27.07.2014 08:06

Autor: Dorota Szubska

Low Roar – “0″

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Low Roar – “0″
Tonequake Records/2014

Islandzka magia.

8 lipca 2014 zapisał się w mej pamięci jako dzień niezwykle wyjątkowy, bowiem to właśnie wtedy w moje złaknione dobrej muzyki, melomańskie łapki trafił prawdziwy cud nad cudami. Mowa oczywiście o “0″ – drugim albumie amerykańsko-islandzkiego muzyka Ryana Karaziji, tworzącego pod pseudonimem Low Roar.

Moje oczekiwania wobec najnowszego wydawnictwa Karaziji były, delikatnie mówiąc, spore. Poprzedni album artysty – fenomenalny pod każdym względem  “Low Roar” -  wysoko ustawił poprzeczkę, czyniąc powtórzenie debiutanckiego sukcesu niemalże awykonalnym. A jednak. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu Karazija nie tylko owym wymaganiom sprostał (z nawiązką), lecz również podniósł poprzeczkę o kilka poziomów wyżej. Płyta “0″ okazała się niezbitym dowodem na to, że trzy lata (tyle czasu poświęcił Karazija na zebranie i nagranie nowego materiału) nie poszły na marne.

“0″ to album stosunkowo długi, zważywszy na powszechnie stosowane standardy, trwa bowiem ponad 68 minut. Jednakże wbrew pozorom żadna z 4080 sekund materiału nie wydaje się być zmarnowana. Muzyka zawarta na płycie sprawia wrażenie równie stonowanej i zachwycającej, co islandzki krajobraz – pozbawiona zbędnych ozdobników, zachwyca prostotą, surowością i tą bliżej niedookreśloną głębią.

Płytę otwiera zjawiskowy i melancholijny utwór “Breathe In”. W tym najdłuższym, gdyż trwającym ponad siedem i pół minuty kawałku, anielski głos Ryana w niezwykle ujmujący sposób przeplata się z dźwiękami gitary i subtelną elektroniką. Te trzy elementy stanowią nierozerwalny trzon twórczości Low Roar – to przeplatane zwielokrotnionym wokalem, to niekonwencjonalnymi dźwiękami czy też partiami smyczkowymi (na płycie gościnnie pojawia się grupa Amiina). Karazija w swoich kompozycjach stosuje również niestandardowe przejścia (“Easy Way Out”, “Phantoms”) akcentujące ważne momenty i dzielące utwory na części o różnym stopniu zintensyfikowania.

Na tle innych kompozycji zamieszczonych na “0″ zdecydowanie najlepiej wypada utwór “I’ll Keep Coming”. Charakterystyczne kliknięcia, nakładające się głosy o różnej mocy i głębokie basy budują mroczny, nieco industrialny nastrój kompozycji. Łącząc ciężkie dźwięki ze swoim delikatnym głosem Karazija stosuje swoistą grę sprzeczności. Wprowadza również do utworu element zaskoczenia w postaci nagłego przejścia objawiającego się pauzą, po której następuje wprowadzenie dodatkowych, wygłuszonych instrumentów i nieco folkowego klimatu (w utworze na skrzypcach zaprezentowała się islandzka artystka Maria Huld Markan Sigfusdottir, rola dodatkowego wokalu przypadła natomiast w udziale Sigurlaug Gísladóttir). Nie jest to jednak jedyny przykład zastosowania motywów kulturowych, bowiem w utworze “I’m Leaving” doszukać się można wpływów orientalnych. Na tle pozostałych kopozycji kawałek ten wypada stosunkowo słabo, jednakże nie wpływa ujemnie na odbiór całokształtu płyty.

Na albumie wyróżnić można również specjalną grupę utworów, których tytuły oraz klimat utrzymane są w wyjątkowo sennej atmosferze. W kontekście płyty “Low Roar” wyrażenia “senne” nie należy jednak postrzegać pejoratywnie, bowiem owym kompozycjom bliżej do marzenia sennego niż do monotonności. “Half Asleep” – druga pod względem długości kompozycja na “0″ – poszczycić się może wyjątkowo niepokojącym intro złożonym z pojedynczych, wydłużonych dźwięków, które sennie przeradzają się w bardziej rozbudowany wątek instrumentalno-wokalny. Drugi utwór z grupy, stylistyką zbliżony do debiutanckiej płyty artysty, uwodzi eterycznym głosem Karaziji, wyraźnie wybijającym się na tle pozostającej w cieniu linii melodycznej. Z kolei “In The Morning”, trwający nieznacznie ponad minutę utwór, to smutna ballada utrzymana w stylu Iron & Wine, idealnie pasująca nastrojem do porannej kawy na tarasie przy wschodzie słońca.

Innym wartym odnotowania utworem jest “Anything You Need”, stanowiący idealny przykład umiejętnego, wielowarstwowego nakładania dźwięków. Low Roar po mistrzowsku przeplata wokal, echa i metaliczne drony. Kompozycja z całą pewnością mogłaby znaleźć miejsce na soundtracku do przesyconego melancholią filmu.

Banalne słowa nie są w stanie w pełni oddać rewelacyjności płyty tak niebanalnej, jaką jest “0″ Low Roar. Istotę płyty najlepiej odzwierciedlać mogą słowa jednego z prekursorów minimalizmu w sztuce i wybitnego architekta Ludwiga Miesa van der Roge – “Less is more”. Ryan Karazija stanowi bowiem niezbity dowód na to, iż w zaciszu własnego domu i przy minimalnym nakładzie instrumentalnym można tworzyć wybitną, magiczną i unikalną muzykę.

Dorota Szubska


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (8 głosów, średnio: 7,75 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.