04.10.2011 09:08

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Le Kid – “Oh Alright”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Le Kid – “Oh Alright”
Roxy Recordings / 2011

Dostawa wybornych szwedzkich cukierków.

Słodziutka muzyka, ambitniejsza wersja popu. Przy kilku kawałkach pojawia się w głowie pytanie – czy właśnie tak brzmiałaby dzisiaj ABBA? Z legendą muzyki rozrywkowej łączy ich początkowy brak sukcesów na arenie ojczyźnianej. Podobnie jak ABBA startowali w wielkich eliminacjach do Eurowizji, zwanych Melodifestivalen. Polegli jednak, co nie jest żadną ujmą, wszak zwycięzca Eric Saade zajął później w międzynarodowym finale trzecie miejsce. Groźnych konkurentów było zresztą więcej. Le Kid zgłosiło do konkursu piosenkę “Oh My God”, która wyróżnia się mocno akcentowanym rytmem, ale stanowczo można stwierdzić: na albumie znajduje się kilka lepszych propozycji.

Wieńczącym całość kawałkiem jest znany cover, sięgnięcie po utwór The Killers “Mr. Brightside” wskazuje na szerokie horyzonty grupy. Nie zamykają się w mdłej estetyce dzięki czemu udaje im się uniknąć tego, co spotyka większość wylansowanych masowo zespołów. Otóż krążek “Oh Alright” to nie dwa, trzy hity i multum wypełniaczy. Trudno, by cały materiał składał się z przebojów, lecz sukcesem jest, że można te piosenki od siebie odróżnić. W debacie nad piractwem łatwo znaleźć głosy zwolenników krzyczących, iż nie warto kupować albumu dla dwóch utworów. Dobrą odpowiedzią na argument było pojawienie się serwisów typu iTunes. Debiutancka płyta Szwedów jednak stanowi doskonały przykład, że można jeszcze tworzyć krążki z więcej niż dwoma dobrymi kompozycjami i nie trzeba zmuszać zespołów do rezygnacji z tworzenia longplayów.

Otwierające “We Are the Drums” urzeka umiejętnością połączenia popowej estetyki z elektroniką, dorzucając do układanki gitarę elektryczną. Refrenowe na-na-na-na-na cudownie współgra z motywami instrumentalnymi, a dość oryginalny bridge przenosi słuchacza na wyższy stopień słuchowej ekstazy. “Mercy Mercy” przypomina amerykańskie szlagiery z lat 60. i 70. XX wieku, skojarzenie z tym kierunkiem geograficznym nie jest odosobnione bo kolejna piosenka nosi wymowny tytuł “America”. Pełna intensywnych emocji i przebojowych struktur muzycznych – jeszcze jeden highlight krążka.

Odwołania do starszych form muzyki rozrywkowej są zauważalne także w kabaretowym “Kiss Me”. Wbrew pozorom nie stronią od nowszych kanonów.  Odrobinka electro-popu (“Bigge Than Jesus”, “Telephone”) miesza się z bardziej rockowym wcieleniem. Oczywiście zanim zrobi się zbyt ostro następuje wygładzenie. Interpretacja utworu “Mr. Brightside” nie każe nam zbierać szczęki z podłogi, aczkolwiek ma kilka elementów mogących wzbudzać sympatię.

Profesjonalne, zadbane, ale niewymęczone brzmienie nie jest przypadkiem. Niektórzy członkowie zespołu maczali palce w sukcesie Alcazar (w Polsce znane przede wszystkim dzięki “Crying at the Discoteque“) produkcyjne doświadczenie procentuje. Do tego dwie niezłe wokalistki i wychodzi naprawdę interesujący kolektyw. Wiadomo, częste słuchanie grozi przesłodzeniem, ale pop na równym poziomie niewątpliwie zasługuje na uwagę; to przecież rzadki fenomen.

Łukasz Stasiełowicz


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 7,25 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.