20.03.2013 08:48

Autor: Tomek Milewski

Łabędzie wróciły do Polski na dwa koncerty

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


Łabędzie wróciły do Polski na dwa koncerty
Warszawa/16.03.2013

Zapachniało koncertową wiosną, a Warszawa zbiera się z kolan po koncercie w Stodole.

Muzyka zespołu Swans wymyka się spod ustalonych kategoryzacji. Nie ma w niej miejsca na schematy. Brak też łatwych ścieżek, jeśli chodzi o przekaz. Dlatego też koncerty grupy Michaela Giry ciężko opisać słowami. Jest to po prostu przeżycie, którego trzeba doświadczyć na własnej skórze, a tę niewątpliwą przyjemność mieli wszyscy, którzy przybyli na ten ponad dwóipółgodzinny koncert do Stodoły.

Jeszcze przed rozpoczęciem koncertu, przechodząc obok klubu, przestrzeń w promieniu kilkuset metrów przepełniał pomruk i niepokojąca aura. Magia? Też, ale przede wszystkim próba Łabędzi. Nie od parady grupa nazywana jest jedną z najgłośniejszych, a stopery powinny być dodawane do biletu jako gratis. Choć o takich szczegółach każdy szanujący się fan doskonale wie. Bardzo dobrą anegdotką obrazującą to, co dzieje się na koncertach Swans jest pytanie skierowane do publiki występu w Krakowie (odbył się dzień wcześniej, tutaj relacja): na pytanie jak było odpowiadali – jedziemy jutro do Warszawy!

O supporcie, w postaci jednoosobowej reprezentacji Xiu Xiu, można z pewnością powiedzieć, że był klimatyczny, ale definitywnie utonął on w kakofonii i mocy gwiazdy wieczoru. Melancholijny wokal plus gitara akustyczna.

Zespół ustawił na scenie ścianę własnych wzmacniaczy dając do zrozumienia, że nagłośnienie Stodoły to stanowczo za mało jak na potrzeby Swans. Set składał się głównie z kompozycji znajdujących się na ostatnich dwóch albumach, ale i tak w przypadku występów na żywo nic nie brzmi tak samo jak na płytach. Sam wstęp koncertowy był swoistym prężeniem muskułów. Ostrzeżeniem dla ludzi pod sceną, że jeńcy nie będą brani i stojąc tu gdzie stoją muszą liczyć się z potężnym walcem, który stratuje ich bez najmniejszego problemu. Muzycy na scenie zrobili tak wielki, kontrolowany jedynie kompozycyjnie hałas, że posady klubu dosłownie zadrżały. Te “subtelne” wibracje doskonale wpasowywały się w natchnioną aurę występu. Bo sam dźwięk to za mało. Koncert Łabędzi to przeżycie nieomalże duchowe. Nieomalże można nawet wykreślić. Michael Gira co chwilę wprowadzał się w stan transu, który udzielał się wszystkim. Widać było doskonale, kto gra tu główną rolę, ale także reżyseruje i dyryguje przedstawieniem. Pozostali muzycy wpatrywali się w lidera oczekując znaków, które nadchodziły czasami nieoczekiwanie. Sekcja rytmiczna nadawała dobitny rytm dla ściany dźwięku trzech gitar (a nawet czterech, gdyż Christoph Hahn miał do dyspozycji dwie gitary hawajskie), a wszystko przybierało postać swoistej mantry. Akordy były potęgowane w niekończące się sekwencje trwające czasami po kilkanaście minut. Pot lał się po muzykach strumieniami, a to że w tym wieku Gira (59 lat) potrafił grać prawie trzy godziny z takim natężeniem, uważam osobiście za niewyobrażalne. Jednak poczucie humoru nie opuszczało go do końca, a rzucone ze sceny “Jesteście tak piękni, że najchętniej obciął bym wam głowy i zabrał ze sobą do domu” było jak perełka interakcji z publiką.

Jako że byłem obecny również na bardzo dobrym koncercie plenerowym w ramach OFF Festivalu, nachodzi mnie pewna refleksja. Paradoksalnie, Swans do spotęgowania klimatu swojej muzyki, potrzebuje klaustrofobii dla swojego monstrualnego brzmienia. Tym, którzy na koncertach w Warszawie i w Krakowie nie byli, mogę życzyć jedynie tego, aby zespół szybko wrócił do naszego kraju. Bo to trzeba przeżyć na własnej skórze!

Tomek Milewski




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.