05.01.2012 22:37

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Najlepsze zagraniczne albumy roku 2011

Kategorie: Czytelnia, Podsumowania

Wykonawcy: | | | | | | | | |


Najlepsze zagraniczne albumy 2011Najlepsze zagraniczne albumy roku 2011

Redakcja Uwolnij Muzykę! podsumowuje.

Zestawienie 10 najlepszych zagranicznych płyt to zadanie niemal niewykonalne, a z pewnością bardzo kontrowersyjne. Możemy jedynie zasugerować Wam – słuchaczom – które wybiły się spośród tysięcy innych albumów w minionym roku i nie powinny zostać niezauważone.

Na naszej liście znalazł się tylko jeden debiutant – Foster the People. Amerykański zespół słyszeli pewnie wszyscy, choć niektórzy mogą nie kojarzyć, że autorami największego hitu tych wakacji “Pumped Up Kicks” są właśnie oni. Całkiem nową grupą w wybranym przez nas gronie jest też Future Islands. Od 2008 roku trio wydało trzy albumy, najnowszy – “On the Water” chcemy wyróżnić i zachęcić Was do posłuchania.

PJ Harvey i Radiohead to wykonawcy, którzy nigdy nie stoją w miejscu. Ich twórczość to ciągłe eksperymentowanie, szukanie nowych rozwiązań i inspiracji – stąd obecność ich w naszym podsumowaniu nie może dziwić. “Let England Shake” i “The King of Limbs” to pozycje obowiązkowe dla każdego miłośnika muzyki, to one wyznaczają nowe kierunki i inspirują setki młodych artystów, nie tylko na Wyspach.

Przedstawicieli Wielkiej Brytanii jest jeszcze dwóch (również od lat trzymający wysoki poziom Kasabian i reprezentant Ninja Tune – Fink), cała reszta to Amerykanie. Po znakomitych debiutach oczekiwania spełnili Fleet Foxes i Bon Iver (w tym wypadku możemy mówić nawet o przejściu na inny poziom ewolucji). Na uwagę zasługuje rewolucyjny w prawie dziesięcioletniej karierze Iron and Wine album “Kiss Each Other Clean”. To wydawnictwo przewraca do góry nogami dotychczasowe dokonania Sama Beama i obnaża jego niezwykły talent kompozytorski. Równie ważny dla Zacha Condona z Beirut jest krążek “The Rip Tide”, który wydaje nam się najlepszym z całej jego dyskografii.

Na poniższej liście zabrakło wielu wysoko ocenianych przez nas wydawnictw. Z płyt mających premierę w 2011 roku powinniśmy jeszcze polecić trójkę debiutujących niezwykle utalentowanych panów: Jamesa Blake’a, Jamiego Woona i Jono McCleery’ego. Minione 12 miesięcy przyniosło też kilka obiecujących kobiecych głosów: Austra, Lia Ices czy Rebecca & Fiona. Wymieniać kolejne nazwy i płyty moglibyśmy jeszcze przez kolejne kilka akapitów… Najlepsze zagraniczne albumy 2011 roku poniżej.

1. PJ Harvey – “Let England Shake” (recenzja)

Już na początku roku wiadomo było, że ta płyta pojawi się w  grudniowych podsumowaniach. Od lutego PJ króluje na liście najlepszych albumów 2011 według użytkowników Rate Your Music. Nie sposób tego albumu nie docenić – piękne melodie niechętnie wychodzące z głowy, zróżnicowane instrumentarium, głębia znaczeniowa. No i zestaw towarzyszących teledysków, doskonale uzupełniających ten wspaniały zbiór kompozycji.

Katarzyna Borowiec

2. Bon Iver – “Bon Iver” (recenzja)

Nowa płyta Bon Ivera określa kierunek, w którym udaje się nowoczesny folk. Pokazuje także, jak wielkie są ambicje Justina Vernona i jak ogromne posiada on środki do jej zaspokojenia. Ascetyczne dźwięki z “For Emma, Forever Ago” zostały ubrane w rozbudowane aranżacje jednocześnie nie tracąc nic ze swojej lekkości. Czasami może i ckliwe, ale za to jak piękne.

