16.02.2012 07:10

Autor: Tomek Milewski

Lindström – “Six Cups of Rebel”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Lindström – “Six Cups of Rebel”
Smalltown Supersound/2012

Odyseja, może nie kosmiczna, ale okołoziemska już jak najbardziej, 2012.

Muzyka taneczna od dawien dawna przepychana jest między falami mody, oscylującymi zazwyczaj między dwoma głównymi ośrodkami. Brytyjskim drum ‘n’ bassem i niemieckim techno. Zdala od tego całego przepychu i zgiełku, gdzieś w zaśnieżonej Skandynawii, rozwijał się nurt inny niż wszystkie. Space-disco to dziś fakt, a jednym z jego przedstawicieli jest bez wątpienia Hans-Peter Lindström. Właśnie nagrał nowy album i zabiera nas w odyseję kosmiczną 2012. Podróżować będziemy promem kosmicznym nazywającym się “Six Cups of Rebel”, a za paliwo posłuży nam szalona mieszanka house’u, funku i jazzu. Mieszanka wybuchowa.

Właściwie to trzeba powiedzieć już na wstępie, że forma space-disco, która definiowała styl Lindstroma, na najnowszym albumie sprowadza się do pewnego rodzaju tła. Nie ma już tej żywej interakcji. Ten kosmos, jak na prom kosmiczny przystało, oglądamy już tylko przez szybkę. Fani mogą być trochę rozczarowani, jednak muzyka sama w sobie na jakości w żadnym wypadku nie traci.

Wszystko zaczyna się w bardzo stonowany i podniosły sposób na “No Release”. Wprowadzeni zostajemy swoistym pięciominutowym intro z zapętlonego syntezatora imitującego katedralne organy. Czuć chłodną przestrzeń, która za chwilę zostanie spotęgowana przez narastającą “futurystykę lat 80.”. Następnie, dosłownie uderzy nas “De Javu”, które swoim basem bez problemu podyktuje nam rytm bicia naszego serca (jest to jeden z tych utworów, których narawdę nie można słuchać na sprzęcie bez porządnego “dołu”). Podczas gdy w utworze pojawiają się pierwsze wokalizy, uświadamiamy sobie, że kosmosem bliżej jej do futurystycznej mody funkujących lat 70. Nim się zorientujemy, siedemiominutowy utwór gładko przechodzi w następny “Magik”, który dosłownie zapyta nas: “What kind of magic do you do?”, zauroczy podszytymi jazzem klawiszami i zakończy wszystko, wyjętym nieomalże z kreskówki “themem”.
“Call Me Anytime” frapuje w pierwszych minutach dźwiękami free jazzu rodem z twórczości Franka Zappy, a zamykające album “Hina” to już ukłon w stronę M83. Ktoś mógłby powiedzieć, że tych inspiracji i stylistycznych wyskoków jest za dużo i artysta czegoś poszukuje… Ale odpowiedź jest chyba prostsza: Hans-Peter Lindström po prostu bawił się tą płytą ile wlezie i my też powinniśmy!

“Six Cups Of Rebel” to niespełna godzina świetnej muzyki, która nawet jeśli jakimś cudem nie zmusi nas do tańczenia, to na pewno dostarczy pozytywnego kopa energetycznego.

Tomek Milewski



Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (2 głosów, średnio: 6,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.