13.08.2014 15:16

Autor: Michał Stępniak

La Roux – “Trouble In Paradise”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


La Roux - “Trouble In Paradise”
Polydor/2014

Ucieczka w tropiki.

W 2009 roku La Roux nie było pseudonimem artystycznym Elly Jackson, ale nazwą duetu, który tworzyła wspólnie z Benem Langmaidem. Debiutancki album był jednym z wydarzeń roku i jedną z płyt, które wywoływały mocniejsze bicie serca czy żywsze podrygiwanie kończynami, a dodatkowo zdaniem wielu krytyków krążek stanowił zapowiedź jeszcze ciekawszego obrotu zdarzeń. Muzykę pop bowiem miało czekać zupełnie nowe rozdanie, a La Roux, obok Little Boots i Florence And the Machine, mieli zawojować coraz bardziej cukierkowy świat popu. Nic z tego raczej nie wyszło, ale należy zauważyć, iż w tym krajobrazie La Roux stanowili dość ciekawy fenomen – Elly daleko z pewnością było do obowiązujących w popkulturze kanonów piękna, Ben nie udzielał się w ogóle w mediach, a głos wokalistki wkraczał momentami w rejony, gdzie zakrycie uszu nie było złym pomysłem (zwłaszcza na koncertach).  Nie przeszkadzało to w odbyciu maratonu po festiwalach, odebraniu dwóch statuetek Grammy, umieszczeniu kilku singli na szczytach list przebojów czy sprzedaży albumu w liczbie dwóch milionów egzemplarzy. Dalszy rozwój wypadków nie był jednak taki, jakiego można się było spodziewać. Zespołowi z trudem przychodziło przygotowywanie nowych utworów, potem Elly dopadła choroba, która nie pozwalała w pełni wykorzystywać możliwości wokalnych, a wskutek licznych nieporozumień (nie tylko na polu muzycznym) Langmeid odszedł z La Roux, pozostawiając wokalistkę samą sobie. Z tego typu sytuacją potrafiła ona sobie jednak poradzić. “Trouble In Paradise” to drugi rozdział muzycznej kariery Elly Jackson. Być może nieco spóźniony, niewątpliwie z mniejszym komercyjnym potencjałem, trochę pozbawiony charakterystycznej i urokliwej drapieżności, ale raczej nie będzie przesadą stwierdzenie, iż przejść obojętnie obok tej płyty to spory błąd.

W miejsce Langmeida udało się Elly Jackson zgromadzić na “Trouble In Paradise” grupę uznanych współpracowników, przede wszystkim Iana Sherwina, ale i Jeffa Bhaskera (współpracował m.in. z Taylor Swift, Kanye Westem) czy Ala Shuxa (Lana Del Rey). La Roux na albumie udowodnia, że czasami lepiej nie szarżować. Płyta zawiera zaledwie dziewięć utworów, ale potencjał singlowy zawarty jest w zdecydowanej ich większości. Wprawdzie nie ma tutaj przebojów na miarę “Bulletproof” lub “In For The Kill”, czyli piosenek, które z powodzeniem radziły sobie na dyskotekach czy w komercyjnych stacjach radiowych. Natomiast takie utwory jak “Sexotheque” i “Silent Partner” z pewnością sprawdzą się w wielu okolicznościach, przede wszystkim tam, gdzie potrzeba podkładu do wygibasów dla odbiorców ceniących bardziej piosenki niż brzmienie stricte klubowe. Częściej usłyszymy więc tutaj żywe instrumenty niż dźwięki produkowane przez komputer. Stylistycznie to nieco bardziej profesjonalna i zróżnicowana robota niż pięć lat temu. La Roux wprawdzie nie pożegnała się z synthpopem, ale w przeszłość zerka w zdecydowanie szerszy sposób, inspiracji szukając również w wielu innych miejscach. Obok dźwięków przywołujących na myśl Human League i Duran Duran słychać także nieco bardziej funkowe oblicze, a i niekiedy do naszych uszu dopłynąć może nawet reggae. Jest wciągająco (“Silent Partner”), plażowo (“Tropical Chancer”), ale i melancholijnie (“Paradise Is You”). Czasami zapożyczenia stają się jak najbardziej oczywiste, np. w “Uptight Downtown” wykorzystano motyw gitarowy z “Let’s Dance” Davida Bowie, a i z pewnością produkcje Nile’a Rodgersa odcisnęły spore piętno na tym albumie.

Może nie jest to powrót, po którym można by padać przed La Roux na kolana. “Trouble In Paradise” nie jest tak porywającym albumem jak debiut. Nie narobi również z pewnością takiego zamieszania, ale po kilku przesłuchaniach jakby bardziej treściwy, dojrzały, emocjonalny, a i zdecydowanie spójniejszy się wydaje. Mimo wszystko, chciałoby się nieco więcej radości otrzymać od La Roux. Pięć lat to szmat czasu w muzyce pop. Z pewnością warto na kolejny krok zdecydować się teraz nieco szybciej. Elly Jackson udowodniła, iż jest niezwykle zdolną i intrygującą artystką. Istnieją przesłanki pozwalające stwierdzić, iż stać ją na coś wybitnego…

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (8 głosów, średnio: 6,38 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.