Najciekawsze albumy zagraniczne 2015 roku

Czy znacie wszystkie 25 płyt, które opisaliśmy?

W ubiegłym roku w naszych głośnikach dominowały gitarowe brzmienia – niektóre mocniejsze, inne delikatniejsze, odchodzące w folkowe rejony. Muzyka elektroniczna nie zrobiła już takiej kariery jak w latach poprzednich – być może jest to znak, że niedługo będziemy mieli do czynienia z odczarowaniem rocka. Jednak widoczny jest też trend sięgania do jazzu i soulu. Coraz więcej muzyków zaczyna sobie przypominać, skąd tak naprawdę wywodzą się ich korzenie. W zestawieniu znalazło się sześć debiutanckich płyt, z których zaledwie dwie są prawdziwymi debiutami. Nie zapomnieliśmy też o muzykach, którzy w tej branży siedzą już od blisko lub ponad dwóch dekad.

Przygotowaliśmy dla Was listę 25-ciu naszych ulubionych płyt. Przyznaliśmy też 10 wyróżnień. Jednak musimy wspomnieć także o wykonawcach, którzy nie załapali się do naszego zestawienia, a nagrali naprawdę ciekawe albumy. Są to m.in. Modest Mouse (recenzja), Purity Ring (recenzja), Laura Marling (recenzja), Jaga Jazzist, SOKO, Deerhunter, Chelsea Wolfe (recenzja), New Order (recenzja), Sun Kil Moon, U.S. Girls, Ryan Adams, Schmieds Puls (recenzja), Beirut, Joanna Newsom, Kurt Vile, Leon Bridges, Viet Cong (recenzja), Nothing But Thieves i Tricot (recenzja).

W jaki sposób głosowaliśmy? Dziewiętnastu naszych redaktorów wytypowało piętnaście swoich ulubionych płyt. Razem na liście znalazły się aż 163 albumy! Przyznaliśmy im punkty, coś dodaliśmy, coś pomnożyliśmy i wyszło nam z tego ciekawe zestawienie. Zapraszamy do sprawdzenia!

25. Editors – “In Dream” (utwór)

Brakowało mi dobrej płyty brytyjskiej kapeli w starym wydaniu. Z wyrazistym frontmanem, który oprócz posiadania charyzmy, potrafi też śpiewać. Zacząłem, bardziej niż kiedyś, doceniać surowość w muzyce, może przez wszechobecny plastik w mediach. Editors się w tę surowość wpisują. Od wokalu Toma, po brzmienie (mimo elementów elektroniki), a kończąc na czarno-białych klipach. Właściwie kupiłem Editorsów od początku, “In Dream” podoba mi się najbardziej. Na dziesięć kompozycji żadna nie zawodzi. Tomasz Błaszkiewicz

24. Disclosure – “Caracal” (recenzja / utwór)

Nieco gorsza od swojej poprzedniczki, jednak obracająca się ciągle w tej samej, przyjemnej stylistyce – taka jest płyta “Caracal”. To idealny krążek na wieczór w towarzystwie znajomych. Bracia Lawrence tym krążkiem dali nam porcję undergroundowego house’u z domieszką r&b, popu i soulu. Kawałki są łatwiejsze w przyswojeniu, tempo zmalało, ciągle mamy świetne wokale i bujające rytmy. A zatem tupiemy nóżką! Ewelina Malinowska

23. Waxahatchee – “Ivy Tripp” (recenzja / utwór)

Na “Ivy Tripp” Katie mierzy się z dorosłością i dojrzałością w inny sposób niż na “Cerulean Salt” (recenzja). Nie jest już tak zagubiona. Owszem, wątpliwości ma ciągle, nie zawsze jest siebie pewna (I woke up/Brushed my hair/there’s not much there w “<”). Czasem wręcz przeciwnie, w “Grey Hair” śpiewa I get shortbreath because I can’t slow down. Jednocześnie, w każdym jej słowie ukryty jest hołd dla zwykłego, spokojnego życia. Choć “Ivy Tripp” Crutchfield nagrywała tylko z towarzyszeniem Keitha Spencera i Kyle’a Gillbride’a ze Swearin’, to jest jej najbardziej złożona brzmieniowo płyta. Michał Wieczorek

22. Sóley – “Ask the Deep” (utwór)

Sóley potrafi nagrywać niesamowite płyty. I nie chodzi tu tyle o ich klimat, a o samą wrażliwość, która wokół nich się rozchodzi. “Ask the Deep” to zestaw zniewalających utworów, które potrafią przyprawić o ciarki. I tego właśnie szukamy w muzyce – jak największych emocji. A takie z łatwością znajdziecie na drugiej płycie islandzkiej artystki. Kolejną rzeczą, która tu urzeka, są teksty – nieco mroczne, poetyckie i niezwykle wciągające. Z tym krążkiem można obcować ciągle i zawsze znajdziemy na nim coś nowego. Ewelina Malinowska

