07.04.2013 13:51

Autor: Weronika

Kurt Vile – “Wakin On a Pretty Daze”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Kurt Vile – “Wakin On a Pretty Daze”
Matador/2013

Na Zachodzie bez zmian.

Płyta “Wakin On a Pretty Daze” jest stylistyczną kontynuacją poprzednich wydawnictw Vile’a. Taką młodszą siostrą. O tyle, że bardziej nieśmiałą i wycofaną, która na pozór ma o wiele mniej do zaoferowania.

Słowo “daze” po angielsku oznacza senność, oszołomienie. I rzeczywiście połączenie przytłumionego, lekko zmęczonego głosu Vile’a oddaje świetnie to uczucie. Tak, jak w jednym z tych snów, kiedy starasz się uciec przed zagrożeniem, ale nogi jak z waty i ogólna bezwładność uniemożliwiają jakikolwiek ruch. Tak i tutaj z dźwięków przebija się rozleniwienie, a nawet delikatne zmęczenie.

Twórczość Vile’a jest ogólnie mało przystępna po pierwszym przesłuchaniu. Nie nęci łatwo wpadającymi w ucho melodiami. Trzeba dać jej czas, posłuchać uważnie i mieć odpowiedni nastrój na melancholię. Nowy album wygeneruje pewnie jeszcze mniej “przebojów”. Szczególnie, że większość utworów to długie, złożone wariacje riffów i akordów. Najbardziej chwytliwe utwory to “Never Run Away” oraz pogodne “Wakin On a Pretty Daze” z lekko countrową nutą. Mimo iż utwór trwa dobre dziewięć minut, mknie lekko i szybko. Vile bawi się riffami i buduje skomplikowane polifoniczne partie na kilka gitar, które sprawiają mylne wrażenie prostych i wręcz łatwych do zagrania. Na koniec energiczne dzwonki przypominające stado kóz, które biegnie na spotkanie z kolejną pozycją na płycie, elektrycznym “KV Crimes”. I tutaj znowu, mimo żywiołowych obietnic, głos Vile’a spowalnia rytm, a tytułowa senność uderza do głowy. Utworem o szczególnym pięknie i walorach artystycznych jest ‘Pure Pain”. Zaczyna się od szybkich, metalicznych akordów, po których następuje ciepłe arpeggio, płynące niczym spokojna rzeka. Dwa motywy przeplatają się kilkakrotnie, tworząc mieszankę nastrojów, które mimo kontrastu, pasują do siebie. Im dalej w las, tym można napotkać kilka kawałków, które przechodzą niezauważone i pozostają obojętnym. Vile zdradził, że tym razem chciał nagrać pogodniejszą płytę. W pewien sposób udało mu się osiągnąć cel, ponieważ wiele utworów na “Walking On…” jest wręcz słoneczna. Jednak jego głos i charakter bardziej sprawdzają się w melancholijnym, a nawet szorstkim materiale, którego tutaj trochę zabrakło.

Na nowej płycie Vile nie wnosi wielkich zmian do swojego repertuaru. Jednak jego wirtuozeria i gra na gitarze są nadal godne podziwu. O ile nowa płyta, młodsza i bardziej ospała siostra “Smoke Ring For My Halo” jest bardziej mrukliwa i mniej porywająca, po bliższym poznaniu również pokazuje swój niepowtarzalny charakter i bogatą osobowość.

Weronika Makowska


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (6 głosów, średnio: 6,67 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.