29.04.2016 08:20

Autor: Michał Stępniak

M83 – “Junk”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


M83 – “Junk”
Mute/2016

Cienie retromanii.

Projekt M83 posiadał do tej pory dwa oblicza. Z jednej strony Anthony Gonzalez proponował ambitne przeboje, które utorowały mu drogę ku popularności, a także “załatwiły” dodatkowe zera na koncie bankowym (m.in. z uwagi na fakt, iż “Midnight City” wykorzystano jako muzyczny podkład do kilku reklam). Z drugiej strony dużą część nagrań stanowiły piosenki w zupełnie nie radiowym tego słowa rozumieniu. Na najnowszym, siódmym albumie M83 korzysta z obydwu rozwiązań. Rezultatem jest płyta, do której najlepiej pasuje określenie “dziwna”. Mimo pewnych błysków i faktu, iż z czasem album nieco zyskuje, nie będzie wielką przesadą stwierdzenie, że mamy do czynienia z jedną ze słabszych pozycji w dyskografii, być może nawet fanaberią autora, chęcią wypróbowania czegoś nowego, w której niekoniecznie pamięta się o odbiorcy. Tak jakby jednym z podstawowych celów stała się ucieczka od mainstreamu, do którego po dobrze przyjętych ostatnich albumach Gonzalez zapukał.

Siódma płyta M83 to niejako kolejna z nostalgicznych wypraw Gonzaleza. Do tej pory czerpał on garściami z lat 80., synth-popu, shoegaze’u, ale na “Junk” idzie krok dalej, a może raczej wstecz. Artysta stwierdził, że podstawową inspiracją były melodie ze starych programów telewizyjnych. Dodatkowo da się tutaj usłyszeć zamiłowanie do kiczu, pastiszu, gitarowych solówek, funku, disco czy piosenek puszczanych w radiu “Złote Przeboje”. Nad całością unosi się duch nieoczywistych wyborów. Niby więc wszystko powinno współgrać i zapowiada ciekawe doznania, ale jednak się sprawdza. To czego zabrakło przede wszystkim to emocji.

Nie pomagają żadne oświadczenia i dorabianie ideologii przez Gonzaleza, w tym m.in. wspominanie o tym, że na tym albumie chciał się nieco wycofać, przede wszystkim wokalnie, bo na “Hurry Up, We’re Dreaming” było go za wiele. Duża część utworów jest najzwyczajniej przeciętna czy też niedopracowana, a momentami łatwo o ból uszu. Wyróżnia się nagrany z Susanne Sundfor “For the Kids”, który jednak zostaje zepsuty dodaniem monologu dziecka, a głośne wypowiedzenie “po co?” jest całkowicie na miejscu. Podobać się może “Road Single” czy “Do It, Try It”, pewną przebojowością charakteryzuje się “Laser Gun”, ale gdzież jednak tym utworom do “Kim & Jessie”. Odczuwalny staje się przerost formy nad treścią, nieumiejętne czerpanie z retro i w konsekwencji niestrawny chaos, który przy kilkakrotnym obcowaniu z albumem może skutkować chęcią jak najszybszego pozbycia się z głowy tych dźwięków.

Większość słuchaczy spodziewała się z pewnością czegoś zupełnie odmiennego. Artysta miał prawo pójść swoją drogą i zaskoczyć. To zaskoczenie niekoniecznie jest jednak pozytywne. Całościowo “Junk” się nie sprawdza – nie przykuwa uwagi, w kilku momentach wręcz męczy. Gdy słucha się pojedynczych utworów, odbiór może być nieco bardziej entuzjastyczny. Nie po to jednak wydaje się albumy, by cieszyły przez kilka minut.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (8 głosów, średnio: 4,50 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.