16.10.2011 08:06

Autor: Tomek Milewski

Naturalność i improwizacja w muzyce

Kategorie: Czytelnia, Wywiady

Wykonawcy:


Naturalność i improwizacja w muzyce

Gdyby karierę zaczynali gdzieś na zachodzie, na pewno już byśmy o nich sporo słyszeli. W Polskich realiach też dają sobie radę i w styczniu tych trzech młodych chłopaków będzie nagrywało swojego pierwszego longplay’a pod szyldem Magnificent Muttley.

Miałem okazję posłuchać ich na żywo 2.10 w Warszawskim klubie Powiększenie, gdzie zagrali jako support dla brytyjskiego Airship. Koncert wypadł znakomicie mimo swojego okrojonego czasu, a cała widownia, która występ zaczynała siedząc, pod koniec pierwszego numeru była już na nogach. Należy wspomnieć, że tego dnia Magnificient Muttley wspomógł, zastępując na basie Krzyśka Pożarowskiego, Piotrek Zalewski.

Uwolnij Muzykę!: Chłopaki, gratuluję koncertu. Zagraliście z niesamowitą intensywnością i ekspresją muzyczną. Powiedzcie, czy taki rockowy image to kwestia zebranego doświadczenia, pewności siebie, naturalnego wdzięku czy może czegoś innego?

Kuba Jusiński: U mnie wygląda to tak, że kiedy zaczynałem grać na gitarze, strasznie podobało mi się, kiedy gitarzysta potrafił totalnie poczuć to, co gra. Mało było w ogóle kiedyś koncertów w Polsce, gdzie takie zjawisko można było zaobserwować. Także zawsze chciałem, żeby ta ekspresja sama ze mnie wychodziła, ale zajęło mi to trochę czasu, żeby wejść w muzykę na tyle, by ponieść się emocjom.

Uwolnij Muzykę!: Czyli ile Ci to mniej więcej zajęło, od kiedy ze sobą gracie?

Kuba: To się stało w tym zespole…

Krzysiek Pożarowski: …czyli od marca 2010 roku.

Aleksander Orłowski: My się z Kubą w ogóle razem wychowywaliśmy i dostawaliśmy instrumenty w tym samym czasie. Tak naprawdę nasz pierwszy zespół to był duet i jeśli chodzi o ekspresję to…

Kuba: …staliśmy jak kołki po prostu (śmiech).

Aleksander: Ja też takie poczucie tego, co gram dostałem dopiero w tym zespole już razem z Krzyśkiem. Na próbie jest często skupienie, żeby zagrać nowe utwory – to jest zupełnie inne podejście. Natomiast za każdym razem, kiedy wchodzimy na scenę, gramy pierwsze nuty, patrzę się na Kubę i zaczynam się śmiać. Pod koniec utworu jestem już w tym samym świecie.

Uwolnij Muzykę!: Waszą wspaniałą komunikację widać na scenie, tak jak i to, że muzyka przez was grana sprawia wam niesamowitą frajdę i podczas koncertu lubicie odpłynąć sobie w stronę free rockowych improwizacji.

Kuba: Dzisiaj nie był to nasz normalny koncert, bo mieliśmy tylko pół godziny, ale gdy mamy zaplanowany dłuższy czas występu, to rzeczywiście sporo wchodzi improwizacji, bardziej rozbudowanych zakończeń, ale to wszystko dzieje się zupełnie naturalnie. Nigdy nie wiemy jak to wyjdzie. W Jarocinie była przecież taka sytuacja, gdy zerwała mi się struna przy drugim numerze. Konkurs na głównej scenie. Nie mam gitary, którą mogę zastąpić. Mieliśmy jeszcze sporo czasu, ale wiedziałem, że niektóre utwory będzie ciężko zagrać bez tej struny. Więc zaczęliśmy grać jam z miejsca od tak. To chyba właśnie to jest ta kwestia, że czujemy się tak dobrze ze sobą.

