08.03.2013 08:22

Autor: Kasia Matuszyńska

Little White Lies – “Devils In Disguise”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Little White Lies – “Devils In Disguise”
FYH!Records/2012

Niezwykle skuteczna pigułka poweru.

“Devils In Disguise” to płyta, wokół której w dalszym ciągu utrzymuje się szum medialny, choć od wydania minęło już kilka miesięcy. Dzieje się tak między innymi za sprawą zwycięstwa w plebiscycie zorganizowanym przez Co Jest Grane! na najlepszy łódzki album, w którym zgarnęli główną nagrodę.

Little White Lies jest duetem, który powstał w 2011 roku i tylko rok zajęło mu zebranie materiału na debiutancki krążek. Dwójka muzyków – Kasia Bartczak i Zbyszek Krenc – robią tyle hałasu i zamieszania, co pełnowymiarowy zespół. Skutecznie uwodzą i niosą ze sobą potężną dawkę pozytywnej energii.

Jako pierwsza moją uwagę przykuła okładka, która osadzona jest w minimalistycznej i czarno-białej stylistyce. Po przesłuchaniu zawartości płyty stwierdzam, że idealnie odwzorowywuje to, co znajduje się w jej wnętrzu, bo niewymuszona prostota jest jej kwintesencją. Pewna statyczność jawi się jednak tylko w obrazie. Otwierający album dźwięk uruchamianego samochodu w utworze “Don’t Breathe Until I Tell U To” zwiastuje, że wyruszamy w niesamowitą podróż. Po kilkunastu minutach przekonujemy się, że jest to jazda ostra i bez trzymanki. Pędzimy bez wytchnienia i z ogromną fascynacją wypatrujemy tego, co czai się za najbliższym zakrętem. Właśnie taki – pełen energii i żywiołowości – jest album Little White Lies, z pewnością jeden z najlepszych debiutów minionego roku.

Duet postawił na oszczędną formę i realizuje się w niej znakomicie. Gitara, automat perkusyjny i dwa wokale w zupełności wystarczyły do zbudowania nienagannej warstwy muzycznej, która wypełniona jest wszelkimi odcieniami dźwięków. Obok ociekających erotyzmem, kipiących emocjami i przybranych mrokiem kompozycji (“Substitute For Love” czy “Save Me”) zestawione zostały utwory, w których słychać większy luz (“Three Days”, “Sunflowers”). W tych pierwszych na uwagę zasługuje także pourywany i momentami wykrzyczany wokal Kasi, który potęguje wymowę piosenek i niesie ze sobą pierwiastek ekstrawagancji. Z drugiej strony, w tych nieco bardziej stonowanych kompozycjach (szczególnie “Farewell”), uwydatnione zostało brzmienie gitary, po którym płynie, tym razem subtelny, otulony kobiecością głos wokalistki. Nie trąci to bynajmniej niepożądanym eklektyzmem, gdyż wszystko otrzymało wspólny mianownik. Tym, co niezwykle przypadło mi do gustu, jest uwzględnienie w całym tym zamieszaniu męskiego głosu. Wokal Krenca przyjemnie wkomponowuje się w całość i dodaje charakteru muzyce zespołu.

Little White Lies wydali dobrą płytę. Nieszablonową i posiadającą to “coś”. W dużej mierze zawdzięczane jest to osobie Kasi Bartczak, od której bije potężna charyzma i indywidualność.

Kasia Matuszyńska


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (8 głosów, średnio: 7,63 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.