30.06.2014 21:49

Autor: Gosia

Morza miłości – Damon Albarn w Poznaniu

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


Morza miłości – Damon Albarn w Poznaniu
Poznań/29.06.2014

Relacja z koncertu na zakończenie festiwalu Malta.

Tym razem finał Malty obył się na szczęście bez katastrof. Co prawda pogoda nie dopisała – deszczyło niemiłosiernie, i było coraz zimniej i zimniej, ale nic to, jak powiedział nam ze sceny Damon. I tak było pięknie.

Zanim jednak było pięknie, trzeba było się trochę nacierpieć. Nie będę sobą, jeśli trochę nie ponarzekam – ostatnio smęciłam, że koncert za wcześnie, tym razem na występ nie szło się doczekać. W jakim celu podaje się informację, że coś zacznie się o 18:00, skoro nie ma szans, żeby zaczęło się o 20:00? Jakiś sensowny harmonogram prosimy w przyszłości, drogi Malta Festivalu. Inną irytującą sprawą był występ Rebeki, ale to prawdopodobnie też moje drobne nieporozumienie poznawcze – choć ciężko mi przypuścić, że byłam w mniejszości, traktując polski duet jako support. No i w kontraście do ostatnich koncertowych doświadczeń wypadło to bardzo dotkliwie – Annie Clark zmyka po pół godzinie, a zespół, który mamy u siebie na co dzień męczy bułę przez prawie całą godzinę. Rebeka byłaby nawet przyjemna, gdyby zagrała co najmniej o połowę krócej. Piosenki mają nie najgorsze, pani dysponuje całkiem znośnym wokalem, dodanie puzonu i trąbki było fajnym urozmaiceniem. Co z tego, skoro każdy następny kawałek był coraz gorszy. Coraz więcej pisków wdawało się do śpiewu, coraz bardziej męczące były rozciągane w nieskończoność bity, drażniące pseudosolówki drażniły jeszcze bardziej. No i ileż można wsłuchiwać się w teksty na poziomie with tears we cry czy coś w ten deseń. Też mniemam kwestia organizacyjna, określona w umowie długość koncertu.

Ale dosyć, dosyć, nie ma takiej ilości nagromadzonej żądzy mordu, która nie przerodziłaby się w miłość pod wpływem czarującego głosu Damona Albarna (silne emocje nie znikają bowiem tak łatwo, dobrze, że tym razem była to droga w tę, a nie odwrotną stronę).

Płyta “Everyday Robots” (recenzja) już niebawem będzie królować w naszym półrocznym podsumowaniu (to przypuszczenie, a nie spoiler, być może ktoś inny go wyprzedzi, ale z góry nie zgadzam się z takim werdyktem) – chyba nikt nie przypuszczał, że materiał solowy wokalisty Blur, Gorillaz i pół tuzina innych projektów będzie słaby. Jest znakomicie i słychać to także na żywo. Damon z zespołem – Heavy Seas – zagrali aż dziewięć z dwunastu utworów z tego albumu. Koncert zaczął się od tego, co przez cały dzień brzęczało mi w głowie, czyli chyba najbardziej chwytliwej piosenki z całej płyty, “Lonely Press Play”. Odbiór trochę zakłócała fanowska ekstaza, stałam zaraz obok piszczących, wierzcie lub nie, na oko czternastolatek, w towarzystwie mam zresztą, które piszczały nieco ciszej. Spoko, proszę tylko piszczeć raczej w przerwach między utworami niż w trakcie.

Później rozbrzmiał kawałek tytułowy, było “Hostiles” i “You and Me”, a na “Photographs (You’re Taking Now)” fani wymyślili akcję z trzymaniem w górze zdjęć. Pod koniec koncertu zespół zagrał “Hollow Ponds” i “The History of a Cheating Heart”, a na bis – ulubioną przez publiczność piosenkę o wędrującym słoniu, “Mr Tembo” i “Heavy Seas of Love”. Damon dostał nawet w prezencie głowę słonia. Radosna piosenka została napisana w Tanzanii pod wpływem lokalnych historii – chrześcijan oglądających gospel w telewizji i słonia włóczącego się po wiosce.

Usłyszeliśmy jednak nie tylko materiał solowy, ale także trochę Blur – na zakończenie podstawowego setu śliczną, akustyczną wersję “Out of Time”, które nie mogło nie zostać zbiorowo odśpiewane, i “All Your Life”. Były też piosenki The Good, the Bad & the Queen – “Kingdom of Doom” i “Three Changes”, a nawet coś z repertuaru Rocket Juice & the Moon – “Poison”.

Ale największą frajdę, przynajmniej mi osobiście, sprawiły piosenki Gorillaz. W skład Heavy Seas wchodzą zresztą muzycy związani z tą muzyczno-konceptualną grupą: klawiszowiec Mike Smith i gitarzysta Jeff Wootton. Oprócz nich do zespołu należą jeszcze perkusista Pauli the PSM i niezwykle stylowo odziany (na wzór retrogangsterów) gitarzysta Seye. Pod koniec koncertu na scenie pojawił się także damsko-męski chórek, z którym przepięknie odśpiewaliśmy “El Manana”. Damon grał na gitarze i pianinie, oznaczonym symbolem gwiazdy; podobna wisiała w tle sceny. Siedmioramiennej gwiazdy Albarn używał podczas komponowania muzyki na “Journey to the West”, ma to również związek z jego zainteresowaniem okultyzmem i dr Dee.

Pierwszą piosenką Gorillaz, jaką usłyszeliśmy, była pochodząca z początków ich kariery “Tomorrow Comes Today”. Później robiliśmy “woop woop” do “Slow Country” i śpiewaliśmy “Kids With Guns”, zwieńczone świetnym, energetycznym, gitarowym finałem. Prawdziwy hit został jednak na bis. Kiedy się pomyśli, że “Clint Eastwood” został wydany trzynaście lat temu, to jest aż przykro, bo przecież to było wczoraj… To wtedy zakochaliśmy się w Gorillaz, prawda? Kiedy jeszcze nie do końca wiadomo było, kto za tymi małpami stoi. W Poznaniu gościnnie wystąpił raper, który przyjechał “aż z Ghany”, jeśli dobrze usłyszałam. Trochę szkoda, że nie zarapował oryginalnych strofek, które wielu z nas umie przecież na pamięć i których słowa same cisnęły się na usta pod wpływem znajomego beatu. Ale rozegrał to i tak elegancko, nawijając o sprawach bieżących, byciu naszym wspólnym na koncercie i tego typu rymami sprawnie uzupełnił kompozycję. Szaleństwo ukoronowała wspomniana historia o słoniu.

A na samą końcówkę, czyli drugą połowę bisu, składającego się z czterech utworów, przyszła kolej na coś spokojniejszego. Po raz pierwszy z zespołem Heavy Seas Damon zagrał “Don’t Get Lost in Heaven”, piękne podsumowanie “Demon Days” z 2005 roku. Całość zamknęło utrzymane w podobnym tonie, choć nieco żywsze “Heavy Seas of Love”. Nie można tego nie kochać.

Katarzyna Borowiec
fot.  Gosia Lewandowska




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.