13.01.2014 19:29

Autor: Sandra Kmieciak

Myslovitz w Wytwórni

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


Myslovitz w Wytwórni
11.01.2014/Łódź

Wciąż gitarowo. Nadal ciekawie. Jednak inaczej.

W swojej relacji z koncertu Myslovitz w Łodzi chciałam uniknąć wałkowanego od półtora roku porównania “starego” i “nowego” zespołu, grupy z Arturem Rojkiem na czele i grupy z Michałem Kowalonkiem w roli frontmana. W końcu to prawie ten sam zespół, 4/5 jego członków pozostały bez zmian, to wciąż te same utwory na koncertach, wreszcie – to ciągle ta sama gitarowa energia, ten sam klimat, ta sama ciągnąca się od ponad dwudziestu lat muzyczna historia. Jednak podczas ponad dwugodzinnego koncertu, z każdym kolejnym kawałkiem uświadamiałam sobie, że nie ucieknę od tego, że nie dam rady przemilczeć faktu zmiany wokalisty, który mimo wszystko wpłynął na brzmienie, ale też postrzeganie zespołu.

Chociaż Kowalonek sprawia wrażenie dobrze zasymilowanego, odnajdującego się w zespole, jego brzmieniu i klimacie, dobrze radzi sobie z utworami wykonywanymi przez Rojka, to jednak pierwsza część koncertu, podczas której publiczność mogła usłyszeć kawałki z krążka “Korova Milky Bar”, brzmiała jak koncert życzeń z coverami. Może autentycznie, może z sercem, może publiczność bawiła się przyzwoicie, ale wyczuwalny był drobny zgrzyt, drobne “usztywnienie” powodowane koniecznością wejścia w rolę guru polskiej sceny rockowej, którym Kowalonek na razie nie jest. Jest mu to wytykane nie tylko przez krytyków, ale i przez publiczność, która na koncert w Wytwórni nie stawiła się wyjątkowo liczną grupą, w dodatku fanów, którzy sprawialiby wrażenie wiernych zespołowi od lat, było tyle, co rodzynków w cieście z podrzędnej cukierni. Często zresztą można spotkać się z opinią, że “Nie ma Rojka, nie ma Myslovitz” albo ”Myslovitz bez Rojka to już nie ten sam zespół”. Owszem, nie ten sam, ale czy można oczekiwać i żądać, że ma być ten sam?

Różnicę można było usłyszeć w drugiej części koncertu. Zespół zagrał utwory ze swojej najnowszej płyty, wydanej już z nowym wokalistą. “1.577” brzmi podobnie, ale inaczej. Muzycznie grupa oddaliła się w nieco mniej mroczne rejony, niż w “Korovie”. Tekstowo także nie traktuje już głównie o przygnębiającej samotności, smutku, dziwnych stanach umysłu. Również inna atmosfera panowała na scenie. Kowalonek sprawiał wrażenie wyraźnie swobodniejszego, rozluźnionego, próbującego nawet nawiązać kontakt z niemrawą publicznością. Ta podzielona na dwa obozy, albo także wczuła się w klimat owej drugiej części koncertu i doskonale bawiła przy najlepiej znanych jej singlach z nowego albumu: “Prędzej później dalej”, “Wszystkich ważnych zawsze sprawach” i “Trzech snach o tym samym”, albo wciąż domagała się starszych kompozycji, jak np. “Mieć czy być”.

Pewnie po wyjściu z Wytwórni część obecnych na koncercie powtórzy swoją mantrę, że “Nie ma Rojka, nie ma Myslovitz”, część będzie dalej zachowawczo śledzić poczynania zespołu, a inna grupa z kolei uzna, że wow, ten zespół nadal ma power. Owszem ma, ale jeśli ustawicznie w malkontencki sposób będzie porównywany do Myslovitz z Rojkiem, to można to przeoczyć. Trasa koncertowa “Korova Mily Bar vs. 1.577″ wydawała się pewnego rodzaju rozliczeniem z przeszłością, oswojeniem słuchaczy z faktem, że przyszło nowe i wcale nie trzeba się go bać. Zatem odwagi w dawaniu mu szansy!

Sandra Kmieciak




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.