Tomek Milewski

3. Foster the People – “Torches” (recenzja)

Gdzie przebiega granica pomiędzy popem, rockiem i elektroniką… O  istnieniu problemów klasyfikacyjnych uświadamia ten debiutancki album jednak tylko pobocznie. Głównym przedmiotem zainteresowania są same piosenki, które jak na debiutantów są bardzo dobrze dopracowane. Trudno jednak, by było inaczej skoro nad produkcją czuwało spore grono uznanych osobistości. Wśród nich Rich Costey, czyli wieloletni współpracownik Muse.

Łukasz Stasiełowicz

4. Fleet Foxes – “Helplessness Blues” (recenzja)

Płyta, która w najbardziej ponury dzień przyniesie kilka promieni słońca. Folk w najlepszym wydaniu i harmonijne brzmienia rodem z lat 60.  przeplatają się na drugim krążku Fleet Foxes z  muzycznymi eksperymentami. Mimo to, “Helplessness Blues” jest bardzo spójną płytą.

Kamila Madajczyk

5. Iron and Wine – “Kiss Each Other Clean” (recenzja)

To krążek, który przy pierwszych trzech przesłuchaniach wydaje się zwyczajnie nudny, ale z czasem wciąga tak, że trudno sie od niego oderwać. Warto poświęcić “Kiss Each Other Clean” trochę czasu, by odkryć piękno melodii i bogactwo aranżacji, które kryje ta płyta.

Kamila Madajczyk

6. Kasabian – “Velociraptor!” (recenzja)

Jedyna przyswajalna forma ubitelsowionych piosenek. I choć zdarzają się na tej płycie słabsze kawałki, to monumentalnego “Let’s Roll Just Like We Used To” i “I Hear Voices” mogę słuchać na trasie Wrocław-Włocławek nieprzerwanie od października.

Maria Grudowska

7. Fink – “Perfect Darkness” (recenzja)

W zasadzie każdy z czterech studyjnych albumów Finna Greenala trzyma ten sam, bardzo wysoki poziom. “Perfect Darkness” to konsekwentne dopracowywanie wypracowanego przez trio pomysłu na muzykę cichą i subtelną, ale jednocześnie wyrazistą i pełną ekspresji. Solidnie napisane piosenki, pełne pasji brzmienie gitary akustycznej i sekcji rytmicznej sprawiają, że klimat najnowszego albumu Finka pochłania całkowicie od pierwszej do ostatniej nuty.

Przemek Karolczyk

8. Radiohead – “The King of Limbs” (recenzja)

Na pewno nie najlepszy album w kontekście poprzednich dokonań Brytyjczyków, lecz – w porównaniu do innych zespołów – i tak trzymający przyzwoity poziom. Część fanów wybaczyła zresztą długość i dobór piosenek dzięki rewelacyjnemu wykonaniu utworów podczas sesji “From the Basement“. Dodatkowo krążek nominowano aż w pięciu kategoriach do otrzymania statuetki Grammy. Im starsi, tym lepsi czy raczej im gorsi, tym więcej nominacji?

Łukasz Stasiełowicz

9. Beirut – “The Rip Tide” (recenzja)

Nigdy nie byłem specjalnym fanem twórczości Zacha Condona. Raziła mnie nachalność inspiracji i melancholii. Na szczęście przy trzeciej płycie młody Amerykanin zamiast w podróż po świecie wybiera się w podróż w głąb swojego życia. Etniczne inspiracje mieszają się z dźwiękami dzieciństwa Zacha i płynnie przenikają, zatracając swój regionalny charakter, dzięki czemu “Rip Tide” jest subtelna i właśnie nienachalna. Wreszcie udało mu się stworzyć muzykę świata. Swojego osobistego, ale nawet ja się w nim odnalazłem bez najmniejszego problemu.

Michał Wieczorek

10. Future Islands – “On the Water” (recenzja)

Gdyby wyrzucić z tego krążka genialny w swoim roztańczonym smutku “Before the Bridge”, płyta straciłaby połowę swojej wartości. Ale hit roku niewątpliwie wciąż tu jest, a towarzyszące mu utwory nie rozczarowują fascynatów chropowatego głosu Samuela Herringa i  post-wave’owych rozmów basu z syntezatorem.

Katarzyna Borowiec




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.