02.03.2015 09:00

Autor: Jarosław Kowal

Medusa’s Disco – “Forked Tongue Fables”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Medusa’s Disco – “Forked Tongue Fables”
LocalGhost Media/2015

Trzy dekady rocka na jednym albumie.

Nigdy nie uprzedzam się do nowych albumów tylko ze względu na etykiety, jakie nadano im dla doprecyzowania grona odbiorców. W każdym gatunku można odnaleźć ciekawe i wtórne wydawnictwa. Kiedy jednak pojawia się zapowiedź muzyki nawiązującej do lat 60. i 70., moje zainteresowanie staje się szczególnie duże.

Brzmienie sprzed połowy wieku powraca do łask od dłuższego czasu. W minionym roku ukazało się mnóstwo rewelacyjnych albumów odwołujących się do rocka psychodelicznego (np. King Gizzard and the Lizard Wizard), rocka garażowego (np. Meatbodies) czy rock’n'rolla (np. Nick Waterhouse). Inspiracje Medusa’s Disco są jednak poszerzone o naleciałości z lat 90. i dominującego wówczas grunge’u. Od pierwszego utworu czuć ich garażem i niedostrojoną gitarą, ale nie znalazłem w tych sześciu minutach wyraźnej zachęty do zapoznania się z blisko godzinnym materiałem. Sporo jest tutaj zmian tempa, forsowanych krzyków, a przy końcu pojawiają się niby-zabawne pseudo-solówki. To nie są ani poczucie humoru, ani energia, które mogłyby mnie wciągnąć. “Faceplant Attitude” wynagradza jednak średni wstęp i z miejsca  staje się trudne do wyrzucenia z głowy. Jak muzyka rozrywkowa stara, przeklęte “Nananana” zawsze miało większą moc od jakiegokolwiek tekstu. Nie jest to jednak przebojowość oczywista, przypomina w tym zakresie “Been Caught Stealing” Jane’s Addiction, które dzisiaj nie miałoby szans wspiąć się na szczyt notowań.

“FillinglnTheBlanks” to ballada naciągnięta na żwawe tempo, w której Hunter Root i Wynton Huddle na zamianę przekrzykują się przepitymi głosami i nucą niczym kościelni chórzyści (tym razem “lalalala”). “Nova” oraz “Freezer Burnt”, gdzie głos bez słów znowu podrywa z krzesła (tutaj z kolei “aaaaoooo”), są koncertowymi petardami, które gwarantują, że każda sala błyskawicznie przemieni się w saunę. W dwóch innych utworach robi się egzotycznie dzięki partiom odegranym na sitarze. Mezalians tego indyjsko-perskiego instrumentu z rockiem ma długą historię, słychać go w utworach chociażby The Rolling Stones i Alice in Chains. Jego rola sprowadza się zazwyczaj do przygrywania w tle oraz budowania niepokojącej atmosfery i właśnie to słychać w “Disease Was Written on the Sidewalk” (mocno przypominającym “What the Hell Have I” Alice in Chains). W “Dead Man” sitar wychodzi jednak przed pozostałe instrumenty i nadaje kompozycji folkowego charakteru.

Medusa’s Disco nie przedefiniują rocka, potrafią za to swobodnie poruszać się w obrębie obranej konwencji i budują na jej bazie autentyczne, chwytliwe, choć nie banalne piosenki. “Forked Tongue Fables” to stary, dobry rock, ale nie trzeba być przesadnie sentymentalnym, żeby docenić jego walory. Materiał broni się sam za sprawą dużej różnorodności, przebojowości i oryginalnego połączenia fascynacji kulturą lat 60. z grungem.

Jarosław Kowal


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (6 głosów, średnio: 7,83 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.