Krzysiek: W ten sposób kawałek tej piosenki trwał ponad osiem minut. Trzeba też powiedzieć, że grając te jamy robimy to dla siebie, nie patrząc specjalnie na oczekiwania publiki.

Uwolnij Muzykę!: Skoro już ten temat sam wypłynął, jakie są wasze wrażenia po pierwszym dużym festiwalu, na którym wygraliście przecież konkurs młodych kapel?

Piotrek Zalewski: Było świetnie, niesamowicie pozytywna reakcja publiki mimo tego, że startowaliśmy tam ze stopy debiutantów. Niesamowita energia pozostała jeszcze na długo po koncercie.

Uwolnij Muzykę!: Ok. To powiedzcie może, skąd pomysł na waszą nazwę?

Kuba: Nazwa powstała, gdy siedzieliśmy z Krzysztofem pijaniutcy w Planie B, taka mała reklama, kiedy od dłuższego czasu zbieraliśmy się do założenia zespołu. Mianowicie, jest pewien brytyjski komik, który ma skecz o Jamesie Bondzie i w nim pojawia się temat: “Jak na pewno nie mógłby się śmiać James Bond”. Wychodzi na to, że takim śmiechem obdarzona jest postać pieska z kreskówki pod polskim tytułem “Złap Gołębia”. Stąd ta nazwa.

Krzysiek: Niesamowita była reakcja Tomka Skórki, basisty Much, który chciał się dowiedzieć, skąd ta nie marketingowa nazwa. Po stwierdzeniu, że to ten pies o dziwnym śmiechu z kreskówki, uznał ją jednak za rewelacyjną.

Aleksander: Andrzej Stasiuk przesłuchując naszą EPkę też powiedział: “Nie no chłopaki, gracie zajebistego rock’n'roll’a, ale kur**, zmieńcie tą nazwę”. Uważam jednak, że jeśli posiadamy tak trudną nazwę, to jeżeli nam tak dobrze idzie, to cała magia polega na tym, że ludzie będą ją pamiętali.

Krzysiek: Nazwa z dupy jest dobra, jeżeli jest tak z dupy, że nikt nie wie o co chodzi.

Uwolnij Muzykę!: Skoro już jesteśmy przy fundamentalnych sprawach, to skąd się bierze wasz styl, czy wasze inspirację są swoistym wyjściem dla waszej muzyki?

Krzysiek: To nie jest tak, że na próbę każdy z nas przynosi swoiste inspiracje w paczkach kanapkowych. Pierwsza próba, jaką zagraliśmy wyglądała tak, i jest to absolutny punkt wyjścia, że ja z Kubusiem jesteśmy gigantycznymi fanami Red Hot Chili Peppers i w szczególności Johna Frusciante. Kuba znowu, gdy mówił mi o Olku, wiedział, że się dogadamy, bo łączyła nas miłość do Mars Volty, płyt z Thomasem Pridgenem. To właśnie był punkt wyjścia, nie wiem, czy była to inspiracja.

Kuba: Tak. Nie było takiego założenia, słuchajcie może zagramy połączenie tego i tego. Pierwsza próba wyglądała tak, że ja przyniosłem jakiś riff i z tego zrobiliśmy “When”. Każdy dodawał coś od siebie, a największe ustalenia, jakie prowadzimy, to chyba coś w stylu, tu spokojniej, tu trochę ostrzej i – pauza.

Aleksander: Pamiętam, że riff, który graliśmy na pierwszej próbie, Kuba wymyślił tego samego dnia na śniadaniu i powiedziałem, żeby zagrał to później. Krzysia jeszcze wtedy w ogóle nie znałem. W związku z tym, że zakochany byłem wtedy w gęstym graniu i zacząłem się po prostu trochę wyżywać. Krzysiek podszedł do mnie i grał tak, żeby powstała pewna kumacja. Bo z Kubą jest tak, że możemy grać w dwóch różnych tempach nie patrząc na siebie i nie ma problemu. Biologiczne uwarunkowanie. Krzysio jest natomiast tak plastyczny, że na pierwszej próbie czułem się jakbym grał z chłopakami lata. W ten sposób już po pierwszym spotkaniu mieliśmy gotowy kawałek. Kwestia wokalu była otwarta, ale chciałem, żeby robił to Krzysiek, o którym słyszałem, że nieźle mu to wychodzi.

