27.06.2015 09:00

Autor: Sandra Kmieciak

Made in Polska w Wytwórni – fotorelacja

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | | |


Made in Polska w Wytwórni – fotorelacja
Łódź/22-25.06.2015

Gwiazdy polskiej sceny alternatywnej w służbie promocji ambitn(iejsz)ej muzyki.

Do łódzkiej Wytwórni zawitał cykl koncertów Made in Polska. Koncertów, podczas których publiczność może zapoznać się z najnowszymi trendami w muzyce alternatywnej, posłuchać wykonawców, którzy lokują swoją twórczość w opozycji do mainstreamu, nie są jednak tak gorliwymi ortodoksami, żeby nie pozwolić TVP nagrać swojego występu (tak, my też popieramy misję jaką ponoć ma TVP). Przede wszystkim jednak może muzykami, którzy po prostu tworzą rewelacyjną muzykę i wyróżniają się na tle dziesiątek podobnych zespołów

Poniedziałek, 22 czerwca. Curly Heads. Z koncertu najlepiej zapamiętałam Oskara Bałę, któremu przez cały wieczór szwankowała gitara i mój żołądek, który przez niemiłosiernie dudniący bas z pewnością był przekonany, że dzisiaj bawimy się na rollecoasterze. A także to, że był to koncert, który w ramach Made in Polska w Wytwórni zgromadził najliczniejszą publiczność. Poza tym było rockowo, wyskokowo, mocno. Oprócz kawałków z albumu “Ruby Dress Skinny Dog” mogliśmy usłyszeć “Elektrycznego”, singiel promujący ubiegłoroczne Męskie Granie, który należy raczej do solowego repertuaru Dawida Podsiadło niż Curly Heads. Ponieważ materiał był rejestrowany, a wiadomo, że w telewizorze wszystko musi grać i buczeć na 150%, mogliśmy też dwa razy wysłuchać utworu “Love Again”. Raz bez gitary Oskara, drugi raz już w pełnym brzmieniu. Znaczna część publiczności opuściła jednak koncert zanim kawałek dotarł do ostatniej nuty.

Wtorek, 23 czerwca. Iza Lach. Plus goście: The Airplane Boys i Łukasz Lach. To mógł być pozytywny, ciepły koncert pełen dobrej energii. Problem był tylko taki, że owa energia ginęła w jakiejś czarnej dziurze, która najwyraźniej powstała w okolicach sceny. Iza robiła co mogła, zagadywała publiczność, próbowała nakłonić ją do klaskania, śpiewania, nucenia ale trafiała na mur. Może jednak robiła to w nieodpowiedni sposób, bo gdy na scenę wpadli chłopcy z The Airplane Boys, publiczność nieco się ożywiła. Przynajmniej na chwilę. Później wróciła do stania i podpierania ścian.

Wtorek, 23 czerwca. Król. Może osoby, które znalazły się na koncercie Izy Lach, przyszły do Wytwórni głównie z myślą o Królu i już ćwiczyły stanie jak przysłowiowy słup soli? Niemniej “atmosfera była bardzo miła”. Nadal nie jestem przekonana, czy powtarzanie tego sformułowania przez Błażeja Króla kilkakrotnie w ciągu wieczoru, było beką czy nie. Koncert rozpoczął się od przearanżowanego kawałka “Bez korzeni”, otwierającego także nowy album muzyka. Jako otwieracz koncertowy sprawdził się jeszcze lepiej niż w przypadku płyty. Resztę koncertowego wieczoru wypełniły utwory zarówno z “Wija” jaki i “Nielota”. Mniej lub bardziej zmienione, układające się w perfekcyjną brzmieniową całość, dość oszczędną, z mocno wybijającą się na pierwszy plan elektryczną perkusją. Największą frajdę sprawiało mi jednak słuchanie niezwykłych tekstów Króla i docieranie do ich drugiego dna. Te same kawałki odtwarzane w domu, z płyty, gdy jedną ręką nakładam obiad, drugą trzymam telefon a myślami jestem jeszcze w pracy, brzmią diametralnie inaczej niż gdy mogłam całą swoją uwagę poświęcić muzyce. Króla trzeba słuchać tylko w takich warunkach.

Środa, 24 czerwca. Magnificent Muttley. Koncert zaczął się niemalże punktualnie, po raz pierwszy od trzech dni. Chłopcy zaczęli mocno, rockowo i trzymali poziom przez cały wieczór. Co prawda był to najsłabszy koncert pod względem frekwencji, ale jeden z najlepszych jeśli chodzi o atmosferę. Wystarczył jeden fan, który bawił się, tańczył i skakał, a wszyscy poczuli pewne rozluźnienie, zapomnieli o wszechobecnych kamerach i irytujących kamerzystach, którzy trzy razy na minutę zasłaniali scenę jazdą. Ktoś wreszcie przykręcił też potencjometr i wyregulował głośność do dającego się słuchać bez uszczerbku na zdrowiu poziomu.

Środa, 24 czerwca. Tides from Nebula. Co tu dużo pisać. Klasa. Rewelacyjny koncert. Post-rockowo, kosmicznie, bez zbędnego gadania. Zdecydowanie więcej światła na scenie niż zwykle, mogliśmy więc nie tylko posłuchać chłopaków ale i popatrzeć na nich bez psucia wzroku. A ponoć mieli nawet make-upy! Niestety nie dało się sprawdzić tego z bliska, publiczność została szczelnie oddzielona od sceny. Wymusiło to konieczność bawienia się na dystans, co wywoływało dość ambiwalentne odczucia. Nie można mieć wszystkiego.

Czwartek, 25 czerwca. Julia Marcell. Koncert zaczął się od kawałka “Superman”. Później były i potwory, i cinciny, i wilki, i świnie. Świetne wizualizacje doskonale zgrane z muzyką. Julia pełna energii, która udzielała się publiczności (która tym razem dopisała). Chwilami było mrocznie, chwilami kolorowo i radośnie. Najważniejsze, że brzmieniowo bez zastrzeżeń.

Czwartek, 25 czerwca. Organek. Mocne zakończenie cyklu Made in Polska A.D. 2015. Jeden z najpopularniejszych obecnie polskich wokalistów zgromadził przed sceną sporą publiczność, która – moim zdaniem – nie powinna wyjść z Wytwórni zawiedziona. Poza materiałem z debiutanckiego albumu Organka mogliśmy usłyszeć kawałek “Jestem niczyj” do słów wiersza Edwarda Stachury. Mocna rzecz. Podobnie jak grana na żywo “Ta nasza młodość”. Oczywiście najsilniejszą ekstazę wywołał “Głupi ja”, “Dziewczyna Śmierć” i “Kate Moss”. Siła, moc i dynamika w czystej postaci. Oby od równie mocnego akcentu rozpoczęła się następna edycja Made in Polska.

Sandra Kmieciak




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.