05.09.2012 07:14

Autor: Katarzyna Borowiec

Liars – “WIXIW”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Liars – “WIXIW”
Mute/2012

Metamorfoza numer sześć.

Już w tytule swojego debiutanckiego albumu (“They Threw Us All In a Trench and Put the Monument on Top”, 2002) Liars zapowiedzieli, że nie dadzą się łatwo zaszufladkować. Na początek dostali łatkę “dance punk”, ale szybko zniechęcili odbiorców eksperymentami na czarownicach (“They Were Wrong, So We Drowned”, 2004). Wkrótce lider, Angus Andrew, oświadczył, że właściwie w każdej chwili mogą się przerzucić nawet na j-pop. Jak na razie do tego nie doszło, ale po ostatniej płycie, “Sisterwold”(2010), Australijczyka zaczęły irytować porównania do bluesa. I tak Liars postanowili spróbować swoich sił w elektronice.

Okoliczności sprzyjały takim zmianom – od drugiego albumu trio współpracuje z wytwórnią Mute, która zasłynęła między innymi dzięki promowaniu Depeche Mode, Yazoo i Goldfrapp. Jej szef, Daniel Miller, został producentem “WIXIW” i służył zespołowi jako doradca. Liars cały czas obawiali się bowiem, że wykorzystają jakiś dźwięk całkowicie nie na czasie w środowisku elektronicznym, źle kojarzące się bębny albo skompromitowane syntezatory. Jedną z pierwszych piosenek, jaką nagrali, była “Flood to Flood”; ponoć Miller uważa ją za nie dość przejrzystą. Najwyraźniej to on odpowiada za wygładzone brzmienie ich nowego albumu.

Muzyka Liarsów, choć zdarzało im się czasem lądować obok Becka (“Houseclouds”), zawsze charakteryzowała się brudem i chaosem. Na nowej płycie nie ma charakterystycznego gitarowego hałasu, a Angus nie krzyczy. Również w tekstach pojawiły się zmiany. Do tej pory albumy zespołu były przede wszystkim konceptualne (pomijając radosny eklektyzm płyty “Liars”). Przy okazji “WIXIW” muzycy postanowili nagrać coś bardziej osobistego, intymnego, co każdy słuchacz będzie mógł odnieść do siebie i zinterpretować inaczej. Nie obyło się bez ulubionego tematu zespołu, czyli zmagań twórczych. Niepewność, jaka towarzyszyła posługiwaniu się sprzętem elektronicznym, jest wyrażona już w tytule pierwszego nagrania (“The Exact Color of a Doubt”). Do procesu kreowania odnosi się bezpośrednio również “His and Mine Sensations”, w którym Angus śpiewa o Aaronie Hemphillu, wymieniając go nawet z imienia. Oprócz niego niewiele jest na tej płycie zdefiniowanych podmiotów, choć relacja ja/ty zdaje się być zdecydowanie wiodąca. Tematem przewodnim jest rozdarcie, najlepiej słyszalne w utworze tytułowym – adekwatny cytat jest ulubionym fragmentem recenzentów, więc go sobie darujemy. Na uwagę zasługuje za to inny: you’re no better than you were when your heart fell apart and it’s broken, still broken – łatwo zmienić tego typu wyznania w tani sentymentalizm, ale to Liarsom nie grozi. Andrew dba o to, żeby każdy tekst brzmiał niebanalnie, miarowo skandując, mamrocząc czy niemal melorecytując. Momentami przypomina kolegę z brytyjskiego zespołu, również lubiącego eksperymenty i flirtującego z elektroniką na najnowszej płycie: w cytowanym “A Ring on Every Finger” najwyraźniej choruje na myksomatozę (I? don’t? know? why? I? feel… so?).

“WIXIW” to próba dopasowania niepokornego ducha Liars do gładkich elektronicznych brzmień. Choć momentami robi się przyjemnie a la Portishead (“No. 1 Against the Rush”) to jednak dominuje ponury, niepokojący nastrój, tak charakterystyczny dla tria. Grupa poradziła sobie ze zmianą instrumentarium bardzo sprawnie, szczególnie efektownie posługując się samplami. Czy to wokalnymi (jak stwierdził Angus: możesz po prostu zrobić BLEAAH i użyć tego jak instrumentu), czy wyodrębnionymi z nagrań terenowych. Dużo jest tutaj niepozornych, dyskretnych dźwięków do wyłowienia przy pomocy słuchawek. Jak przystało na Liarsów, płyta jest zróżnicowana – znajdzie się coś i do tańca (“Brats” rusza nogi równie nieustępliwie jak “Visit from Drum”) i do kontemplacji (na przykład wypełnione krakaniem “III Valley Prodigies”). Jednocześnie zachowuje urzekającą spójność (pokrewieństwo “No. 1 Against the Rush” i “Who Is the Hunter”, spokojne otwarcie i zamknięcie). Kłamcy poradzili sobie całkiem sprawnie i chociaż u wielu wciąż mogą budzić zbyt wiele skojarzeń, pozostali sobą.

Katarzyna Borowiec


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 7,25 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.