06.12.2012 07:00

Autor: Tomek Milewski

Magnificent Muttley – “Magnificent Muttley”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Magnificent Muttley – “Magnificent Muttley”
Karrot Kommando/2012

Rockowa lekcja grania!

16 listopada na półki sklepowe trafił debiutancki album warszawskiego power trio Magnificent Muttley. W kraju nad Wisłą jeszcze się tak nie grało. Mocno zakorzeniona w hard rocku muzyka spotyka się z wirtuozerią i bujającym funkiem. Krzysiek, Kuba i Olek zabierają się za rozrachunek z przeszłością, tworząc muzyczną mozaikę klasycznych gigantów rocka. Magnificent Muttley stwarza wrażenie zespołu, który nie uznaje żadnych kompromisów, a chłopaki ubierają w formę po prostu to, co im w duszy siedzi.

Muzykę Magnificent Muttley można łatwo porównać do przejażdżki rollercoasterem w towarzystwie Red Hot Chili Peppers i At The Drive In. Daje to całkiem ciekawe połączenie, ale album nazwany po prostu “Magnificent Muttley” niesie ze sobą znacznie więcej zabawy stylistyką. Tego, że chłopaki wychowali się nad Wisłą, w ogóle nie słychać, a jedynym mankamentem tego jest to, że gdyby rzeczywiście byli zza granic, pewnie już od jakiegoś czasu byłoby o nich znacznie głośniej. Zestawienie wyczucia, umiejętności i zabawy z młodością daje na wskroś mieszankę wybuchową.

Cały album tętni od funkującej sekcji rytmicznej, która nie jest tylko tłem. Ostrości i wyrazistości nadaje bezkompromisowa, przesterowana gitara zahaczająca bardzo często swoimi solówkami o obszary ułańskiej fantazji Hendrixa. Czasami można odnieść wrażenie, że materiał to jeden wielki poligon doświadczalny, który ma pokazać, ile urozmaiceń można zaoferować w ramach jednego utworu. Jak się przekonujemy – naprawdę dużo! Na każdym kroku napotkamy niespodziewane przełamania i zmiany tempa, a wszystko to brzmi tak naturalnie, że wrażenie totalnej spontaniczności nie opuszcza nas od pierwszych do ostatnich minut albumu. Jednak kiedy trzeba zagrać prosto, otrzymujemy nieomal klasyczne riffy hard rockowe jak w “The Time”, który przypomina nieśmiertelny “Breadfan” grupy Budgie. Przebojowość taka, jak np. w “1500 Days” czy “Phenomenalike”, reprezentowana przez nieomal stadionowe refreny żywo koresponduje ze zwariowanymi kompozycjami. Bardzo fajnym pomysłem jest też zamknięcie całej mocy tego albumu w klamry psychodelii za pomocą utworów “Something Is?” i “Going to Happen”, w którym zabrzmią nawet groteskowe klawisze. Mógłbym nawet pokusić się o stwierdzenie, że chłopaki z Magnificient Muttley na swojej pierwszej płycie zabierają nas w edukacyjną podróż przez ćwierćwiecze muzyki rockowej.

Stwierdzając, że każdy fan szeroko rozumianej muzyki rockowej znajdzie tu coś dla siebie nie będzie z mojej strony żadną kurtuazją. Szkoda, że nie ma więcej tak świadomych i potrafiących grać w ten sposób zespołów.

Tomek Milewski


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (10 głosów, średnio: 7,40 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.