah Carey, ale pierwotnie oznaczający energetyczną mieszankę jazzu, bluesa oraz rocka. T-Bone Walker i Cab Calloway muszą być idolami autora “Holly”. Słuchać to w każdej minucie albumu, niezależnie, czy z głośników sączy się flegmatyczna ballada (“High Tiding”), czy trudno zapanować nad kciukiem i środkowym palcem, które rwą się do pstrykania w takt żwawego rytmu (“This Is a Game”). Można by pomyśleć, że pisanie prostych piosenek nie wymaga dużego talentu, ale Waterhouse daje się poznać jako znakomity kompozytor dzięki autorskiej wersji “It No. 3″ z repertuaru jego przyjaciela, Ty Segalla. Mocno przesterowane, rockowe szaleństwo zostaje tu przetransformowane w pulsujący hicior z kubańskim rytmem i znakomitą partią pianina.

“Holly” składa się z dziewięciu znakomitych, równych kompozycji, które mają moc wsiąkania do mózgu i odtwarzania się przez całą dobę, niezależnie od miejsca i okoliczności. Jest jednak jeszcze jedna kompozycja – “Dead Room” – która wyraźnie wybija się poza poziom bardzo dobrego albumu i sięga absolutnego geniuszu. Z przyjemnością zapętlam sobie ten utwór na kilka godzin i choć ma niespełna trzy minuty, to po pół roku słuchania “Holly” wciąż chcę do niego wracać. Znakomita melodia, świetne chórki, chwytliwy refren i mistrzowska solówka saksofonowa to składniki, których mieszanka jest silniej uzależniająca od kofeiny.

Nick Waterhouse nie nagrał niczego, czego nie słyszelibyście już wcześniej, ale zrobił to tak dobrze, że będziecie chcieli słuchać tego więcej i więcej.

Jarosław Kowal


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (3 głosów, średnio: 8,67 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.