Krzysiek: Na pierwszej próbie strasznie zarzekałem się, żeby w ogóle nie było wokali, co nie wynika z jakiejś chorej kokieterii tylko z tego, że nie potrafię grać na basie i śpiewać w tym samym czasie aż tak dobrze, żeby czuć się swobodnie w obu. Nie mówię, że teraz się czuję, ale sporo pracowałem nad tym, aby dotrzeć do tego punktu, w którym jestem teraz.

Uwolnij Muzykę!: A propos wokalu, który jest naprawdę niezły. Dlaczego zdecydowaliście się pisać teksty po angielsku? Jest to ambicjonalny, pierwszy etap swoistego ataku na zachodni rynek muzyczny?

Krzysiek: Jest to pierwszy i ostatni etap. Nigdy nie będzie tekstów po polsku. Najwyżej od święta zagramy jakiś cover dobrego polskiego zespołu. Wyszła ostatnio ustawa promująca polskojęzyczne zespoły, ale nie promuje polskiej muzyki. Na co w zupełności nie przystaję. Co nie jest kwestią buntu, bo zaczęliśmy grać troszeczkę wcześniej. Ale to jest tak jakbyśmy mieli zagrać heavy metal na fujarce. Mój głos to jest instrument, a język angielski to jest medium. To jest kwestia tego, że w tym rodzaju muzyki jaki gramy najlepiej sprawdza się język angielski. Druga sprawa jest taka, że pisanie tekstów po polsku jest dla mnie za trudne (śmiech). Jest parę osób w Polsce, na palcach jednej ręki można je policzyć, którym to wychodzi. Tymański, Nosowska, Budyń…

Kuba: Kazik też daje radę w swoim swoistym stylu. A propos wokalu. W tym zespole, tak jak już mówiłem, wszystko wychodzi bardzo naturalnie. Jak jeszcze kiedyś Krzysztof wysłał mi jakieś swoje nagrania, gdzie śpiewał po angielsku. Wcześniej też słyszałem, jak dobrze mówi w tym języku. Dlatego kiedy pojawił się pierwszy tekst, który był po angielsku, nikt absolutnie nie miał z tym jakiegokolwiek problemu. Poza tym, ja bym się strasznie głupio czuł w stosunku do Krzyśka, gdybym powiedział mu: “było super, ale może spróbujemy po polsku”.

Uwolnij Muzykę!: Macie na koncie jedną EPkę, na której są cztery utwory i teraz co dalej?

Krzysiek: Nagrywamy płytę w styczniu. Mamy zarezerwowane studio i jak wszystko dobrze pójdzie na poziomie tłoczenia, dystrybucji to najpóźniej w kwietniu wydamy płytę.

Uwolnij Muzykę!: Przed wami parę koncertów, gdzie w październiku zagracie 5 w Poznaniu, 8 w Toruniu. Dalsze plany koncertowe?

Krzysiek: 21 października gramy z Muchami w Hydrozagadce i nie jest to nasz ostatni z nimi koncert, gdyż po Jarocinie zaprosili nas na wspólny tour i w listopadzie będziemy mieli jeszcze wspólne występy. Dodatkowo jesteśmy teraz w trakcie bukowania trasy na grudzień, styczeń. Tak, żeby zagrać jakieś 10 koncertów.

Uwolnij Muzykę!: Na odchodnego jeszcze. Czy rockowy zespół w Polsce może wieść rock’n'roll’owe życie?

Magnificient Muttley: Zdecydowanie (śmiech).

Uwolnij Muzykę!: Jeszcze raz wielkie dzięki za koncert i za poświęcony na ten krótki wywiad czas.

Magnificient Muttley: Wzajemnie, wielkie dzięki.

rozmawiał Tomek Milewski
foto: Joanna Gwarek




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.