25.06.2016 20:00

Autor: Kuba

Kvelertak we Wrocławiu – relacja z koncertu

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


Kvelertak we Wrocławiu – relacja z koncertu
21.06/Wrocław

Grunt to dobra zabawa.

Wrocławski Firlej jest w stanie przeżyć wiele. Wiele wspomnień i decybeli w jego ścianach się już znajduje. Uwielbiam to miejsce za to, że często chodzę tam na koncerty zespołów o różnych kalibrach – od raczkujących i obiecujących kapel do tych, które mają wysoki status i nikt nie zaprzeczy, że jest (bądź będzie) o nich głośno. Takim zespołem niewątpliwie jest norweski Kvelertak, który swoją muzyką od początku sprawiał trudności recenzentom w określeniu, czy ich muzyka to może rock podkręcony do granic możliwości. A może metal, w którym nie brak miejsca na punka czy hard rocka? Młodym adeptom metalu zespół też nie pomaga, bo przez ortodoksów blacku odrzucani są za bycie niedostatnie trv, do tego śpiewają w języku ojczystym, co tym bardziej nie pozwala na rozszerzenie swojej kariery na międzynarodowe wody. A jednak – zespół właśnie promuje swoją trzecią płytę zatytułowaną “Nattesferd”, która święci triumfy i uważana jest przez wielu krytyków za najlepszą w ich karierze. Z tym właśnie albumem zawitali do Wrocławia.

Wieczór rozpoczynał lokalny The Black Thunder. Muzycy grali ze sobą całkiem zgrabnie i umiejętnie łączyli nieraz różne odcienie muzyki metalowej, choć miałem wrażenie, że to wszystko było sklejone z niepasujących do siebie elementów. Kiedy wchodził mocniejszy element z ciekawą melodyką, potrafili go złamać bezczelną linią thrashową, która nijak pasowała do tego, co budowali wcześniej. Często utwory opierały się na luźniejszych, bardziej poszarpanych wstawkach, by pędzić do klasycznych, ciężkich i hałaśliwych riffów ku końcowi. Choć mój odbiór był raczej średni, chętnie usłyszę nowy materiał grupy w wersji studyjnej, bo może nie będzie tak chaotyczny brzmieniowo. A może po prostu muzycy zestresowali się i w bardziej kontrolowanym środowisku zabrzmią lepiej.

Za to Kvelertak to jednak potęga na żywo. O ile na “Nattesferd” brakowało nieraz szalonego wejścia z kopyta, tak bardzo charakterystycznego dla grupy, wersje live odbiera się kompletnie inaczej. Kiedy rozpoczęli swój koncert otwieraczem z ostatniej płyty, “Dendrofil For Yggrasil”, czas się zatrzymał. Szybkie blasty i blackowa gitara rozpoczynająca numer wbiła pierwsze rzędy w barierki i obudziła w uczestnikach pierwotną naturę rozpoczynając mosh trwający do ostatnich minut. Sekstet w dużej mierze promował “Nattesferd” grając m.in. Van Halen-owski “1985″, dziewięciominutowego kolosa w postaci “Heksebrann” czy brudny i głośny “Berserkr”. Choć widać było po zgromadzonych, że obecny styl grupy nie podchodzi wszystkim, widać było, że muzycy grają je z przyjemnością. Oczywiście – nie brakowało też utworów zawsze budzących wielkie emocje. “Blodtorst”, “Mjod”, “Undertro” czy “Kvelertak” sprawiły, że tłum rozruszał się jeszcze mocniej, a łokcie poszły niemiłosiernie w ruch. Ale mokra od potu i browara twarz Erlenda Hjelvika drącego się do mikrofonu przed Twoją twarzą wynagradza wszelkie niedostatki i bóle.

Kvelertak to banda swoich chłopów, którzy lubią grać, pić i bawić się do upadłego. Ta radość pokazuje, jak długą drogę przebył ten malutki zespół Norwegów. Od przekazywanych z rąk do rąk demówek do koncertów u boku tuz metalu jak Slayer. Najważniejsze jest w tym wszystkim to, że od trzech płyt konsekwentnie grają swoje nie bacząc na innych. I to szaleństwo im się opłaca. Pełny klub Firlej we wtorkowy wieczór pokazał to w całej okazałości.

Kuba Serafin




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.