19.03.2013 08:33

Autor: Katarzyna Borowiec

Miliony gwiazd – relacja z koncertu Swans

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


Miliony gwiazd – relacja z koncertu Swans
Kraków/15.03.2013

Niesamowita orkiestra Michaela Giry.

Na początek, proszę wybaczyć, kilka kwestii organizacyjnych. W końcu nie jest bez znaczenia, gdzie wybieramy się na koncert (chociaż akurat Swans pozwalają o całym otoczeniu zapomnieć). Wieść o koncercie Swans była powodem mojej radości – widziałam ich na zeszłorocznym OFFie i należę do tej części publiczności, którą zachwycili, a występ studyjny to zawsze większa frajda niż festiwalowy. Wieść o tym, że zagrają w Krakowie jeszcze to uczucie wzmocniła, natomiast informacja, że miejscem wydarzenia będzie klub Kwadrat mogła wywołać tylko grymas na twarzy. Kraków niestety nie obfituje w sale koncertowe, a część z nich znajduje się w miasteczkach studenckich. Co nie jest dobre. Już piszę, dlaczego.

Przed klubem Kwadrat wita mnie jakiś zatraceniec, głosem standardowego żula zagadując: “zbieramy na bilet na Swans, może wspomożesz?”. Bez komentarza.

W klubie Kwadrat ma miejsce przedstawienie pod tytułem “szatnia obowiązkowa”. Już kiedyś doświadczyłam tego typu performansu, więc myślałam, że znowu jest to kwestia finansowa, ale nie. Było nieco weselej, bo na moje pytanie, dlaczego nie mogę iść na koncert w płaszczu (tak, jest mi wiecznie zimno, zwłaszcza podczas marcowej zimy) dostałam odpowiedź “bo taki jest regulamin”. Na szczęście menedżer przybytku okazał się nieco bardziej racjonalny (a przy tym milszy, bo pozostali panowie sprawili, że zaczęłam mieć w głosie prawie tyle agresji, co oni) i po upewnieniu się, że nie mam przy sobie broni atomowej i że biorę odpowiedzialność za swoje rzeczy, zezwolił mi na ten niecny proceder. Całe życie oczywiste wydawało mi się to, że każdy bierze odpowiedzialność za swoje rzeczy, no ale podobno na naukę nigdy nie jest za późno. Pomyślałam potem o tzw. studenctwie (wszyscy wiemy, o co chodzi) i o tym, jak na co dzień musi wyglądać praca tych osób, więc im wybaczam, po prostu dobre koncerty nie powinny się odbywać w takich miejscach. Tym bardziej, że Czyżyny są na końcu świata.

Przejdźmy zatem do konkretów.

Na początek zagrał Jamie Stewart znany jako Xiu Xiu. Było trochę jak na jego występie podczas festiwalu Unsound w 2008 roku, chociaż wtedy publiczności udało się zagłuszyć cały kilkuosobowy zespół. Tym razem szmer rozmów nie był aż tak niszczący, ale wielkiej uwagi artyście nie udało się skupić. Był sam, w towarzystwie elektronicznego urządzenia, z którego puszczał delikatne podkłady (brzmiące jak nagrania terenowe) i gitary. Przez pół godziny jego ciche skargi (I can’t feel at home in this world anymore) przygotowywały zebranych na mocne uderzenie Swans, był to dobrze zaplanowany kontrast, szkoda tylko, że nie można było się w pełni skoncentrować na występie Jamiego (naprawdę, za rozmawianie w trakcie koncertów powinny być jakieś kary). Xiu Xiu widziałam już po raz trzeci i tym razem znów wszystko było zupełnie inaczej. Żadnych hitów, skromna oprawa, wyciszenie. Chyba najbardziej podobała mi się wersja z OFFa (2011), ale ta też była całkiem interesująca.

Choć “otwarcie drzwi” nastąpiło z krakowskim opóźnieniem, koncerty były punktualne, o 21:00 na scenie pojawili się Swans. Zagrali głównie materiał z najnowszej płyty, doskonałego “The Seer”. Pojawiła się także wcześniejsza twórczość (“Coward” z płyty “Holy Money”) oraz utwory, które (jeszcze?) nie znalazły się na żadnym wydawnictwie. Pierwszym z nich był “To Be Kind”, podczas którego Michael Gira śpiewa there are milions and milions of stars in your eyes czasem oddalając się od mikrofonu i kierując owe słowa prosto do widowni, wśród huku trzech gitar i dwóch perkusji.

Gitar było ogólnie pięć, w tym jedna basowa i jedna hawajska (czasami zastępowana bardziej typową elektryczną), perkusje dwie, do tego dzwonki, gwizdki, harmonijka, puzon, klarnet i dzwony. Produkowane przy pomocy tych sprzętów dźwięki były przede wszystkim niezwykle intensywne. Wielokrotnie Gira fiksował się na jednym akordzie, powtarzając go po kilkanaście razy, niekiedy z podkreśleniem w postaci skoku.

Skokom towarzyszyły też szalone tańce – lider Swansów był z jednej strony wcieleniem rockowej gwiazdy, z drugiej przypominał dyrygenta na koncercie muzyki klasycznej. Pełnymi emocji gestami kierował bowiem całym zespołem, krzycząc do pozostałych muzyków instrukcje, dając znać, kiedy mają wejść z kolejnym elementem kompozycji. Basistę kierował nawet bezpośrednio, pokazując na jego gitarze, co ma zrobić. Cały ten mechanizm działał idealnie, tworząc na scenie coś w rodzaju specyficznego przedstawienia.

W przedstawieniu tym patos w urzekający sposób mieszał się z groteską – monumentalne brzmienie kompozycji zespołu było przełamywane dzikimi harcami lidera, który odwracał się do widowni tyłem i klepał po pośladkach, albo wywracał dosyć niefortunnie wybrawszy miejsce do kolejnego skoku. Gira podchodził również w lekceważący nieco sposób do publiczności, strącając ręce widzów z głośników czy podśmiewając się z krzyczących (co, to nie brzmi jak Metallica, nie?). Mnie ta poza pełna ironii bardzo odpowiadała.

Na koniec, po godzinnej wersji “The Seer” (poprzednie utwory trwały mniej więcej po 20 minut) Gira przedstawił zespół (a na wokalu – Beyonce) i po serii ukłonów panowie zakończyli występ. W kontekście wyczynów lidera ich ukłony wyglądały nieco jak ćwiczenia gimnastyczne, ale ta dawka humoru sprawiła, że na cały koncert można było spojrzeć nieco mniej oszołomionymi oczami. Nadal końcowy wniosek brzmi: było wspaniale. Aczkolwiek następnym razem biorę zatyczki do uszu.

Katarzyna Borowiec




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.