09.09.2013 17:36

Autor: Michał Wieczorek

“Muzyka jest wszystkim” – rozmowa z Olgierdem Dokalskim

Kategorie: Czytelnia, Wywiady

Wykonawcy: | |


O muzyce, która jest wszystkim, walce z materią, organizacją pracy.

Olgierd Dokalski jest jedną z najaktywniejszych postaci warszawskiej sceny muzyki improwizowanej, zaczynał w nieistniejącej już Gaamerze, a dziś udziela się przede wszystkim w Daktari, Nor Cold i kIRku.

Zacznijmy od początku. Dlaczego trąbka?

W pewnym momencie w swoim życiu poczułem taką potrzebę. Nie jestem w stanie tego logicznie wyjaśnić. Jestem samoukiem. Nie miałem wcześniej styczności z graniem na instrumencie i nie do końca wiedziałem, w co się pakuję. Zajmuję się muzyką głownie dlatego, że mogę za jej pomocą wyrazić coś, czego nie mogę wyjaśnić słowami. I dla mnie od próby odpowiedzi na to pytanie zaczyna się muzyka.

Trudno było ją opanować?

To ciągła walka z materią. Trąbka jest instrumentem wymagającym dużo samozaparcia, codziennych ćwiczeń. Pierwsze kilka lat upłynęło na ćwiczeniach technicznych, zacząłem koncertować po ok. dwóch, trzech latach. W tej kwestii początki też były trudne ? szczególnie jeśli chodzi o stres przed publicznymi wystąpieniami. Mogę powiedzieć, że dopiero od jakiegoś roku, dwóch czuję się swobodnie na scenie i czerpię z koncertowania przyjemność.

Miałeś momenty zwątpienia?

Na trąbce gram z przerwami już osiem lat. Był taki moment, że rzuciłem ją w kąt na dłużej. Stało to się chwilę po tym jak odszedłem z Gaamery.

Jak trafiłeś na kompilację “Biviendo en kantando”, która stała się inspiracją dla Nor Cold?

Dostałem ją od Miron Zajferta, dyrektora festiwalu Nowa Muzyka Żydowska. Tak naprawdę to z jego inicjatywy wyszedł pomysł, bym coś na ten festiwal zrobił i tak narodził się nor cold. Z projektu festiwalowego przekształcił się w pełnoprawny zespół.

Jak wygląda jego sytuacja?

Niedawno wyszedł materiał na kompakcie w Multikulti Project i możliwe, że w niedalekiej przyszłości nasz debiut ukaże się również na kasecie. Zostało nam trochę materiału, który nie wszedł na płytę i możliwe, że zostanie wykorzystany na kasetowej wersji naszego albumu.

Skąd wzięło się u Ciebie zainteresowanie muzyką żydowską?

Ogólnie interesuje mnie folk, szczególnie ten z Europy Środkowo – Wschodniej. Czasem zdarzają się perełki, jak na przykład “Śpiewy Polesia” z serii “Muzyka Odnaleziona” czy wspominane już “Biviendo en kantando”. Muzyka żydowska nie jest przeze mnie faworyzowana, staram się inspirować różnymi tradycjami muzycznymi. Nie mam korzeni żydowskich, jeśli o to pytasz. Wracając do pytania, gdy zaczynałem grać na trąbce, interesowałem się antropologią, studiowałem kulturoznawstwo. Tą drogą poznałem muzykę folkową.

Jak udaje ci się wygospodarować czas na wszystkie projekty?

To jest dobre pytanie, bo oprócz grania na trąbce pracuję na etat. I nie jestem w tym odosobniony – większość moich znajomych muzyków nie utrzymuje się tylko z grania. Trzeba to jakoś wszystko ze sobą godzić. Nie zawsze jest to proste, ale osobiście nie sprawia mi większych problemów.

Jesteś informatykiem, muzyka to dla Ciebie matematyka?

Muzyka jest wszystkim, matematyką również. Można na nią różnie patrzeć. Jest w niej sporo matematyki, ale akurat mnie najbardziej interesuje muzyka, w którą, czy to grając, czy słuchając, możesz zanurzyć się tak głęboko, że zapominasz o tym wszystkim naokoło.

