19.12.2011 17:30

Autor: Jacek

Magiczne pożegnanie

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


Magiczne Pożegnanie
17.12.2011/ CS Impart Wrocław

Lenny Valentino we wrocławskim Imparcie.

O tym, że Lenny Valentino po dziesięciu latach działalności okrzyknąć możemy zespołem kultowym – nikogo chyba przekonywać nie trzeba. To właśnie z tego powodu ogłoszenie pożegnalnej trasy zespołu miało raczej charakter słodko-gorzki. Z jednej strony przyniosło zachwyt, że oto dostajemy kolejną okazję zobaczenia na żywo formacji złożonej z pierwszoligowców polskiej alternatywy, z drugiej natomiast, że będzie to okazja ostatnia.

“W życiu należy zrobić dwie rzeczy: urodzić się i pójść na koncert Lenny Valentino” – to raczej niefortunne określenie jednego z uczestników wrocławskiego koncertu, oddaje jednak w dużym stopniu to, jaką ekstazę wzbudzają w zgromadzonej publiczności koncerty panów Rojka, Cieślaka, Walusia, Lachowicza i Kowalczyka. Doznając tego po raz pierwszy na OFF Festiwalu 2010 nie sposób było opuścić 17 grudnia ostatni z pożegnalnych występów we wrocławskim Centrum Sztuki Impart.

I tak, jak w zeszłym roku w Katowicach twórcy “Uwaga! Jedzie tramwaj” mogli w niektórych pozostawić poczucie pewnego niedosytu, tak tutaj nie było o tym mowy. A Na początek kilka słów o samej miejscówce. Nie jestem w stanie wskazać teraz (ani nie byłem w stanie tego zrobić przed koncertem) lepszego miejsca na tak kameralny i elegancki występ niż sala teatralna w Imparcie. Pomijam już intymny klimat teatru, jakiego nie jest w stanie zapewnić żadna inna przestrzeń koncertowa, a o czym przekonać mogłem się najpełniej w zeszłym roku na koncercie The National w chorzowskim Teatrze Rozrywki. Największym plusem wybranego miejsca było zdecydowanie doskonałe nagłośnienie zespołu. Gdy tylko usłyszałem pierwsze dźwięki otwierającego krążek “Zniszczyłaś to czy zniszczyłem to ja” wiedziałem już, że pod tym względem usatysfakcjonowani będą nawet najwięksi ortodoksi. Każde uderzenie w talerz, każdy dźwięk gitary, każda sylaba deklamowana przez Rojasa były doskonale słyszalne, a to jak wiemy, nie zdarza się zbyt często.

Wiadomo, brzmienie w dużym stopniu pomaga, jednak jest ono zawsze tylko czynnikiem poprawiającym odbiór koncertu. Jest też kilka innych, nie mniej ważnych rzeczy, m.in. kontakt z publicznością czy chociażby (co tutaj było najważniejsze) umiejętność wzbudzenia w słuchaczach odpowiednich emocji. O tym pierwszym raczej ciężko rozmawiać w odniesieniu do “smutnego typa” (bardzo trafne określenie, nie bijcie) Rojka, który po każdym utworze powtarzał tylko “Dzięki”, ale chyba nikt nie przyszedł do Impartu z założeniem, że lider Myslovitz będzie serwował coraz bardziej chwytliwe przerywniki. Mówiąc natomiast o drugim czynniku, MUSZĘ przyznać, że mało było koncertów, które wzbudziłyby we mnie tak duże emocje. Na tytułowym “Uwaga! Jedzie tramwaj” zgromadzona publiczność przebywała w siedmiominutowej, zbiorowej hipnozie, jednak apogeum (po raz drugi) zespół osiągnął na “Trujących kwiatach” – utworze, który na żywo śmiało, będąc w pełni świadomym konsekwencji, określić mogę totalnym.

Kolejną sprawą jest setlista, czyli obiekt największych narzekań wszystkich OFFowiczów. Wtedy 10 utworów i niecała godzina koncertu nie przekonała zagorzałych fanów. Tutaj oprócz odegrania “Uwaga! Jedzie tramwaj” od początku do końca, zespół powrócił na dwa encory, w tym jeden podwójny, kończący się odegraniem utworu “Over the Ocean” pochodzącego z repertuaru zespołu Low (który de facto również gościł na OFFie, tyle, że rok później) w dwugłosie Rojka i Cieślaka. Wielki szacun!

Lenny Valentino pożegnali się z nami w wielkim stylu i parafrazując niejakiego Gombrowicza – to już koniec i bomba, a kto nie był, ten trąba!

Jacek Ziobroń




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.