22.06.2015 09:00

Autor: Katarzyna Borowiec

Najpiękniejszy koszmar

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


Najpiękniejszy koszmar

W “Szpitalu malarycznym” z Diamandą Galas.

Musisz tego posłuchać - mówiła mi koleżanka pewnego wieczoru w starej krakowskiej kamienicy osiem lat temu – ona ma niesamowity głos. To oczywiście o wiele za mało na opisanie Diamandy Galas, ale szczęśliwie wystarczyło. Od tamtej pory zdążyłam tysiąc razy zakochać się w jej czternastu albumach, od jeżących włosy na rękach interpretacji klasyków piosenki popularnej do wzbudzających grozę i zachwyt eksperymentów głosowych. Pierwszy raz na żywo słyszałam te pierwsze w roku 2009 w Pradze. Fragment ostatnio przygotowywanego “Das Fieberspital” na festiwalu Nowe Horyzonty w 2013 roku (przeczytaj relację) był natomiast pierwszym eksperymentalnym materiałem z jej repertuaru, jaki odczułam na własnej skórze. Bowiem jakkolwiek przepiękne nie są jej interpretacje przebojów pokroju “See That My Grave Is Kept Clean”, tak dopiero nieskrępowany granicami fraz krzyk robi naprawdę ogromne wrażenie. We wrocławskim Centrum Sztuki Impart 18 czerwca Diamanda Galas zaprezentowała performans artystyczny “Das Fieberspital” w pełniejszej formie, choć nadal jest to “praca w toku” – premiera jest zapowiadana na jesień 2016 – zostanie pokazany znów we Wrocławiu, tym razem w ramach Olimpiady Teatralnej.

Pierwsza część rozpoczęła się od odgłosów – całości towarzyszył podkład elektroniczny, składający się z wyrazistych, rytmicznych łomotów i warstw głosu Diamandy, który odpowiednio przetworzony i powykręcany zmieniał się w jęki chorych z tytułowego szpitala. Na tym tle artystka śpiewała i recytowała wiersze Georga Heyma, niemieckiego poety-ekspresjonisty, który zmarł w wieku lat 24 na początku ubiegłego wieku. Śpiew Diamandy to coś, co naprawdę trudno opisać – po pierwsze przypomina wokal operowy, wznosząc się bardzo wysoko. Ale to raczej ciemna strona opery, jak druga, mroczna strona Księżyca kryjąca wiele tajemnic. Wysokie tony często przechodziły w przejmujący pisk, olśniewający pięknem i przeszywający aż do kości. Z tych wyżyn Diamanda przechodziła w tony bardzo niskie, charchocząc, krzycząc, wydając z siebie dźwięki iście piekielne. Wszystko to po niemiecku (trochę szkoda, że znów zabrakło libretta, w ulotce znaleźć można fragment poezji Heyma, ale nie wiadomo, czy to właśnie ten wykorzystany w performansie, jeśli tak, to na pewno nie jest to wszystko, przynajmniej o ile mogę się zorientować po wyłapaniu kilku zdań – mój niemiecki jest niestety szczątkowy). Potem artystka zasiadła do fortepianu. Pianistką Diamanda jest równie znakomitą, i jej granie przybiera podobne formy do jej śpiewu: przeważają tony mroczne i lewa strona klawiatury, ale są przeplatane jaśniejszymi momentami. Szczególnie na początku artystka wplatała melodyjne, gładsze motywy w kompozycję. Później stopniowo było coraz bardziej chaotycznie, pojawiło się więcej agresywnych uderzeń. Pierwsza część opowieści o przerażającym szpitalu zakończyła się wizytą księdza – na tle dzwonków Diamanda opisywała lęk pacjenta przed ostatnim sakramentem. ICH BIN BEREIT – zakończyła obwieszczeniem o gotowości – do sakramentu, jak i do śmierci.

Po dwudziestominutowej przerwie przyszedł czas na część drugą. Ze sceny zniknął fortepian, pojawił się za to na niej wysoki podest z mikrofonem na szczycie i coś w rodzaju mini wybiegu z przodu sceny. W tej części królował porywający śpiew Diamandy – często w akompaniamencie partii nagranych wcześniej i puszczanych w tle. There is no cure for loneliness/but itself mówiła, wymownie interpretując wszystkie wersy “Morphine” z “In the Mouth of a Crocodile” (całość możecie przeczytać tutaj). Teksty swojego autorstwa, takie jak ten, przeplatała twórczością Heyma. Wyłoniła się z tego wstrząsająca opowieść o strachu, desperacji i śmierci. Rytmiczne łomoty wciągały w trans, a jej niesamowity głos przenosił do przerażającej krainy – z której nieśmiało przebłyskiwało piękno. Zachwyt pełen mroku. Artystka śpiewała z każdej strony sceny, po ustawionej na przecie części chodziła w przykucnięciu lub na czworakach, uderzając w jej powierzchnię pałeczką perkusyjną (czy tam co to był za kijaszek), która odbijała się rytmicznym echem. Cała ta instalacja okazała się więc dodatkowym instrumentem, który dodatkowo pełnił rolę wizualną – Diamanda podchodziła do publiczności i odchodziła z powrotem, podnosząc się, unosząc ręce do góry i opuszczając w intrygującym, dziwnym tańcu. Jeden z utworów wykonywała tuż przed publicznością, z dwoma reflektorami skierowanymi prosto na jej twarz. Robiło to piorunujące wrażenie, gdy w takie oprawie zaczynała śpiewać swoim wysokim, przeszywającym głosem. Na koniec wspięła się na podest i z zakrytą głową wykonała “Der Blinde” – interpretację tekstu Heyma. W finale pojawiła się przed owym podestem w chuście, stojąc do nas tyłem.

Wszystko to brzmi niezwykle płasko przy emocjonalnej głębi całego występu – po wyjściu z sali nogi chodziły w ponurym, monotonnym rytmie, w klatce piersiowej huczał łomot, w uszach wciąż dźwięczał Głos. Czy można opisać taki performans? Tak, ale to tylko cień tego, co można przeżyć.

Katarzyna Borowiec




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.