23.01.2012 07:30

Autor: Michał Stępniak

Kumka Olik – “Nowy koniec świata”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Kumka Olik - “Nowy koniec świata”
EMI/2011

Litości!!!

W jednym z serwisów internetowych, w którym można oceniać płyty, najniższą notę mam zarezerwowaną na każdy kolejny album Kumki Olik. Chłopaki nie dają mi wyboru. Są esencją wszystkiego tego, czego w muzyce nienawidzę. Grafomania, bezczelne kopiowanie, brak ciekawych pomysłów i, nie ukrywajmy, plecy w branży. Z obowiązku wsłuchiwałem się kilka razy w “Nowy koniec świata”. Mam nadzieję, że po takiej dawce żenady dojdę kiedyś do siebie.

To już trzecia płyta Kumki Olik i w wielu przypadkach można się spotkać z opinią, że jesteśmy świadkami, jak zespół się rozwija i jakie nowe inspiracje odkrywa dla siebie. Litości! Nabycie dwóch czy trzech płyt to już wystarczający powód, by nagrywać kolejny album? Takie bowiem odnoszę wrażenie. Tym razem panowie osłuchali się w nieco ostrzejszych nagraniach niż brytyjskie indie-rockowe kapele i od razu postanowili się z nami tym podzielić. Czy nie fajniej by było w końcu odnaleźć własną tożsamość? Istnienie Kumki Olik nie powodowałoby we mnie tyle frustracji, gdyby nie to, iż na własne oczy widziałem wiele zespołów, które grają zdecydowanie lepszą muzykę, a nie są w stanie osiągnąć więcej, gdyż nie pozwalają im na to gówniane reguły rządzące polskim rynkiem.

Kumka Olik nie proponuje nic, co jest w stanie spowodować, iż byłbym w stanie ich docenić. Nie chcę słyszeć, jak śpiewają pozostali członkowie kapeli, bo zakładam, iż Mateusz Holak robi to z nich najlepiej. Efekt jest co najmniej tragiczny i nawet nie byłem za bardzo w stanie skupić większej uwagi na pojedynczym riffie czy brzmieniu basu. Tak beznadziejnego wokalu Polska chyba jeszcze nie słyszała.

“Nowy koniec świata” to jedenaście utworów, o których da się powiedzieć tyle, że trudno się ich słucha. Jeśli ktoś w 2011 roku, przy okazji trzeciej płyty, odkrył Pavement czy Lecha Janerkę, a wcześniej pozostawał pod wrażeniem Vampire Weekend czy MGMT, to liczyłbym na skok jakościowy. Nic takiego nie ma tu miejsca. Niby słychać, że panowie na instrumentach grać potrafią, ale wszystko to jest tak absurdalnie nijakie. Czasami odnosiłem wrażenie, że grupa docelowa kapeli ma maksymalnie 15 lat albo i mniej, bo takie nagrania jak “Ta zima musi minąć” mogłyby się spokojnie znaleźć na składance “Ciuchci” czy “Tik taka” . Kumki Olik nie ratuje nawet to, że wsparciem obdarzył ich Wojciech Waglewski i pojawia się gościnnie w jednym utworze. Mam jednak wrażenie, że to niekoniecznie sama inicjatywa pana Wojtka, ale raczej skutek akcji promocyjnej piwa i przedsięwzięcia zatytułowanego “Męskie granie”. Oczywiście niewymagający słuchacz odnajdzie na “Nowym końcu świata” trochę wpadających w ucho melodii lub być może zachwyci go jakiś pomysł czy podporządkowanie każdej piosenki refrenom. Ja takim mechanizmom mówię zdecydowane nie. Nie wierzę Kumce Olik.

Warto jeszcze wspomnieć o jednej sprawie. Na materiały promocyjne zwykle patrzę z przymrużeniem oka, ale tym razem rozbawiły mnie one niesamowicie. Czytamy więc: Chcieliśmy mieć piosenki, najlepsze jakie potrafimy stworzyć. I gitary, dużo gitar. Teksty są osobiste, mniej sowizdrzalskie i dalekie od banału. Jeśli jeszcze jestem w stanie nie zwracać uwagi na początkowe stwierdzenia, to o ucieczce od banału muszę wspomnieć. Wszystkie te dziwne panie, śpiewające po mniejszych miejscowościach wakacyjną porą mogą czuć się znakomitymi tekściarkami, gdy porównają swoje dokonania z twórczością Kumki Olik. Zastanawiałem się, czy to już kabaret, czy też może Mietall Waluś jest dla Holaka główną inspiracją. Naprawdę czerwieniłem się ze wstydu, że muszę takie głupoty wysłuchiwać. Zakładam bombę w twojej głowie i nie zapomnisz mnie na krok – tak zaczyna się płyta i potem jest podobnie durnowato, a taka piosenka jak “W kosmicznym statku nudzę się” to już intelektualna zbrodnia i rzeczywiście koniec świata.

Kumka Olik gra dzisiaj gitarową muzykę, ale można zakładać, że następnym razem wsłuchają się w elektronikę i być może postanowią brzmieć jak Kraftwerk. Panowie, może to jest jakiś pomysł?

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (16 głosów, średnio: 4,81 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.