26.01.2015 08:11

Autor: Hubert Miszczuk

Najlepsze polskie rapowe albumy 2014 roku

Kategorie: Czytelnia, Podsumowania

Wykonawcy: | | | |


Najlepsze polskie rap albumy w 2014 roku

Subiektywna piątka.

Ten rok wbrew pozorom płytowo nie był dla rodzimego rapu zły. Oczywiście listy sprzedaży i fejsbukowe tablice często były zalewane rzemieślnikami, ale cieszy mnie fakt, że rok temu nie wiązałem dużych nadziei z rokiem 2014, jeśli chodzi o krajowy rap, a ostatecznie parę pozycji mnie pozytywnie zaskoczyło, a kilka naprawdę zaintrygowało. Ostateczny kształt tej listy nie sprawił mi jednak większego problemu, najwięcej trudności miałem z numerami pięć i jeden, ale nie uprzedzajmy faktów…

5. Abel – “Ostatni sarmata” / Tede – “#kurt_rolson”

Miałem potężną zagwozdkę, gdy spisałem na listę swoje ulubione LP, sukcesywnie skreślałem kolejne pozycje i ostatecznie zostałem nie z pięcioma, ale z sześcioma pozycjami… Po dłuższym zastanowieniu stwierdziłem, że płyty z wytwórni Wielkie Joł ex aequo dostanie u mnie 5. miejsce. Abel ujął mnie konceptem i progresem, który systematycznie zaliczał ostatnimi czasy. Cieszy mnie fakt, że ze swego rodzaju “ulubieńca hipsterów” staje się coraz bardziej znaną i rozpoznawaną wśród szerszej publiki postacią. “Ostatni sarmata” jest również bardzo dobrze wyprodukowanym albumem, są ciekawi goście (nawet Gonix [!!!] bardzo dobrze sobie radzi), a sam członek Smagalaz idealnie odnajduje się w przyjętej przez siebie konwencji i jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to do słabej promocji, pomimo której i tak udało się sprzedać całkiem konkretną ilość krążków. Wytłoczono podobno ponad 7000 sztuk, które powoli zaczynają się kończyć, także wszystkim niezdecydowanym radziłbym się spieszyć z zakupem…

Zupełnie inaczej jest w przypadku Tedego, dla którego “#kurt_rolson” miał być ukoronowaniem jego “powrotu” do łask. Ta operacja się oczywiście udała, jednak ciężko jest nie oprzeć się wrażeniu, że ta płyta jest po prostu za długa i bardzo ciężko jest ją przesłuchać za jednym odsłuchem, w przeciwieństwie do wydawnictwa Abla. Słuchając Tedzika na tym albumie powoli w głowie zaczynała mi się wytwarzać myśl, że Sir Mich staje się pierwszoplanową postacią, a raper występuje tu tylko w roli dodatku. Ostatnio do sieci trafiły single promujące kolejny materiał tego duetu i coraz mocniej ta zależność zaczyna się uwidaczniać… Jako człowiek sympatyzujący z Jackiem Granieckim nie mogę nie obawiać się, czy obrana przez niego droga jest słuszna. Coraz mniej jest w nich treści, a “forma” pozostawia wiele do życzenia. Niemniej jednak wciąż potrafi on rapować, co udowodnił w pięknym klasycznym follow-upie do Wu-Tangu w numerze “Dawaj Milion”. Co do samego Kurta, to nie jest to płyta wybitna, ale poziom “Elliminati” został na niej osiągnięty. W tym roku na moje top 5 to wystarczyło, ale mam poważne wątpliwości przed zakupem “Vanilla Ice”.

4. Spinache – “Spinache”

Bardzo miłe zaskoczenie w nowoczesnym stylu. Po długiej nieobecności na scenie, przerywanej jedynie sporadycznymi gościnnymi występami, eksczłonek Obozu TA spowodował niemałe zamieszanie wypuszczając numer “Podpalamy noc”. Na pewno do dużej popularności numeru przyczynił się klip, gdzie można oglądać ponętną Natalię Siwiec, która znajomość z raperem nawiązała już dawno temu. Co do samego albumu, to od początku do końca jest on stworzony przez Spinache’a, od rymów po produkcję. Jak on sam przyznał łatwiej przychodzi mu tworzenie muzyki, jednak na pewno nie ma czego się on wstydzić od strony lirycznej. Porzucił on komediową koncepcję rapowania, jak miało to miejsce w przypadku albumów z Redem, i ta zmiana wyszła mu na dobre, co słychać wyraźnie. Tekstowo jest bardzo przyzwoicie, znalazło się tu miejsce zarówno na gorzkie refleksje, jak i na chwile relaksu. Szkoda, że ten album mimo niezłej rotacji w mediach, przeszedł bez większego echa i zachwycają się nim głównie recenzenci, a nie słuchacze…

