03.09.2012 09:00

Autor: Mateusz Cudo

Les Yeux Sans Visage – “Tomorrow Is A Million Years”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Les Yeux Sans Visage – “Tomorrow Is A Million Years”
Little Jig/2012

To dzieło jakich próżno dziś szukać.

Szwajcarzy w sobie tylko znany sposób oswoili post-punkowy melodramatyzm z pobudzającą do głębszej refleksji, przemyślaną warstwą liryczną utworów. Brak tu nowatorstwa, jest za to talent do pisania poruszających utworów. O podobnym ładunku emocjonalnym jak na debiucie Interpolu, który niedawno święcił swoje dziesięciolecie.

Wiele zespołów próbowało i nieudolnie próbuje do dziś stworzyć własną niszę po spuściźnie lat 80. z Joy Division na czele. Niestety na deklaracjach i kilku singlach zwykle ich zapał twórczy się kończy. A reszta staję się echem epigonów współczesnych spadkobierców – Interpolu czy Editors. Utwory brzmią jak odrzuty z ich sesji, a biorąc pod uwagę jak wiele krytyki te dwie wspomniane grupy przysporzyły im ich wczesne albumy, trudno nawet oczekiwać pochwał dla czekających w kolejce następców. Takie klony są z góry skazane na niebyt, choć jakąś grupę, delikatnie nazywając, “młodszych fanów”, na jakiś czas zadowolą. I będą gotyckie atrybuty na koncertach, wzdychania fanek pseudo-zimnego grania pod adresem frontmanów i wyprzedane koncerty. I nie tylko chodzi tu o Placebo, White Lies czy The Horrors, które studyjnie prezentują się nie najgorzej. Ale gdy przyjdzie do konfrontacji na żywo, dosłownie leżą muzycznie.

Zastanawiające jest jak niewiele trzeba, by zaprezentować dobry poziom oddając to, co najważniejsze w tego typu muzyce – poruszającą atmosferę pełną przeszywających melodii i gitarowego polotu. To właśnie opanowali niemalże do perfekcji debiutujący w tym roku muzycy z Luzerny – Les Yeux Sans Visage. Od dobrych kilku lat istnieli na niemieckojęzycznej scenie, wydając na winylach wyprzedane single i EP-ki, zachwycając wymagających słuchaczy na koncertach. Postawili na twórczość w języku angielskim, mimo że nie jest wiodącym narzeczem w swych okolicach. Wypada mieć nadzieję, że w przyszłości zostaną również przez to nagrodzeni, jeśli dostaną szansę wypłynięcia na szersze wody.

Mają wszystko ku temu – począwszy od interesującej barwy wokali po nostalgiczne ściany gitar, którymi nie powstydziliby się muzycy z Explosions In the Sky czy wspomnianego Interpolu. Frontman LYSV niejednokrotnie – jak na “Ghost In Shell” i “Acquainted With the Night” – oddaje swym głosem tęsknotę, ulotność uczuć, by gdzie indziej (“Nebula” czy “Rift”) być niewzruszonym, pełnym chłodnej obojętności. Na początku waha się w sobie Will I find the right words when my mother’s dying? by jednak pod koniec stwierdzić że Love forever ends. Na utworze “Rift” wypowiada stwierdzenia jak I know you’ve lost but your future is my past, które oddają potęgowane przez nostalgię gitar uczucia. Największy dekadentyzm wyczuwa się z kolei na utworze “Neon Lies”, gdzie mantrycznie powtarzane jest słowo The End przy 6 minutowym akompaniamencie przeszywających gitar. Oprócz dość melancholijnych utworów, na albumie “Tomorrow Is A Milion Years” spotkać można również elegancko skrojone, tzw. “arena-sized” rockowe hymny. “Garden of Time” czy “Oblivion” zbliżają zespół do najlepszych kompozycji takich grup jak The Boxer Rebellion czy Chapel Club. Kończą się i zaczynają kaskadami sekcji rytmicznych i mocnego gitarowego tąpnięcia które do końca nie traci na swej sile. Jednak to właśnie ostatni utwór płyty – “Heart” wydaje się być najbardziej wyjątkowym ze wszystkich. Za sprawą ściany gitar i narastających brzmień basu oraz perkusji urasta nieomal do orkiestrowych wymiarów nieobcych niejednej filharmonii. Aż żal, że nie ma tu instrumentów smyczkowych, które dodałyby jeszcze większej wzniosłości temu wyjątkowemu utworowi. Zwłaszcza w kontekście słów Don’t worry your heart still beats, no one makes it beat but you.

Debiutancki LP grupy Les Yeux Sans Visage to dzieło jakich próżno dziś szukać. Taka twórczość nie jest tak łatwo dostrzeżona przez skupione na wyspach media i opiniotwórczą amerykańską prasę nie tylko z racji swej niezależności i wartościom jakim hołduje. Kto jednak natrafi na album “Tomorrow Is A Milion Years” zostanie wynagrodzony poruszającą sztuką. Pełną melodii i skromnych, ale urastających do epickich wymiarów kompozycji. Szwajcarzy zbudowali własną muzyczną kryjówkę, z której przez całe 40 minut nie chcą wyjść, zapraszając do środka. Odmówić może im tylko ten, kto woli post-punkowe echa w stylu współczesnych klonów Joy Division…

Mateusz Cudo


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (9 głosów, średnio: 8,33 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.