03.11.2015 08:48

Autor: Sandra Kmieciak

Natalia Przybysz i Lao Che zagrali w Wytwórni

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


Natalia Przybysz i Lao Che zagrali w Wytwórni
30-31.10.2015/Łódź

Obfite jesienne zbiory koncertowe.

Chociaż “Prąd” Natalii Przybysz i “Dzieciom” Lao Che miały swoje premiery dawno, dawno temu, muzycy dopiero teraz dotarli do Łodzi z koncertami promującymi te wydawnictwa. I zasada “lepiej późno niż wcale” znalazła w nich swoje odbicie po stokroć. Bo nie dość, że dobrze, że późno niż wcale to jeszcze dobrze, że późno, bo z zespołami przyjechał bagaż doświadczeń zdobytych podczas poprzednich koncertów, godziny “dogrywania się” i dopracowywania show. Jeśli czekanie na koncerty gwarantuje tak wysoką jakość jak w tych przypadkach, to ja mogę czekać długo. Zarówno Natalia Przybysz jak i panowie z Lao Che pokazali, że wiedzą jak bawić siebie i publiczność w profesjonalny sposób i jak sprawić, żeby piski z prośbą o bis było słychać aż w Trójmieście.

Oba koncerty można opisać w niemalże identyczny sposób: doskonałe brzmieniowo, rewelacyjnie dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, cudownie spójne, a przede wszystkim sprawiające mnóstwo radości samym muzykom. Choć jeśli idzie o to ostatnie, to Lao Che nie mają sobie równych. Byłam już na kilku koncertach grupy i na każdym miałam wrażenie, że to właśnie jej członkowie są najlepiej bawiącymi się osobami w sali. Zawsze zastanawiałam się czy to wynik pozytywnych fluidów przepływających od widowni do sceny i z powrotem, czy też gdyby za fosą parkiet świecił pustkami to Lao Che i tak szaleliby nienagannie. Koncert w Wytwórni nie przyniósł odpowiedzi. Pokazał jednak nieco odmienne oblicze grupy: na wierzch tego szaleństwa wypłynęła bardzo duża porcja elektroniki, która sprawiła, że mocno przearanżowane utwory (na czele z “Wielkim kryzysem”) brzmiały jak wyrwane z setu DJ-skiego. Dla mnie bomba, bo Lao Che w tradycyjnym rockowo-alternatywnym wydaniu trochę się obsłuchało i każda zmiana, szczególnie tak pozytywna, jest miłym zaskoczeniem.

Ale gdyby kogoś nie kręciła duża porcja elektroniki, mógł wieczór wcześniej wybrać się na koncert Natalii Przybysz. Brzmienie, które tak chętnie eksploatowała wokalistka wraz z zespołem, silnie nawiązywało do polskiego rocka i bluesa lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Na jego czoło wybijały się gitary rodem wzięte z pierwszych płyt Breakoutu. Nie przypadkiem – na płycie “Prąd” znajdziemy utwór “Do kogo idziesz?” z repertuaru Miry Kubasińskiej, a także “Kwiaty ojczyste”, które w 1969 roku znalazły się na albumie “Enigmatic” Czesława Niemena. Nie jest zresztą tajemnicą, że bluesowe brzmienie jest olbrzymią inspiracją dla Natalii. Oprócz kawałków z najnowszej płyty, podczas koncertu pojawiło się kilka piosenek z wcześniejszych albumów, na czele z doskonale przyjętym “Niebieskim”. Jedynym mankamentem doskonałego koncertu Przybysz był… support, który musiał zostać wybrany do tej roli na skutek nieśmiesznego żartu. Jacek “Bielas” Bieleński, niegdyś okrzyknięty (przez swoją wytwórnię) “artystycznym fenomenem”, fenomenalnie zanudził publiczność czekającą na spóźniającą się gwiazdę wieczoru. Szkoda, że uwłaczających ludzkiej inteligencji tekstów jego piosenek musiały słuchać dzieci. Chyba byłoby lepiej, gdyby organizator po prostu przeprosił za opóźnienie, a nie ratował sytuację lokalną “gwiazdką” wątpliwej jakości. Na szczęście dwie godziny z Przybysz, dwa bisy i fantastyczne wykonanie “Space Odity” na koniec wynagrodziły wszystkie poprzednie cierpienia.

Sandra Kmieciak





Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.