30.09.2016 08:46

Autor: Zuzanna

Local Natives – “Sunlit Youth”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Local Natives – “Sunlit Youth”
Loma Vista Records/2016

Od nadmiaru głowa boli.

Local Natives po raz kolejny zabiera nas na hipsterskie wczasy. To specjaliści od brzmienia, które kojarzy się z nostalgią, późnym latem, zachodem słońca na plażach w Palm Springs. Zespół po trzech latach od wydania świetnej i dojrzałej płyty “Hummingbird” powraca w bardziej przebojowym wydaniu. “Sunlit Youth” to płyta o dojrzewaniu, zmianach i odkrywaniu nowych (także muzycznych) terytoriów.

Coś co zawsze podbijało moje serce w piosenkach Local Natives to subtelność i bezpretensjonalność, melodyjność, bębny w klimacie afro popu i harmonia, jaką tworzą wokale Taylora Rice’a i Kelceya Ayera. To sprawia, że nie potrzeba żadnych efektów specjalnych, by ich występy zachwycały. Największe wrażenie robią na mnie akustyczne sesje w rodzaju Cardinal Session czy wykonanie “Who Knows Who Cares” w paryskim pasażu w obiektywie ekipy La Blogoteque.

Na nowej płycie ich klasyczne wydanie zyskało  neonowe opakowanie oprószone brokatem. Muzycy sięgnęli bowiem po oldschoolowe środki wyrazu., zabawę kiczem lat 80. (notabene widać po okładce, która urodą nie powala) i zstąpili do uniwersum synth popu. Syntezatory grają na “Sunlit Youth” pierwsze skrzypce.

Na początku elektroniczne smaczki działają bardzo orzeźwiająco i sprawiają, że Local Natives jawią się jako bardzo przebojowe chłopaki. Otwierający album “Villany” przenosi na dyskotekę sprzed prawie dwóch dekad i jest pewną deklaracją (I want to start again), że nowy materiał to zupełnie inna historia niż “Gorilla Manor” i “Hummingbird”. Pierwszy singiel, czyli “Past Lives” to świetne połączenie melancholijnego wokalu Rice’a i chórków  z rockowym brzmieniem i linią syntezatorów. Równie dobre i chwytliwe jest “Dark Days” (poniżej wersja zarejestrowana dla Cardinal Sessions), które wzbogaca gościnny wokal Niny Persson z The Cardigans. Niestety klimat psuje “Fountain of Youth”, który brzmi jakby miał być przepisem na wzniosły hymn młodości. I dalej jest  gorzej, bo brniemy w odmęty patetyzmu i nadmiaru. Bo o ile każdy ze składników tej muzycznej mikstury – energetyczne bębny i pulsujący bas, akcenty (nazwałabym roboczo tropical beat), chórki i syntezatory – brzmią super, o tyle wszystkie razem może przyprawić o niestrawność i znużenie. Złapać oddech pozwalają ballady – “Ellie Alice” i “Sea of Years”. Jednak choć urokliwe, raczej nie zapadają w pamięć. Czarną listę kończy “Everything All At Once” (który non omen podsumowuje patent na płytę). A że brzmi jak subtelna wariacja w kierunku “Bohemian Rhapsody” (a nie lubię patetycznego pianina od Queen), wcale nie jest mi lepiej.

Delikatne urozmaicenie klasycznego brzmienia (“Past Lives”, “Dark Days”, “Masters”) wypada świetnie, ale niektóre utwory psuje nadmiar efektów. Miałam często wrażenie, że muzycy na siłę chcieli stworzyć przeboje, które swoją energią porwą stadiony. A jednak coś tu nie gra, niby dużo się dzieje, ale jakoś nie porywa. “Sunlit Youth” to przebojowy  melodyjny indie pop. Na pewno swoim letnim brzmieniem, delikatnie podszytym melancholią osłodzi jesienne wieczory. Nie jest to jednak płyta idealna. Podoba mi się kierunek, który obrali Local Natives, ich chórki wciąż wzruszają, ale niech nie przesadzają z syntezatorami w tropikalnym wydaniu. Oby jak najdalej od klimatów a la Brygada Acapulco.

Zuza Zaręba


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (7 głosów, średnio: 8,86 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.