25.03.2014 10:32

Autor: przemek

Konfetti i hipnotyzujący głos – Rufus w stolicy

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


Konfetti i hipnotyzujący głos – Rufus w stolicy
Warszawa/24.03.2014

Rufus Wainwright zagrał dla warszawskiej publiczności swoje największe przeboje w minimalistycznych aranżacjach.

Rozpocznijmy od najważniejszego – Rufus to przemiły facet, z oszałamiającym głosem i świetną sceniczną prezencją. Jego luz i gadatliwość zapewniły domową atmosferę w warszawskim Palladium. Czułem się jakbym podglądał artystę występującego dla garstki znajomych w swoim mieszkaniu.

Choć jestem fanem minimalistycznych koncertów, półtorej godziny bez muzycznych fajerwerków, dodatkowych instrumentów i aranżacyjnych smaczków po prostu zaczęło nużyć. Wainwright miał do dyspozycji tylko fortepian, gitarę i kilka razy głos swojej siostry Lucy Wainwright Roche (która rozpoczęła wieczór swoim uroczym i krótkim setem na głos i gitarę akustyczną), co uwydatniło niezwykłe umiejętności wokalne Amerykanina. Nie pomogło konfetti i zabiegi w postaci pojawienia się na scenie Rocky’ego Balboa czy Lizy Minelli, w którą wcieliła się bardzo kontaktowa i zabawna przyrodnia siostra artysty. Najistotniejszą częścią całego wieczoru były dla mnie bisy, podczas których zabrzmiały dwa najbardziej charakterystyczne i definiujące styl Wainwrighta utwory – “The Art Teacher” i “Poses”. Wszystko co nagrał później nie było już tak wyraziste, a nawet nierzadko przekombinowane (albumy nagrywane z całą orkiestrą, fascynacja operą).

Aktywny od 1998 roku songwriter zagrał w Polsce dwa koncerty (dzień wcześniej wystąpił podczas Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu) w ramach trasy promującej wydawnictwo z największymi swoimi przebojami “Vibrate: The Best Of”. Podczas swojej kariery nagrał wiele płyt, ale i tak najchętniej sięgam po te najwcześniejsze (pierwszą, zatytułowaną po prostu “Rufus Wainwright”, “Poses” czy “Want Two” z 2004 roku) i właśnie kilka kompozycji z tych albumów na żywo najpełniej ukazały talent Rufusa. Spodziewałem się, że na koncercie z okazji wydania kompilacji ze swoimi najlepszymi utworami raz po raz będę “atakowany” chwytliwymi, hipnotyzującymi melodiami, ale niestety momentami było sennie. Występ uwydatnił to, że choć w dyskografii Wainwrighta znajduje się kilka świetnych, czarujących piosenek, reszta nagrań nie jest aż tak dobra. Trudno z tego, co do tej pory stworzył, ułożyć wciągający od początku do końca “The Best Of”.

Podczas koncertu zdarzały się oczywiście jaśniejsze momenty, do których zaliczyłbym wykonania “Vibrate”, “Les Feux d’Artifice” z opery “Prima Donna” napisanej przez Rufusa, “Me And Liza” (ostatni singiel, w Warszawie wykonany wspólnie z Lucy) czy “Cigarettes And Chocolate Milk” (znowu z albumu “Poses” z 2001 roku). Nie zmieniło to jednak ogólnego wrażenia, że zabrakło Wainwrightowi dobrych pomysłów na to, żebym ten koncert nazwał wyjątkowym i niezapomnianym wydarzeniem muzycznym. Nic ten wieczór nie zmienił także w moim postrzeganiu muzyki Rufusa – w głowie pozostają mi ciągle te same fragmenty wyśpiewywane przez niego – od pierwszego kontaktu z jego hiponotyzującym głosem w “What Can I Do” z albumu Anthony And the Johnsons przez “Poses” do “The Art Teacher”.

Przemek Karolczyk




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.