21. Young Fathers – “White Men Are Black Men Too” (recenzja / utwór)

Young Fathers nagrali solidny, bardzo autentyczny album, o którym można powiedzieć, że jest nieźle zeschizowany (jakby Panowie przytomnie patrzyli na świat po zażyciu sporej ilości substancji psychoaktywnych), ale energia na nim jest ściśle kontrolowana. Muzycy wiedzą, kiedy zaszaleć, a kiedy stłumić swoje popędy. W swoich kategoriach to zdecydowanie płyta roku. Ewelina Malinowska

20. Lianne La Havas – “Blood” (playlista / utwór)

Drugi z kolei album amerykańskiej wokalistki okazał się – odróżnieniu od utrzymanego w melancholijnym tonie debiutu – nieco bardziej zróżnicowany stylistycznie. “Blood” to płyta popowa w soulowej osnowie, z pięknie wyważonymi aranżacjami, dzięki czemu eterycznie brzmiący wokal Lianne, został należycie wyeksponowany. Jest w tej płycie coś intrygującego i absorbującego. Zdaje się, że kluczem są tu naturalność, prostota, nienachalność i słyszalna od pierwszych dźwięków ogromna muzyczna wrażliwość 25-letniej dziewczyny z gitarą. Ania Lenarcik

19. Kamasi Washington – “The Epic” (utwór)

Jazz jest znowu sexy. Monumentalny (3 płyty!) debiut amerykańskiego saksofonisty to przebieżka po złotych latach gatunku, usłyszycie tu i  długie solówki, rozbudowane improwizacje, ale i porywające melodie, przypominające najlepsze tradycje gatunku. I nie bójcie się, to nie jest modny ostatnio free jazz, Kamasi sięga głębiej w przeszłość, by wydobyć piękno jazzu dostępne dla każdego. Michał Wieczore

18. FFS – “FFS” (o albumie / utwór)

Powiew świeżości w muzyce jeszcze nikomu nie zaszkodził. Zamiast nagrywać kolejny podobny album Franz Ferdinand postąpili ambitnie i odważnie. Zaprosili do współpracy swoich idoli – odnoszący sukcesy w latach 70. kultowy amerykański duet Sparks. Glamrockowa tradycja spotkała się z indie rockiem, a rezultat okazał się imponujący. “FFS” to przebojowość, doskonałe wokale, urzekające pomysły i dawka poczucia humoru. Niby nic odkrywczego, ale zadziałało, mimo iż FFS śpiewają: “Collaborations Don’t Work”. Michał Stępniak

17. Björk – “Vulnicura” (recenzja / utwór)

“Vulnicura” przypomina przeszłość – odniesienia do miłości, smyczki  i brzmienia z “Vespertine” (2001) i “Homogenic” (1997). Z tą różnicą, że poprzednie wydawnictwa nie niosły ze sobą aż tak potężnego ładunku emocjonalnego. Nie było tyle goryczy, rozpaczy i tylu wzruszeń. Stylistyczna karuzela, zmiany aranżacji, brak typowych melodii, ponury klimat, wokal na pograniczu melorecytacji – to kwestie, które mogą przeszkadzać i męczyć. Niemniej jednak płyta pokazuje inne, nieznane dotąd oblicze. Aneta Wieczorek

16. Grimes – “Art Angels” (recenzja / utwór)

Niektórzy tę płytę krytykują, inni są nią zachwyceni. Jedno jest pewne – Grimes nagrała album, o którym mówią wszyscy. I nie ważne, czy znajduje się on na szczycie rocznych list, czy też jest tylko gdzieś wspominany – o “Art Angels” szybko nie zapomnimy. Boucher odeszła od swoich klimatycznych utworów i zaprzyjaźniła się z popem. I to nie byle jakim popem, bo sięgnęła od razu po k-pop i dodała do tego trochę country i elektroniki znanej nam z jej poprzednich wydawnictw. Wyszła z tego niezła bomba. Ewelina Malinowska

15. Godspeed You! Black Emperor – “Asunder, Sweet and Other Distress” (recenzja / utwór)

Kanadyjczycy wciąż utrzymują stabilny, wysoki poziom od swojego powrotu. Utwór koncertowy uprzednio znany jako “Behemoth” po małym liftingu pojawił się na najnowszym albumie GY!BE w całości. Wszystko tu siedzi i  gryzie, a nowe wcielenie formacji idealnie się sprawuje w rozwijaniu post-rockowej formy, na której zjedli zęby w swojej ponad dwudziestoletniej karierze. Słuchać tylko głośno! Kuba Serafin

