26.12.2011 07:30

Autor: Kuba

Kurde – “Sekrety Pana Ypto”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Kurde – “Sekrety Pana Ypto”
Lostown Records / 2011

Powrót do przeszłości.

Choć prog-rock przez wielu nazywany jest gatunkiem dla muzyków, którzy nie robią nic innego, tylko zachwycają się techniczną stroną grania, to nie zmienia to faktu, że ma on olbrzymią masę fanów na całym świecie. W końcu w muzyce progresywnej nie chodzi tylko o napisania kawałka w 9/4 i dodanie 10-minutowej solówki. Przede wszystkim muzyka prog-rockowa to ciągłe poszukiwania, balansowanie między gatunkami, rozwój danej kompozycji w dziwnym kierunku.

Wodzisławskie Kurde samą nazwą trochę odstraszyło. Tacy polscy jajcarze, którzy uprawiają chałturę, wpieprzają buraki i śmieją się z żartów o blondynkach. Ale cóż, wszystko ma swój cel i w przypadku tego zespołu ma to jakieś uzasadnienie. Stylówa, jaką uprawia Kurde nie dziwi. W końcu cofamy się o jakieś 30-40 lat, muzyka musi być narkotyczna, psychodeliczna, zwariowana. Joe Lady-No-Sky wraz ze spółką ma zamiar się z nami czymś dobrym podzielić.

Siema, jesteśmy Kurde i nazwa nas zobowiązuje do robienia rzeczy poza schematem. “Sekrety Pana Ypto” to trochę takie myślenie out of the box, bo muzycy łączą przeróżne gatunki i każdy utwór na płycie jest mikro-hołdem dla wielu klasyków i prekursorów tego, co słyszymy obecnie w muzyce rockowej. Niestety, grozi to czasem przekombinowaniem. Bo dzięki temu “Sekrety…” są płytą wyjątkowo nierówną i to nie tylko w kwestii całego albumu, ale także pojedynczych kompozycji. Na większości utworów znajdziemy fragmenty, które pokochamy całym sercem, które następnie zostaną zepsute przez użycie jazzowej skali albo zmiażdżone przez nagłą zmianę dynamiki, która rozbije cały nastrój, jaki mozolnie udało się stworzyć przez poprzednie kilka minut i znowu wylądujemy na poziomie próby zrozumienia, co autor ma na myśli.

Album ginie w gąszczu zawoalowanych metafor, za które odpowiada Lady-No-Sky (Tomasz Krutkiewicz). Niektóre teksty są wręcz nie do zniesienia grafomańskie i zabijają wszystko, co utwór ma do zaoferowania (otwierające “Crash Critters”). Owszem, zdarzają się miłe fragmenty, gdzie można posłuchać wokalu, który fajnie łączy się z całością, przede wszystkim “Pills on the Tongue” z przepiękną zmianą funkująco-jazzującej gitary w epickie zakończenie, przeplatane akustycznymi gitarami i klawiszowymi pasażami – stanowiącymi bardzo dobrą klamrę dla tej kompozycji spod znaku no drugs=no fun. Jednakże czasami nawet sam wokal Krutkiewicza wybitnie boli po uszach i to do tego stopnia, że nawet dobra melodia nie ratuje utworu. Jednakże w kwestii śpiewania nie tylko on psuje klimat. “Sunset Boulevard” z gościnnym wokalem Karoliny Kidoń jest jednym z najgorszych utworów na albumie. Nie tylko za sprawą jej maniery, która wręcz boli przy niższych rejestrach (przy wysokich również), ale także dlatego, że w pewnym momencie zespół traci swój rozpęd, odpala gitarę akustyczną i wchodzi w tak idiotycznie prostą, mało wciągającą paplaninę, która brzmi jak dziesiątki innych słabych hitów radiowych.

Dlatego zdecydowanie bardziej wolę fragmenty instrumentalne, które w pełni eksponują to, że Kurde to przede wszystkim zespół, który umie bardzo dobrze grać na swoim sprzęcie i tworzy nieraz wyjątkowo dobre kompozycje. “Joe Ladynosky” prowadzi niski, bujający bas, “Dżungla” to popis przesterowanych gitar wiodących prym szaleńczej jeździe spod znaku jazz-rockowych improwizacji, a zamykająca album “Gondwana” to mały majstersztyk – skaczący między popisami po nieregularnych skalach, a klawiszowymi solówkami Boogiego wyjętymi z nagrań Pink Floydów czy Jona Lorda. Sporo dają także wstawki Olka Stanika w “Sunset Boulevard” i “The Night Moth”, gdzie trąbka, chociaż pojawiająca się z małą częstotliwością, nadaje ciekawego kolorytu już i tak pokręconemu brzmieniu.

Kurde ma ogromny potencjał, co potwierdza np. fakt, że dystrybucją zajął się Mystic Production. Jest to zespół z możliwościami, przede wszystkim ze względu na silny szkielet instrumentalistów, którzy mają tony pomysłów i chętnie garściami czerpią z innych gatunków tworząc swój, delikatnie mówiąc, popaprany mix. Jest to coś, czego chce się słuchać, coś, w co chce się wczuć. Nie jest to płyta idealna za sprawą wielu niedociągnięć, przedłużeń, czasem bywa po prostu nudna i nieskładna, ale jest ciekawą i sentymentalną podróżą w głąb muzycznej samoświadomości kwintetu. Jeśli ktoś tęskni za starymi czasami, to Kurde ich przed nimi nie pokaże w całości, jedynie uchyli rąbka tajemnicy. Sekrety Pana Ypto musimy odkryć sami.

Kuba Serafin


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (6 głosów, średnio: 7,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.