Z drugiej strony nie ukrywasz, że teoretyczna nadbudówka również jest ważna.

Zdecydowanie. Tak się rodzą moje projekty, płyty. Poza formą muzyczną interesują mnie różne formy narracyjne. Staram się, by w tym co robię było blisko filmu, literatury, żeby to były historie opowiedziane za pomocą dźwięków.

Czy w takim razie myślałeś kiedyś o projekcie wykorzystującym słowa?

Szczerze mówiąc, bardzo możliwe, że taki projekt niedługo się pojawi.

Dlaczego tak długo Wam zajęło wydanie “Lost Tawns”?

Myśleliśmy, że może ktoś zainteresuje się ta płyta na Zachodzie, ale bez managera z prawdziwego zdarzenia okazało się to niemożliwe. Ostatecznie płyta ukazuje się w poznańskim Multikulti Project i bardzo cieszymy się, że możemy ponownie współpracować z tym wydawnictwem.

Dlaczego zwróciliście się w stronę dłuższych form na nowym albumie?

Daktari jest dla mnie polem do eksperymentów. Zespół przechodził już różne fazy. W Daktari gramy bardzo emocjonalnie, zależy nam, żeby na scenie wejść w rockowy trans i rozwijać go improwizacjami niekoniecznie w rockowym idiomie. W dłuższych formach takie podejście do muzyki sprawdza się najlepiej.

Jak doszło do nagrania “I Travel Within My Dreams With a German Passport”?

Wszystko wyszło trochę przez przypadek dzięki naszemu znajomemu, Tomiemu Simatupangowi, indonezyjskiemu gitarzyście mieszkającemu w Berlinie, z którym mamy muzycznie dużo wspólnego. Tomi razem z Mateuszem i Maćkiem gra w składzie Tomi Simatupang i Zjawy. No i ma znajomego właściciela studia nagraniowego w Berlinie. Przy okazji naszej ostatniej wizyty w stolicy Niemiec spotkaliśmy się w studio i zagraliśmy nowy materiał w sekstecie. Znalazło się tam kilka utworów, których nie zarejestrowaliśmy wcześniej, Tomi szybko się w nich odnalazł, nagrania zajęły nam kilka godzin. Wyszło to na tyle fajnie, że zdecydowaliśmy się wydać to na kompakcie przy okazji reaktywując Circon, stary okołokIRkowy projekt. Nie chcieliśmy, żeby ten etap naszej muzycznej drogi leżał kolejne półtora roku.

A na jakim etapie jest obecnie Daktari?

Zespół cały czas się rozwija i powoli myślimy o czwartej płycie.

Jak wyglądają Twoje plany na najbliższą przyszłość?

Chciałbym ograniczyć granie na żywo, złapać trochę świeżości. Do końca roku, poza różnymi impro mitingami, mam jeszcze parę terminów z kIRkiem, Daktari, Altoną, Janem Czaplą (trio z Ksawerym Wójcińskim i Wojtkiem Kwapisińskim). Co będzie później, zobaczymy. Powoli myślę też nad nowym projektem i powinienem mieć czas, żeby się nim na poważnie zająć. Poza tym praktycznie każdy z moich składów myśli o płycie. Najbliżej tego jest kIRk, z którym własnie skończyliśmy nagrywać materiał na nasz trzeci album. Jest wreszcie bardzo specjalny zespół, Msza święta w Altonie. Istnieje on tylko od koncertu do koncertu, a każdy z nich jest wolną improwizacją. Nagraliśmy kilka koncertów, jeden ukazał się na kasecie, kolejny jeszcze w tym roku powinien ukazać się w limitowanym nakładzie na cd w Circon Int. Może też zagramy spontanicznie w Warszawie przed końcem wakacji.

rozmawiał Michał Wieczorek

Msza święta w Altonie zagra na zakończenie piątych urodzin Uwolnij Muzykę! 14 września na warszawskiej BarCe.




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.