14. Róisín Murphy – “Hairless Toys” (o albumie / utwór)

Przesłuchując singiel zapowiadający “Hairless Toys” nie byłam zachwycona. Jednak kiedy już płyta została wydana, postanowiłam dać jej szansę. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że Murphy nagrała bardzo dobry krążek, który można zapętlać i zapętlać. Jej nowa płyta to niezobowiązujące piosenki, sprawdzające się jako tło, ale też pozostawiające małe niedopowiedzenia. To był naprawdę miły powrót. Ewelina Malinowska

13. Sleater-Kinney – “No Cities to Love” (utwór)

To jedna z lepszych rockowych płyt 2015 roku. Kto by pomyślał, że Panie po 40-stce potrafią jeszcze grać tak energetycznie i ciekawie! “No Cities to Love” to ósma płyta Sleater-Kinney, wydana po 10-letniej przerwie. Warto było czekać na taki album, bo jest on nietuzinkowy, zaskakujący, wciągający i mocny – tak właśnie powinny wyglądać punk-rockowe krążki. 20 lat temu Sleater-Kinney były zadziorne i nadal tak pozostało. Ewelina Malinowska

12. Kendrick Lamar – “To Pimp a Butterfly” (utwór)

O takich płytach jak “To Pimp a Butterfly” będzie się pisać prace doktorskie. Trzeci album Kendricka Lamara to nie tylko muzyka, to manifest społeczny i kulturowy. Dwudziestosiedmioletni raper żongluje odniesieniami do przeszłości czarnej populacji Stanów Zjednoczonych, popisuje się flow, zachwyca dalekosiężną wizją i doborem współpracowników. A przede wszystkim wchodzi na rapowy tron. Klasyk od dnia premiery. Michał Wieczorek

11. Blur – “The Magic Whip” (utwór)

Odnaleźć nić porozumienia po tylu latach przerwy i zaproponować coś tak wspaniałego to rzecz, o której można było tylko marzyć. Sen się ziścił, a  powrót Blur jest imponujący. Na “The Magic Whip” melancholia Albarna spotkała się z zadziornością Coxona, tradycja z nowszymi inspiracjami. Warto było czekać, bo też dla takich płyt warto żyć. Michał Stępniak

10. Tame Impala – “Currents” (utwór)

“Currents” był jednym z bardziej oczekiwanych przez nas albumeów w ubiegłym roku. Po świetnym krążku “Lonerism” (recenzja), który kilka lat wcześniej znajdował się na wysokich pozycjach w podsumowaniach, przyszedł czas na jego zastępcę – “Currents”. Na swojej trzeciej płycie zespół zaszalał. Znalazło się tu kilka bardzo dobrych piosenek w nieco uspokojonym tempie. Tame Impala poszli w nieco inną stronę, jednak ciągle potrafią czarować swoimi gitarowymi dźwiękami. Ewelina Malinowska

9. Szymon – “Tigersapp” (recenzja / utwór)

Muzykę Szymona można określić jako połączenie elektroniki, popu i folku. Wbrew tragicznej historii jego krótkiego życia, “Tigersapp” to zbiór pozytywnych i radosnych kompozycji. Utwory, jakie znajdziemy na płycie są odprężające, a czasem wręcz hipnotycznie kojące. Wyjątkowego brzmienia dodaje piosenkom wokal artysty – ciepły, łagodny, ale i ekspresyjny. Szymon miał predyspozycje do ciekawych harmonii oraz swobodnego, płynnego poruszania się wokół melodii. Szkoda, że nie będziemy mogli podziękować Szymonowi za to, co znalazło się na “Tigersapp”. Możemy jednak na chwilę odpłynąć w wykreowany przez niego piękny świat. Angelika Plich

8. Father John Misty – “I Love You, Honeybear” (recenzja / utwór)

Melancholijnym, trochę rozmarzonym głosem Tillman wyśpiewuje gorzkie prawdy na temat swojego życia oraz społeczeństwa. Słowa są proste, tak samo jak jego muzyka, pozbawiona zbytnich upiększeń. Pomiędzy ironią a krytyką, sarkazmem a szczerym smutkiem, Tillman przemyca dużo prawdy. Te jego gorzkie żarty kontrastują z pogodnym i lekkim brzmieniem folkowych dźwięków. I to pewnie sprawia, że ta płyta jest tak zawiła i ciekawa. Weronika Makowska

7. Alabama Shakes – “Sound & Color” (utwór)

Drugiej płyty zespołu z Alabamy słucha się z zaciekawieniem. Jakie jeszcze smaczki nas czekają? W jakiej stylistyce nagrany będzie następny numer? Co jeszcze lepszego może pokazać frontmanka? Z utworu na utwór robi się coraz przyjemniej. “Sound & Color” to album pełen czystych, gitarowych dźwięków. A najlepsze dźwięki wydobywają się oczywiście z ust Brittany Howard, której głos jest obecnie jednym z lepszych na świecie. Ewelina Malinowska

