25.04.2017 10:26

Autor: Katarzyna Borowiec

Nawiązywanie połączeń – relacja z koncertu Jambinai w Warszawie

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | |


Nawiązywanie połączeń – relacja z koncertu Jambinai w Warszawie
Warszawa/13.04.2017

Od bałaganu do perfekcji.

Jambinai podczas Off Festivalu 2016, fot. Anna Lenarcik

Na początku był chaos. Później zaczęły wyłaniać się z niego dźwięki – od mocnego łojenia uszu po delikatne brzmieniowe pieszczoty. Tego dnia w Proximie powstał świat pełen przeróżnych muzycznych odcieni, choć z chaosu ociosany, to go nie porzucający. Zamieszkać w utworach Jambinai, choćby na chwilę, to iście królewska przygoda.

Ale zanim spośród chmur wyłonił się zamek, wysłuchaliśmy dwóch polskich zespołów. Jak dla mnie gradacja całego wydarzenia była ułożona idealnie – czyli było coraz lepiej. Na początek: Moanaa. Po raz kolejny narażę się fanom metalu, co jest dość dziwne, bo zawsze byłam zdania, że mniej obraźliwym jest po prostu przyznać się do własnej subiektywnej niechęci, niż gdyby mimo braku wiedzy (jak się czegoś nie lubi, to się tego nie słucha) siłować się z rzeźbieniem zdań na ten temat. Z perspektywy więc osoby, która zdecydowanie nie jest fanem metalu patetyczne młócenie i natchniony growl nie robią dobrego wrażenia. Jeśli ktoś ma tak samo i znajdzie się w podobnej sytuacji oczekiwania przy tych dźwiękach, polecam rozrywkę w postaci doszukiwania się tekstu (przywołuję klasyka: https://www.youtube.com/watch?v=Ema_lO-tuCM).

Merkabah to zupełnie inna bajka. Zahacza o metal (przy całej swej niechęci nie jestem szaleńcem, który kwestionowałby wagę tego gatunku w historii muzyki), ale centrum stanowi oszalały, frenetyczny free jazz. Zespół ma też intrygujący pomysł na oprawę wizualną swoich koncertów – muzycy występują za półprzezroczystą zasłoną, na której wyświetlane są obrazy z projektora. Występ w Proximie był pysznym wstępem do głównego dania. Przejdźmy zatem bez dalszych opóźnień do gwiazdy wieczoru.

Na scenie pojawili się więc Kim Bo-mi, Lee Il-woo i Sim Eun-yong oraz wspierający ich w trasie basista i perkusista. Jak już zostało powiedziane, blask wyłonił się z chaosu – a ową chaosu emanacją było “Deus Benedicat Tibi”, z drugiego albumu grupy, “A Hermitage”. Wszystkie instrumenty złączyły się w warkotliwym, jękliwym hałasie, by, tak jak na płycie, przejść do delikatnego “The Mountain”. Rozpaczliwe, rzewne haegeum w rękach Kim Bo-mi wiodło tu prym. Co to jest w ogóle haegeum, zapytacie… pora więc na dygresję dla tych, którzy jeszcze bliżej się nie przyjrzeli poczynaniom Jambinai.

To, co wyróżnia czarujący post-rock koreańskiej grupy to bowiem zdecydowanie instrumentarium. Obok standardowego rockowego zestawu, czyli perkusji, gitary i basu, używają bowiem ustrojstw, które niejeden Europejczyk obdarzy pełnym zdziwienia wejrzeniem. Ten tradycyjny instrument przypomina instrumenty smyczkowe takie jak skrzypce czy altówka, jednak drewniane pudło jest sporo mniejsze, a smyczek jest na stałe umieszczony pomiędzy dwiema jedwabnymi strunami. W brzmieniu przypomina skrzypce, aczkolwiek tylko z pozoru. Muzyce Jambinai jego brzmienie dodaje azjatyckiego posmaku, to jękliwymi, to wznoszącymi dźwiękami ubogacając kompozycje.

To jednak geomungo – kolejna z galerii koreańskich ciekawostek – jest tym, co przykuwa ucho do brzmienia zespołu najbardziej. Sim Eun-yong, która trąca drewnianą pałeczką struny tej leżącej cytry miała swój popisowy moment już w trzecim utworze, “Echo of Creation”. W tym momencie po raz pierwszy usłyszeliśmy także delikatne wokalizy, które urozmaicają niektóre kompozyjce Jambinai. Były też cymbałki – od czasu do czasu Kim Bo-mi wyciągała jakiś mały instrument ze swojej przepastnej torby, na cymbałkach grały na zmianę obie panie. Po delikatnym podprowadzeniu w finale utworu rozpętuje się burza, a motyw wstępny grany na geomungo urasta do olbrzymiego żywiołu. Podobnie jest w “Time of Extinction”, tym razem z albumu “Differance”. Przewodniemu motywowi towarzyszy potężny gitarowy jazgot, a subtelności całości dodaje popiskujące haegeum, z odrobiną noisowego zacięcia.

Po echu stworzenia i szybkim wyginięciu przyszedł czas na opłakanie strat – “For Everything That You Lost” z “A Hermitage” to moment, w którym warto wspomnieć o Lee Il-woo. Siedzi z gitarą pośrodku sceny, oprócz tego instrumentu, którego partie fragmentami zapętla i odtwarza, dzięki czemu utwory splatają się z tych licznych nawarstwień w peany pełne mocy, w jego rękach pojawiają się także piri i taepyeongso. To pierwsze to flet, mała, cienka rurka, która wcale nie brzmi tak, jak można by się spodziewać po jej wyglądzie. Ku memu zaskoczeniu – już nie pierwszy raz się nabrałam – brzmi raczej podobnie do saksofonu. Taepyeongso to z kolei malutka trąbka, i tu już dźwięk nie jest tak dezorientujący. “For Everything That You Lost” pięknie pokazuje, że Jambinai to nie tylko grzmoty i pioruny, ale także międzygwiezdne dryfowanie. Delikatny, liryczny, choć oczywiście niepozbawiony pulsującego pod skórą tętna, które w końcu zmusza serce do nieokiełznanych porywów.

Finalna część koncertu to najlepsze i najmocniejsze kompozycje Jambinai. “They Keep Silence”, przewrotnie zatytuowana, gdyż rozpoczyna ją przewijający się także później motyw wokalny, a i instrumenty są bynajmniej ciche. I tutaj mamy piękny motyw na geomungo, kaskadę hałaśliwych gitar, a do tego w tle motyw nieco zalatujący Ennio Morricone. A potem oszałamiający “Naburak”, w którym wirtuozeria Sim Eun-yong wychodzi na szczyt, a Kim Bo-mi przerzuca się z haegeum na… maleńki trójkącik. Na koniec – znów delikatne wyciszenie, idealne do rozstania “Connection”. To zakończenie albumu “Differance”, oparte na wzniosłym, dodającym otuchy brzmieniu haegeum.

Ale po nawiązaniu takiego połączenia nie można tak po prostu odejść, dlatego był jeszcze bis. A w międzyczasie – wiele zapewnień ze strony Lee Il-woo o tym, jak bardzo ulubioną jest przez Jambinai polska publiczność. Obiecują, że szybko wrócą, i trudno im nie wierzyć.

Katarzyna Borowiec




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.