3. Flint – “Zła sława”

Z Flintem jest ciekawa sprawa, gdyż regularnie wydaje on albumy, które są na poziomie wyraźnie lepszym niż wielu mainstreamowych raperów, a mimo wszystko on sam wciąż pozostaje personą raczej nieznaną mniej zorientowanemu słuchaczowi. Jest to swojego rodzaju fenomen, nad którym zastanawiałem się nie tylko ja. Miało się to zmienić po podpisaniu umowy z Koką, ale “Stary, dobry Flint” nie był płytą, która zawojowała OLiS, nawet mimo ciepło przyjętej “Desideraty” z gościnnym udziałem Pezeta. Jeśli chodzi o staż, to mamy tutaj do czynienia z raperem, który nie na jednej scenie rapował i z niejednym weteranem sceny zbijał piątki lub koncertował. Jednak mimo wszystko, Flint wciąż nie jest powszechnie poważaną figurą w tej grze i zaczyna go to wkur…zać. I ta gorycz, autentyczność i rozczarowanie jest największą zaletą tego krążka. Wiadomo, nowoczesne bity brzmią genialnie i na koncertach muszą robić robotę, sam gospodarz zaliczył słyszalny progres i świetnie odnajduje się w nowoczesnych aranżacjach, ale to emocje i szczerość są największymi atutami tej płyty. Wad jako takich nie stwierdziłem, może poza zbyt głośnymi “wiertarkami” w niektórych momentach, ale to nie jest zależne od Flinta. Tym, którzy nie sprawdzili – polecam, nie zawiedziecie się.

2. Kuba Knap – “Lecę, chwila, spadam”

Powiem szczerze, subiektywnie ta płyta jest moim numerem jeden, jednak obiektywnie rzecz biorąc nie mógłbym z czystym sumieniem nazwać tego krążka najlepszym a.d. 2014. Knap ujął mnie swoim luzem,  naturalnością, bezczelnością i zawadiackim stylem bycia. Nie będę ukrywał, że światopoglądy mój i Kuby w wielu miejscach mają styczne punkty. Tak jak on zdarza mi się być “zbyt dziabniętym”,  znajdzie się miejsce na chwile chłodnej refleksji i autokrytyki, a relacje z płcią przeciwną często są zbyt infantylne i wymagałoby się od nich trochę więcej, ale często się… nie chce. “Lecę, chwila, spadam” posiada GENIALNY klimat, który spaja cały materiał. Ogromny szacunek należy się także producentom, którzy odwalili kawał wybornej roboty. Niektórych produkcji nie powstydziliby się raperzy z USA, tak świetnie wyprodukowanego westcoastowego albumu nie było na naszej scenie od dawna. Są to podkłady, przy których człowiek ma ochotę posiedzieć przy grillu, kiedy jest ciepło i zimne piwo jest najlepszym kompanem. Jedynym zgrzytem w tym wszystkim jest fakt, że Knap rzuca czasami niesamowicie prostackie wersy, przy których słuchaczowi szczęka opada, ale niekoniecznie z wrażenia, bardziej z poczucia żenady. Pozostaje mieć nadzieję, że zostanie to trochę przystopowane przez samego Kubę, a przed nim samym teraz największy test – utrzymać poziom na następnej płycie.

1. Ten Typ Mes – “Trzeba było zostać dresiarzem”

Ten Typ Mes. Żywa legenda, ścisły TOP raperów w naszym padołku, a według wielu po prostu najlepszy polski raper. Człowiek bez słabego krążka w dyskografii, zaskakujący swoich fanów coraz to ciekawszym flow czy pomysłami na numer. Trudno w to uwierzyć, ale Mes skończył niedawno 32 lata i już nie jest tym młodym gniewnym. Jest już weteranem sceny, świadomym swoim możliwości i miejsca gdzie się znajduje. Na swoim ostatnim albumie nie przekonuje o tym swoich słuchaczy, wręcz przeciwnie, przedstawia im swoje obserwacje na temat świata, wszystko to opakowując zgrabnie w koncept dresiarstwa, pod którym zgrabnie jest ukryte rozważanie na temat miejsca, w jakim obecnie znajduje się nasze społeczeństwo. “Trzeba było zostać dresiarzem” praktycznie nie ma słabych momentów, jedynie skit o autach powinien zostać wyrzucony i spalony. Niekoniecznie innym słońcem. Od strony technicznej mamy tutaj wszystko. Są bestialskie przyspieszenia, klimatyczne przyśpiewki i kilka rodzajów flow, do czego już Mesiwo zdążył swoich fanów przyzwyczaić. Tym wydawnictwem Mes nie przeprowadził żadnej rewolucji. On po prostu pokazał, że jest wciąż najlepszy w swoim fachu i, że nawet nie tworząc agresywnego materiału pokazuje wszystkim młodym, gniewnym, że do podium jeszcze czeka ich daleka droga.

Hubert Miszczuk

Muzyczne podsumowanie roku 2014:

Najlepsze albumy polskie >>
Najlepsze albumy zagraniczne >>
Najlepsze EP-ki >>
Nieanglojęzyczne albumy >>

Najciekawsze polskie utwory (playlista) >>
Najciekawsze zagraniczne utwory (playlista) >>
Najlepsze okładki >>




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.