6. Jamie xx – “In Colour” (recenzja / utwór)

Na “In Colour” są takie dźwięki i sample, których nie spodziewalibyśmy się po producencie. Kawałki przechodzą płynnie jeden w drugi, stwarzając wrażenie bardzo udanego seta DJ-skiego. Niby jest minimalistycznie i naprawdę te wszystkie efekty, których używa Jamie nie robią wielkiego wrażenia, ale jako całość wszystko prezentuje się monumentalnie. Aż chce się tańczyć! Ewelina Malinowska

5. Julia Holter – “Have You in My Wilderness” (recenzja / utwór)

Atrakcji jest tutaj mnóstwo i nie wiążą się one jedynie z bogactwem użytego instrumentarium. Nie tylko fragmenty urzekają i nie chcą wyjść na długo z głowy, ale całościowo Holter proponuje czyste piękno. Dopracowane do ostatniego szczegółu. Takie, do którego chce się wracać. Przez kilka dni słuchanie jakiejkolwiek innej płyty stanowiło dla mnie spore wyzwanie, bo odczuwałem najzwyczajniej tęsknotę za “Have You in My Wilderness” i wydaje mi się, że tego typu uczucie nie będzie obce wielu innym słuchaczom. Michał Stępniak

4. EL VY – “Return to the Moon” (o albumie / utwór)

Nieczęsto zdarza się połączenie dwóch charakterystycznych stylów w tak dobrze brzmiącą całość. Na tej płycie słyszymy to, za co kochamy The National – niski i głęboki głos Matta Berningera opleciony w lekkie, nieco pokręcone i radosne kompozycje Brenta Knopfa, które znamy z jego twórczości w grupach Menomena i jako Ramona Falls. Bardzo udana współpraca. Przemysław Karolczyk

3. Foals – “What Went Down” (recenzja / utwór)

Ktoś, kto po usłyszeniu pierwszego singla spodziewał się, że Foals wypuszczą album, który położy wszystkie inne wydane w tym roku na łopatki i przejmie na stałe żółtą koszulkę lidera w podsumowaniach roku, może odrobinę się zawieść. “What Went Down” to album świetny, z lepszymi, ale też i nieco gorszymi momentami. Nie zmienia to faktu, że Foals pozostają jednym z niewielu zespołów, które trzymają poziom, a i ciągle można liczyć i oczekiwać od nich więcej. Chce się wręcz wierzyć, że prawdziwe arcydzieło mają dopiero przed sobą. Michał Stępniak

2. Courtney Barnett – “Sometimes I Sit and Think and Sometimes I Just Sit” (utwór)

Debiutancki album długogrający Courtney Barnett to sukces nie tylko artystyczny, ale też medialny. Nominacja do Grammy, najwyższe miejsca w podsumowaniach roku m.in. Pitchfork i KEXP, a w rodzinnej Australii zwycięstwo aż w czterech kategoriach Australian Record Industry Award to tylko część wyróżnień, którymi zostało nagrodzone wydawnictwo. “Sometimes…” to płyta bardziej spójna niż poprzedzające ją EP-ki, co w tym wypadku nie zaprzecza różnorodności utworów. Na krążku znajdziemy zarówno dwu i trzyminutowe ciosy, jak i nagrania dłuższe, bardziej eksperymentalne i jamowe, jak trwający niemal siedem minut “Kim’s Caravan”. Do tego świetne ironiczne teksty. Czekamy na więcej! Jakub Buszek

1. Sufjan Stevens – “Carrie & Lowell” (recenzja / utwór)

Przywoływanie mroków przeszłości potrafi działać terapeutycznie, nawet jeśli nie dotyczą siebie samego. A wszystko przy pomocy wysublimowanych dźwięków, które działają na emocje i wyobraźnię. Songwriting zawsze na mnie oddziaływał i cieszę się, że nie potrafiłam się nudzić przy słuchaniu tej płyty. Jak i z tego, że w tekstach Sufjan uniknął nieznośnej dla ucha ckliwości i pretensjonalności. Ilona Nieroda

Wyróżnienia:

Aero Flynn – “Aero Flynn” (recenzja / utwór)
Algiers – “Algiers” (recenzja / utwór)
All We Are – “All We Are” (recenzja / utwór)
Baroness – “Purple” (utwór)
Floating Points – “Elaenia” (utwór)
Jono McCleery – “Pagodes” (utwór)
Oh Wonder – “Oh Wonder” (utwór)
Son Lux – “Bones” (utwór)
The Dear Hunter – “Act IV: Rebirth in Reprise” (recenzja / utwór)
Vijay Iyer Trio – “Break Stuff” (recenzja)

Ewelina Malinowska




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.